Gdy dwie osoby mają być razem

Zobacz także: dwójkami • dwie osoby pracujące razem • zaręczyć • dwie osoby to towarzystwo • wbić klin pomiędzy dwie osoby • być wciśniętym między dwie osoby • dwie podobne do siebie osoby • drąg do przenoszenia ciężarów przez dwie osoby równocześnie • zapobiegający przekazaniu karty dostępu osobie niepożądanej po wcześniejszym wykorzystaniu jej ... - Gdy jesteśmy zrozpaczone albo przepełnione nienawiścią, złością, roztrzęsione, w poczuciu wielkiej straty, nie zbudujemy zdrowej nowej relacji. Tymczasem obserwuję sporą część ... Dwie skrajności. Podczas pracy z różnymi parami obserwuję dwie skrajne postawy. Pierwsza z nich akcentuje konieczność bycia sobą w związku, nawet jeśli czasem unieszczęśliwia to partnera. Często przybiera ona na sile, gdy w relacji pojawiają się problemy. Małżonkowie oddalają się od siebie i każdy zaczyna „realizować ... Dla wielu pisanie listów jest uzasadnione wtedy, gdy dwie osoby są daleko od siebie. Jednak, listy można pisać do siebie zawsze, nawet wtedy, gdy mieszka się razem i wydaje się, że wszystko się już wie o partnerze. Wręczanie sobie nawzajem listów przed ślubem jest ostatnio coraz częściej spotykanym gestem. Za pierwszym razem, gdy dwie osoby uprawiają seks w łóżku towarzyszy im niepokój. Lecz, gdy po raz pierwszy dwie osoby śpią razem – piją ciepłe mleczko i liczą owce – wtedy zaczyna się prawdziwy stres.Oto osiem myśli, jakie ma większość facetów (w szczególności takie niespokojne), kiedy dzielą ł Istnieje pewna bliskość, gdy dwie osoby dokonały czynu. Jak więc sprawdzić, czy dwie osoby śpią razem? Uważaj na ich mowę ciała! Język ciała jest potężny. Jeśli zastanawiasz się, jak sprawdzić, czy dwie osoby śpią razem, mowa ciała powie Ci wszystko, co musisz wiedzieć! Wiele można powiedzieć po czyjejś mowie ciała. Miłość wszystko pokona. Jeśli bardzo chcecie, znajdziecie sposób, żeby być razem. Niestety, to nie zawsze jest prawda. Zdarza się, że mimo wielkiego uczucia, z jakiegoś zupełnie niezależnego powodu, dwie osoby naprawdę nie mogą być razem. I nie zmienią okoliczności, nie zagną osi czasu, nie wpłyną na przeszłość, która jest już zamkniętym rozdziałem. To się po […] Pasja: uczucie pożądania i aktywacja fizjologiczna. Zaangażowanie: decyzja, którą oboje podejmują by pozostać razem.; Tak więc całkowita miłość nadejdzie, jeśli te trzy elementy zaistnieją w równych częściach. Nawet jeśli istnieją fazy, gdy intymność, pasja lub zaangażowanie mają większe znaczenie jako „klej” w związku.

Uszatestreszczenia [05-13.04.2020]

2020.04.14 13:10 Urtah_bebg Uszatestreszczenia [05-13.04.2020]

Itam itam znowu sejsony #uszatestreszczenia czyli porcja nimformacji dla was wizowie i fani tego typu. Steszczenia z [05-13.04.2020]. Druga część streszczeń. Miały być wczoraj, ale akat kolega nawalił i miałem telefon z firmy khy. Taki jes żywot kolegi. Uszaty jest tak nudny, że zasnąłem w połowie gniotów bu ha ha bencz.
Sekcja TLDR na końcu.
[05.04.2020]
  1. Coś dla kobry bec -> https://www.youtube.com/watch?v=JOQMa9sNhHQ
- pokaz czegoś co kobra dostała
- na wielkanoc kobra od mateu dostała mini komódkę z plastiku
**3/6 harnasi** się wykosztował mateu dla swojej żonki
[06.04.2020]
  1. Gniotostrym -> https://www.youtube.com/watch?v=zcHoYQoAOVc
- lekkowczorajszy z rana jedzie na drugą posesje mateu
- akat nie ogarnął wczoraj pozdrowienia żyszenia bu ha ha
- kurwa mać
- kolejny bonus na 2 tygodnie na pozdro
- słyszał plotku, że niby w tym roku nie będą świecone jajka nie wiem nie wiem nic nie wiem
**1/6 harnasi** najniższa ocena za takie nowiny bencz
[07.04.2020]
  1. Gniotostrym -> https://www.youtube.com/watch?v=6aztGPuD0lQ
- znowu w drogę na drugą posesję
- znowu o pozdro
- tajge nie zgodzi się na trzy posesje, bo by się zesrał
- kiedyś miał cztery posesje, ale pół dnia go potem nei było bebg
**2/6 harnasi** pozdro pozdro pozdro
[08.04.2020]
  1. Coś od kobry bec -> https://www.youtube.com/watch?v=6Ss6SV8tZ5I
- gniot koberkowy, meteorologiczna kobra
- czy tajge zasłużył, żeby dostać coś od kobry otojespytanie?
- koberka kupiła mateu per fuuuumy marki copacabana
- ło baben ładne tego typu
- z humorkiem, mateu jes barzo zaroworony
**3.5/6 harnasi** tak wspólny gniot z kumorkiem benc
  1. Gniotostrym -> https://www.youtube.com/watch?v=BIfNluONsf0\
- sprawie pozdro, mateu idzie na drugą posesje
- ten bonus co dostaliście może zniknąć, żeby nie było, że mateu nie oszczega
- tajge nie ma głowy na temat końca świata
**2/6 harnasi** tajge nie ma do niczego głowy bu ha ha benc
  1. Gniotostrym #2 -> https://www.youtube.com/watch?v=rs96mgPFa80
- lekkozmęszony wraca z pracy i musi ogarnąć wam pozdro
- miał dziś charówę ile wlezie
- na koniec gniota złapał go ktoś z pytaniem "już zakupy zrobiłeś na święta?" i mateu szybko wyłączył gniota bu ha ha
**3/6 harnasi** bu ha ha z obsrańca, co mocny tylko w ninternecie, a wrzeszywistości banda pedału bu ha ha
[09.04.2020]
  1. POKAZ JAK SIĘ GRA BEC -> https://www.youtube.com/watch?v=jk5X2A5Iqvc
- pokaz jak się gra w łapę z kartami
- czeba rozłożyć karty, to jes gra wizowie, łapka chozi i losuje kartę, bu ha ha zacięła się, na karcie jes prawda/wyzwanie/kara i czeba wybrać
- tajge wybrał prawdę i musiał odpowiadać, którą postacią byłby w "4 pancerni i pies" – tajge byłby guslikiem
- gra typu frajda i działa
- stół, na którym pokazuje mateu to robił dziadek mateu sam
**3/6 harnasi** gniot typu pokaz, szkoda, że mateu ma dwie lewe ronczki nie jak jego dziadek, który sam potrafił zrobić stół bu ha ha
  1. HISTORIA BEC -> https://www.youtube.com/watch?v=qVQ0Yy21JaQ
- pytaliście się jak żyje rambo – żyje żyje i ma 7 lat
- rambo śpi z mateu i kobra i lubi mizianie i przytulanie
- tajge nie wie jak przeliczać lata kota na inerzeszy
- jes barzo spokojny
- wrócił dopiero z prasy i robi obiad - pieczarkowom
- kto zgadnie, kiedy mateu ma uroziny w maju – będzie nagroda
- mateu będzie zakładał stone patronaci po obiedzie, żeby zobaczyć kto jes fanem fanką a kto frajerem poszczególne sektory
- będą niespodzianki dla tych, którzy wpłacają regularnie
- pokaz słuchawek z pomagam peel
- będą lajwy z kupowania rzeszy z pieniędzy z patronasja
**3.5/6 harnasi** pokaz kota i pieniężne marzenia o patronajsie benc
  1. CZELEN DLA WUWUNIA BEC -> https://www.youtube.com/watch?v=kXOjWNoWjCc
- zmęszony tajge będzie robił czelen dla kogoś, dla kogo? Zobaczymy ego typu benc!
- koberka strzyże goblyna maszynką od kwynto tefau
- wizowie, jednak golenie będzie zwykła maszynką, bo ta... trudno takie jes żysie
- najebany mateu twiezi, że czeba iść do pszodu nie do tyłu
- dla kogo będzie dominacja? Po spawie wam powie młody atat bu ha ha
- tajge łysy jak pała ło baben tego typu
- dominacja dla wunia, ma na to dwaeściaczterygoziny
**3.5/6 harnasi** szkoda, że takie długi i bez gadany uszoka, bo najebany w trzy uszy bu ha ha
[10.04.2020]
  1. Gniotostrym -> https://www.youtube.com/watch?v=HQmW7fosIPA
- meteorologiczny melyn
- sprawie pozdro, nie zrobił znowu i się tłumaczy
- kłótnia z widzką Kamilą, niech pocałuje go w dupę on jej może oddać hajs bu ha ha
**2.5/6 harnasi** widzka Kamila dostarczyła choć trochę emocji do gniota sprawie pozdro
[11.04.2020]
  1. KARA DLA WUWUNIA BEC -> https://www.youtube.com/watch?v=eU_NmRA_zl0
- nie ma kiedy wrzucać regularnie
- wuwunio dostał karę, będzie musiał zarymować o kobrze i mateu
**3/6 harnasi** duża ocena, bo kutki gniocik benc
  1. Gniotostrym -> https://www.youtube.com/watch?v=VTvqEGCdO-I
- sprawie pozdro
**1/6 harnasi** szkoda strzępić ryja
  1. CZELEN DLA LUZIY BEC -> https://www.youtube.com/watch?v=8mWMebI_Gvw
- czelen dla osoby, która będzie miała czterdzieściosiemgozin na to to
- czelen dla luizy polegający na narysowaniu mateu i gośki
**3/6 harnasi** nowa osoba nowy czelen benc
  1. CIEKAWY JESTEM CZY ZROBIĄ BEC -> https://www.youtube.com/watch?v=iWmBGQRMrNE
- lekkozmęszony zapowiada strym bez donejtów na dwatysioncesubów
- czy luiza zrobi czelen? Czy wuwunio zrobi karę?
- dla kobiety łatwiejszy czelen bo luiza kobieta awizisie
- sprawie założenia patronajsa
**2.5/6 harnasi** nimformacyjno nudny gniot
  1. zapraszamy wszystkich zainteresowanych na mój kanał BEC dziękuję -> https://www.youtube.com/watch?v=yv000G64hcg
- mały strym niedługi
- lepiej go słychać, bo kupił sobie samsunga nowego, bo tamten hujwej był dla niego za słaby
- nie mogą iść ze święconką do kościoła, bo panuje koro wirus
- na obiad ziemniaki, sadzone jajka i ogórki
- higiena osobista jes najważniejsza
- sprawie obowiązku noszenia masek – dla mateu to głupota, bo on sam jest głupi jak but
- sprawie czelenów dla wuwunia i luizy, jak luiza nie zrobi to też dostanie karę benc
- z patronajsa może by kupił laptopa do grania, nagrywania i recenzji, co wy na to na wizowie?
- jes zrobiony paczkomat, ale przez tego wirusa poszło
- pokaz słabego hujweja od kfynto i hard reset czyly twardy reset
- sprawie azbeta ma w dupie, nie interesuje się nim, poleciał w dół i jes zniszczony
- koro wirus, nie wolno robić panikę + swoje pierdolenie o wirusie, którego nie da się słuchać
**2.5/6 harnasi** ala strym, nawet przyjemny, ale jak pierdoli o wirusie to przewijam tego bęc-wała bęc
  1. DOBRANOC WIDZOWIE BEC -> https://www.youtube.com/watch?v=xDVr3yGeh8I
- lekkozmęszony życzy dobłanoc
- azbet się wystarszył, że będzie jego kanał zgłaszany
- wysyłajcie go do administracji jutuba
- jego kanał musi spaść z rowerka
**3/6 harnasi** troszkę o azbecie
  1. JESZCZE WAŻNA INFORMACJA PRZED SPANIEM BEC -> https://www.youtube.com/watch?v=v7SGffCJrjk
- ważna nimformacja o azbecie od zmęszonego!
- zmienił nazwę swojego kanału na tajge bonzo tefau, żeby zmylić was wizów
- zgłaszajcie go nagminnie za kanał podszywający się
- ma tam dwa fylmy kradzione
**3.5/6 harnasi** dalej o azbecie, ale jeszcze bez faflunów
  1. DZIĘKUJE WIDZOWIE ZA TO ZE POMAGACIE W TEJ SPRAWIE KRADZIEŻY FILMÓW BEC -> https://www.youtube.com/watch?v=FFyHGmV_yZQ
- były dwa fylmy, został jeden
- podziękowania za zgłaszanie za kradzież fylmyków
- zgłaszajcie go za podszywanie się
**3/6 harnasi** w sumie o tym samym co w ostatnich dwóch gniotach
[12.04.2020]
  1. zapraszamy wszystkich zain2teresowanych na mój kanał BEC Wesołych świąt bec -> https://www.youtube.com/watch?v=ADmWr7sjdKs
- świąteczno zacinający się strym
- wesołych świąt od uszoka, nie można było poświęcić jajka benc
- tajge wizi, że tnie się obraz
**2/6 harnasi** takie ło bebg
  1. zapraszamy wszystkich zain2teresowanych na mój kanał BEC Wesołych świąt bec -> https://www.youtube.com/watch?v=pIxL55eoANY
- prawie 2h strym ło baben...
- akat awaria, ale szybko zrobił wizowie dobrze
- strym sprawie azbeta i o so chodzi z nim
- azbet obserwował go od roku dwatysioncedwunastego roku, czekał na dobry moment wejścia i nie wychylał się
- azbet czyli kszyszek azbet, nie wieział, że to człowiek z wykopu
- wypisywał różne bzdety na wykopie, dał na modów różnych luzi z wykopu: strach, mery mery inewykopy
- azbet twierdził, że nigdy nie był w afefte i on ją rozwalił – od tego zaczońć, że on jes gównym właścicielem afefte razem z mery mery i strach
- kszyszek zarobił grube pieniondze z donejtów, a im dał marne pieniądze na boler szafki i lodówkę
- mateu nie rozumie po co czekać na zamówienie 2 tygodnie jak sami mogli pójść do meblowego i wybrać, nie mogło tak być, że on będzie decydował pieniędzmi benc
- skubaniec azbet nie wysłał faktury za lodówkę awizisie
- spominki jak wyrzucili modów i zemsta azbeta, czyly podpierdalanie mateu w różnych miejscach i urządach i musieli szystko prostować
- azbet kupował za mniejsze pieniądze a reszte brał dla siebie i to grube pieniądze zabrał
- spominki, że "szedł do kolegi" i wyłapał azbeta i go nagrał + pozdrowienia dla niekryty kytyk
- sprawie zgłoszenia azbeta na polisję, od tego czasu nie nęka mateu
- azbet jes uleżniony od ich żysia
- kiedyś tajge był głupi, ale teraz jusz nie
- sprawie Sylwii – to jes faset, ale to mogła być podkładana mery mery
- mateu rozwalił ją jednym ruchem, rozebrał się do naga i naszczał do kubka ameliny bu ha ha
- pitolenie o strymach
- powrót do tematu azbeta, że bał się przyjechać i chciał się z nim widzieć w parku śledzia
- azbet puścił u siebie stryma uszoka i czerwony mateu wkurzony prosi o zgłaszanie
- mateu ogląda 21 osób, a azbeta 11, więc to on jest dołem xD
- pokaz zepsutego tableta
- tajge wie do jakich służb zgłosić azbeta
**3/6 harnasi** w sumie spoko, bo trochę wyfalunił się spominkowo o azbecie
  1. CO POWIECIE SPRAWIE STRYM CO BYL DZIS RANO 9 30 BEC HD -> https://www.youtube.com/watch?v=PkB-73vCo_4
- jakie wasze som wrażenia sprawie azbeta, który był naruszony na strymie zis rano o 9:30
- powieział wam wszsytko od a do zet
- powieział wam otwarcie i szczerze popłostu pławdę
**2/6 harnasi** nic ciekawego
  1. zapraszamy wszystkich zain2teresowanych na mój kanał BEC Wesołych świąt bec -> https://www.youtube.com/watch?v=nvJSOnKwnJw
- co sądzicie o sprawie azbeta
- azbet kręcił ludźmi, że on jes święty, a tu się w drugą stronę obróciło
- generalnie pitoli o tym samym sprawie azbeta
- gula wali azbeta
- meble, które zamówił są trochę gówniane (bo nie mają uchwytów bu ha ha)
- kłamanie, że wzięliby inne meble droższe ze światłami ledowymi pod szafkami, ale azbet zamówił tańsze a resztę wziął do siebie
- okap też by wybrał droższy i ładniejszy
- mateu nie będzie dziękował azbetowi za meble, za takie gówno? On by dołożył i byłyby lepsze
- azbet nie ma żadnego brata, mateu się w to nie wkręcił
- spominki o porno na kanale jego starym
- to nie azbet załatwił wejściówkę na fejm em em a tylko wuwunio
- dobitnie udowodnił jaki azbet jes, a z kwynto jes sztaba
- nie wie czy zdąży patronajsa założyć zisiaj, bo święta są
**4/6 harnasi** fafluniarski gniot w stronę azbeta, bu ha ha z uszoka, który twierdzi, że by dołożył do droższych mebli a nie ma na baterię i kołki rozporowe XDD Do tego nie umie założyć patronite i czeka aż ktoś się do niego zgłosi i mu pomoże, bo ma dwie lewe ronki i 0 mózgu bu ha ha
  1. zapraszamy wszystkich zain2teresowanych na mój kanał BEC Wesołych świąt bec -> https://www.youtube.com/watch?v=1FGmjmrSdjQ
- po obiedzie i chyba po małym harnasiu bu ha ha
- ma w dupie azbeta
- pokaz pucharów od kwynto i za porażkę z bobikrajsem
- tajge musi odpocząć i musi w końcu ogarnąć stonę patronajs
- pitolenie o segregacji śmieci znowu...
- chyba nienawiścią walicie też rodziców i kolegów, walicie ich do jednego wora
- tajge nie potrzebuje dodatkowych pieniendzy z donejtów, wystarczy że prasuje
- tajge biedak czuje się teraz królem
- wasze pieniondze o kant dupy rozbić, chyba że z pozdro to wtedy ma na harnasie bu ha ha
- boisie się banów dożywotnych
- przyszła koberka i ziew
**1.5/6 harnasi** straszna nuda i mitomania
  1. zapraszamy wszystkich zain2teresowanych na mój kanał BEC Wesołych świąt bec -> https://www.youtube.com/watch?v=uqwMz2EA20g
- kolejny strym wielkanocny, tajge zamiast spędzać czas z roziną to kolejne 2h strymuje bu ha ha jutju ważniejszy niż rozina
- to jes kanał ofisjalny, subujcie i wysyłajcie znajomym
- tajge nie pokazuje nienawiścią i escesami, miejcie do siebie ale
- nie rozumiecie przekazu, który przekazuje wam goblyn uszaty
- weszła koberka na stryma znowu
- przepis koberki na gołąbki
- piosenek narazie nie będzie nowych przez koro wirusa inerzeszy (a miała być płyta w lutym? Bu ha ha z uszoka)
- sprawie kolczyków menskich, że som teraz modne a nie że gej
- porada kobry sprawie dbania o włosy: czeba mieć szampon i odżywkę do swojego rodzaju włosów w zależności czy som długie i grube czy cienki i grube bebg
- tajge nie lubi powtarzać czelenów (bu ha ha), czeba je robić ostrożnie, bo można się pozabijać
- mateu lubi słuchać różne hiphopy, ostatnio rużne mixy tupaca
- pokaz kręcenia spynerem jednym palcem
- tajge nie miał czasu pojechać z wuwuniem do niemiec
- goblyn ma 165 cm wzrostu bu ha ha
- kobra w wolnym czasie lubi gadać na mesenegeże, fylmy, muzyka albo grać na kompie
- wysyłajcie zgłoszenia kanałów kradnących i podszywających się nagminnie
**2/6 harnasi** długie q&a o niczym konkretnym bebg
  1. DOBRANOC WIDZOWIE BEC WESOŁYCH ŚWIĄT BEC -> https://www.youtube.com/watch?v=_h1J2IEZIN0
- tajge po kolacji i harnasiu
- nagminnie zgłaszajcie kanały kradnące
- mateu ma kolegę co pracuje na serwerze jutju i wie co czeba robić
**2.5/6 harnasi** dobłanoc wizowie
  1. WAŻNA INFORMACJA PRZED SPANIEM DZIĘKUJĘ BEC -> https://www.youtube.com/watch?v=2WYF30sS_J4
- zmęszony dalej nadaje o kanałach kradnących i zgłaszaniu ziew
- tajge chce robić statystykę w zeszycie, które kanały zostaną zniszczone i wybuchnięte w powiecze benc
- wystarczy trochę pomyśleć logisznie sprawie kanałów podszywających się
**2/6 harnasi** nuda i pitolenie o tym samym bebg
[13.04.2020]
  1. JAK LANY PONIEDZIAŁEK WIDZOWIE BEC -> https://www.youtube.com/watch?v=6mexdP0QLj0
- jak wam idzie zgłasznie fejkowych kanałów? Wysyłajcie skryny, który kanał poleciał
- nie wolno kraść komuś filmików
- nagrodą za zgłaszanie kanałów będzie strym
**1.5/6 harnasi** pitolenie dalsze o zgłaszaniu bebg
  1. CZELEN DLA GIXA BEC -> https://www.youtube.com/watch?v=R8wgv79sF8k
- odpowiedź na czelen luizy, ma dziesięc osób dominować do czelenów
- pieszy czelen dla gixa na czterdzieściosiemgozin polegający na rymowaniu
- rymowanie o tym czy gix odpowie na czelen czyly melinarska incepcja rymowa
**3.5/6 harnasi** zakuty gupi łeb bu ha ha
  1. CZELEN DLA BONEZA BEC -> https://www.youtube.com/watch?v=ORtB6v3NPQA
- kolejny czelen dla boneza na czterdzieściosiemgozin
- czelen polegający na zjedzeniu połowy łyżeczki pieprzu czarnego bez popitki
**3/6 harnasi** barzo ciekawy czelen bu ha ha
  1. CZELEN DLA BODICHRISA BEC -> https://www.youtube.com/watch?v=TC3294rQAJQ
- czelen dla bodykrajs
- czelen na kręceniu dwóch spynerów jednym palcem jednocześnie
**3/6 harnasi** poważny człowiek i ojciec dominuje innego jutubera na kręcenie spynerami bu ha ha
  1. CZELEN DLA AGNIESZKI SZER BEC -> https://www.youtube.com/watch?v=Q5W7UEW-tYY
- kolejny czelen kulinarny niebezpieczny polegający na zjedzeniu połowy łyżeczki soli
**3/6 harnasi** uszok na wyżyny intetelektu i kreatywności się wynosi sprawie czelenów bu ha ha
  1. CZELEN DLA KOBRY BEC -> https://www.youtube.com/watch?v=jYbo40avFG4
- czelen dla kobry polegający na frystalu o palhalspiwi
**2/6 harnasi** co to za czelen jak nawet sam nie frystalował bebg
  1. CZELEN DLA SOWY BEC -> https://www.youtube.com/watch?v=v-klLIsMS7c
- XDD
- czelen dla sowy polegający na ruszaniu uchem
**3.5/6 harnasi** nie mogę z tego uszoka, nie wszyscy mają tak duże uszy jak on
  1. CZELEN DLA CZAPNIK MICHAŚ BEC -> https://www.youtube.com/watch?v=lBYkOfMytxA
**1.5/6 harnasi** bezznajomowy melyn dominuje jakąś osobę losową do sparodiowania uszoka samemu nie robiąc żadnej parodii
  1. CZELEN DLA MICHAŁA ZWOLINSKIEGO BEC -> https://www.youtube.com/watch?v=z_dAkrhnL-0
**1.5/6 harnasi** kolejny czelen dla osoby z dupy polegający na zrobieniu wierszyka o uszoku i gośce
  1. CZELEN DLA HUBERTA KŁODA BEC -> https://www.youtube.com/watch?v=AeZqyKsFkIY
**1.5/6 harnasi** hubert musi wymyślić kawał o uszoku
  1. CZELEN DLA JANCZARA PIOTRKA BEC -> https://www.youtube.com/watch?v=50eevD6cvis
**1/6 harnasi** janczar musi zrobić SEKUNDOWĄ animację komputerową o tigerze i kobrze, podczas gdy goblyn samemu nie podjął się zrobienia czegokolwiek
  1. JAK IDZIE WAM WIDZOWIE ZGLASZANIE FEJKOWYCH KANAŁÓW NA YT BEC -> https://www.youtube.com/watch?v=0tufCPKmKOI
- sprawie zgłaszania fejkowych kanałów powtórka tego co ostatnio mówił
- ma znajomego co pracuje na jutjub i powiedział mu jak zgłaszać dobrze kanały
- zgłaszajcie nagminnie aż im się skrzynka emelowa zapcha
**1.5/6 harnasi** pitolenie w kółko o tym samym
  1. O CZYMŚ ZAPOMNIAŁEM WAM WIDZOWIE POWIEDZIEĆ BEC -> https://www.youtube.com/watch?v=Wao5qBlPFzs
- zapomniał o takiej nimformasji – zgłaszajcie też fejkowe fanpeże
- w nagrodę może bendzie strym wszystkoodwaszależności
**1/6 harnasi** kolejny gniot o tym samym
  1. ODPOWIEDŹ NA CZELEN OD KOBRY BEC -> https://www.youtube.com/watch?v=SsCXPhPOtEo
- kobra frystaluje o palhajspiwi w odpowiedzi na czelen tajgera
- pozdro dla palhalpiwi i narzekanie, że nie można wyjść do ludzi, ale ważnie jes że jes meseneżer
- palhalpiwi jes najlepsze mimo, że robi fajne przygody
**3/6 harnasi** wszystko jest lepsze od widoku uszatej małpy przed kamerą
  1. WAŻNA INFORMACJA DLA WIDZOW BEC -> https://www.youtube.com/watch?v=H2qSH-jKxN8
- ma nimformasje, że niby kanały poleciały z rowerka, ale mogły zostać ukryte
- jest dużo kanałów podszywających się: haker bonzo, gosia kupiec, kanał podpierdalający nagminnie PeZetHa (bu ha ha)
- fanpeże podszywające się: fanpeż o takiej samej nazwie jak jego tajge bonzo tefau
**2.5/6 harnasi** jedynym kanałem podszywającym się jest tiger bonzo tv benc
  1. SPECJALNY ODCINEK DLA WIDZOW BEC -> https://www.youtube.com/watch?v=JysHFY_scFY
- tajge rymuje bez bitu na sucho sprawie subów
- dzisiaj poniedziałek a juto wtorek
- jak wam izie zgłaszanie kanałów fejkowych i na papeżu
- sprawie podpierdalaczy, co podpierdalają fylmy czyly haker bonzo, gosia kupiec
- ponad połowę kanałów podszywających się już nie działa przez tajge, ale on ma od lata człowieka w jutjubie
- jes opcja ukrywania kanału
- pitolenie o regulaminie jutju, że powinni banować po numerze ajpi
**2.5/6 harnasi** pitolenie o kanałach podszywających się
  1. DOBRANOC WIDZOWIE I DZIĘKUJĘ ZA SUBY BEC -> https://www.youtube.com/watch?v=QPCZvQjdlhQ
- dzieńdobrywieczór wizowie benc
- sektor podziękowania za suby
- iście do pszodu poctawom jego motto
- zróbcie perdoroony hałas wizowie
**2/6 harnasi** zróbcie hałas wizowie, żeby spadł z rowerka kanał podszywający się, czyly Tiger Bonzo TV benc
TLDR -> Do wyróżnienia dominuję:
[12.04.2020] -> zapraszamy wszystkich zain2teresowanych na mój kanał BEC Wesołych świąt bec -> https://www.youtube.com/watch?v=nvJSOnKwnJw – jak już coś mam dominować to ten strym, dużo spominków azbetowych i ogólne takie pitolenie, które jest w miarę przyjemne benc - **4/6 harnasi**
[13.04.2020] -> CZELEN DLA SOWY BEC -> https://www.youtube.com/watch?v=v-klLIsMS7c – ogólnie naprawdę przez ostatnie 2 tygodnie mało co się dzieje i taki kutki gniocik uszowy daje na rozluźnienie - **3.5/6 harnasi**
submitted by Urtah_bebg to TigerBonzo [link] [comments]


2020.03.23 11:45 Urtah_bebg Uszatestreszczenia [09-22.03.2020]

Itam itam sejsony #uszatestreszczenia czyli porcja nimformacji dla was wizowie i fani tego typu. Steszczenia z [09-22.03.2020]. Wydawało mi się, że 9.03 nie było gniotów, ale cusz każdy się myli czasem bebg. Ło baben wizowie.... Długo nie było streszczeń, ale też mateu był łaskawy i dał mi odpocząć od nadmiaru gniotów. Dużo się nie działo wizowie generalnie bebg
Sekcja TLDR na końcu.
[09.03.2020]
  1. Gniotostrym -> https://www.youtube.com/watch?v=plwV_uapXIY
- tajge idzie do "roboty", głos trochu przepito menelsko bu ha
- wczoraj nie miał czasu i nie wrzucał nic po prasy
- trochę parę sztuk filmów nagrał, ale nie chciało mu się wrzucać
- sprawie pozdro – z czech na dwa złote obniżka
**2.5/6 harnasi** alkoholik uszaty bu ha ha
[10.03.2020]
  1. Czas Do Pracy Bęc -> https://www.youtube.com/watch?v=P2u1rE9Pu60
- tajge znowu do roboty
- wczoraj nie wrzucał, bo miał w chuj roboty inetłumaczenia, że nie zawsze ma czas
- spółprasa, budowa, pitolenie o obowiązkach i ciągle odkasływanie przepitego głosu
- kto rozumie to wie na czym polega żysie + ciągle pitolenie o obowiązkach
- tajge ma prawie czydziestkę na karku, ale wyglonda na dwadzieściapieńć, a skończy czydziestkę w maju (ma już 30 lat benc xD)
- czeba się o siebie dbać
- w roku dwatysioncedwunastym roku był szczeniakiem
- hajs to nie wszystko, hajs zawsze siękończy, ważny jes szacunek
- zmyślona historia o bogatej osobie kłócącej się w sklepie z kasjerką
- co to za życie, wk tórym masz hajs tego?
**3/6 harnasi** głupi nawet nie wie ile ma lat bu ha ha benc
  1. Niespodzianka Dla Widzów Bęc -> https://www.youtube.com/watch?v=2IUidOEzdLY
- tajge wracał z "pracy" i zaszedł na schodnią, bo niedaleko ma obiekt
- pokaz wschodniej taki sam jak zawsze
- pomieszczenia wydają się większe, bo było karton gipsem tego
- pokaz różnych "rra" (rura) gazowe inerzeszy, kable na lewo, puszki
- pokaz starej sypialni, gdzie tajge zamierza koczować jak go teściowa kopnie w dupę bu ha ha
- ciągle pitolenie o karton gipsie, tajge dopiero odkrył sekrety za karton gipsem
- o prywaciarzu, który nie przeniósł lokatorów na czas remontu, czyly powtórzona mitomania
- prywaciarz chce banana zrobić z lokatorów, mateu by zrobił zebranie lokatorów i do sondu podał prywaciarza
**3/6 harnasi** wschodnia > melina na mineralnej
  1. Niespodzianka Dla Widzów Część 2 Bęc -> https://www.youtube.com/watch?v=CIXF8mvpnB4
- tajge wraca z pracy do domu i idzie na schodnią (to chyba miała być 1 część)
- o tym jak robotnicy się śpieszą przy prywaciarzu
- spacer i pokaz kostki brukowej
- znowu pokaz starych sklepów pustych
- znowu pierdolenie o tymczasowych mieszkaniach prywaciarza
- pitolenie o karton gipsie
- pokaz rur
**2.5/6 harnasi** tęskno mateu za wschodnią oj tęskno
  1. Smacznego Widzowie Bęc -> https://www.youtube.com/watch?v=R70sEuDQwWM
- suby, lajki
- zisiaj dzień męszczyzn, on akat nigdy nie pamięta
- na obiad pomidorówka
- nie zawsze ma czas, poste jak dut
- podziękowania dla jutubera PanRysiu (?)
- miło dla tajgea było jak panrysiu o nim mówił
- pitolenie o hejtach, trolach i zmianie, czeba chcieć
**2.5/6 harnasi** nie wiem kto to panrysiu nie wiem nic nie wiem
  1. Już Po Obiedzie Widzowie Bęc -> https://www.youtube.com/watch?v=0ccx-XSod3w
- nie zawsze ma czas, każdy ma swoje obowiązki
- tajge też chce odpocząć i spędzić czas z roziną (a zaraz pójdzie się szlajać w rowie bu ha ha)
- sprawie balów na papeżu i kanale
- pitolenie w sektorze ogunym i zrozumieniu i o prywaciarzu
**2/6 harnasi** nuda
  1. Dobranoc Widzowie Bęc -> https://www.youtube.com/watch?v=skMnYGb-SMI
- lekkozmęszony o subach i lajkach
- bendzie strym na tysionc subów, żeby nie było escesów bez donejtów
- pieniondze to nie szystko tylko szacunek
- dobłanoc od melona
**2.5/6 harnasi** nic ciekawego oprócz zmęszenia lekkiego
[11.03.2020] – brak
[12.03.2020]
  1. Zapowiedź Bęc -> https://www.youtube.com/watch?v=FLMaPHByv4M
- lekkozmęszony wraca z roboty spacerkiem
- mimo ze jes korowirus to jes zapowiedź zlotu w manufakturze pod empikiem tam na dole o godzinie dwunastej w sobotę
- tajge ma styczność z ludźmi jako firma sprzontająca i korowirus nie zabił go
**3/6 harnasi** bu ha ha ze zlotu w dobie pandemii
[13.03.2020] – brak
[14.03.2020]
  1. Gniotostrym -> https://www.youtube.com/watch?v=i29RBy19rWc
- suby, lajki, młoda gozina
- akat pracuje i o dwunastej po pracy zlot fanów
- nie miał kiedy ogarnąć pozdro
- tajge nie ma kiedy zmontować mateirałów przez tego korowirusa
- po kiego grzyba media podkrencają atfosmerę?
- głupotą jes wywieszka chroniąca kierowców ałtobusów i tramwajów benc
**3/6 harnasi** akat zalatany mateu nie ma czasu na pozdro, ale zamawiajcie dalej bu ha ha
  1. Po Pracy Bęc -> https://www.youtube.com/watch?v=WrlfGs9NZwE
- tajge po pracy i idzie na zlot fanów
- porady epidemiologiczne uszatego aby zabezpieczyć się przed korąwirusem
- mycie rąk higienta osobista jes poctawą
- wiatrogniot
- tajge nie wie czy mseczki na buzię są dobre
- po co siać panikę benc? Porównanie ptasie grypy i korowirusa xD
- kiedyś to była odporność, a teraz jes chemia
- wirus przyszedł z jedzenia zzagranicy
- nie ma co nosić renkaiwczek i masek
- wirusa się wytempi myciem rąk
- ależ on głupi sprawie chorób – w masce traci się odporność
- mateu się wydaje, że powinna być szczepionka, ale u nas służba zdrowia kuleje uwieszcieto
- sprawie braku zimy
- nie sztukom jes siać panikę
- według mateu jakby było zagrożenie to zamknęliby sklepy xD
**3.5/6 harnasi** niesamowite jest jaki on jest głupi, a potem taki ktoś chodzi i zaraża wszystkich wokół
[15.03.2020]
  1. Zapowiedź Bęc -> https://www.youtube.com/watch?v=DEfUw8nukkQ
- suby, lajki, łobaben tego typu
- zapowiedź wkurtce – pokaz historii z terenu benc
**2.5/6 harnasi** w sumie czekam na gniota sprawie historii od uszatego xD ciekawe co powie
  1. Informacje dla bęc -> https://www.youtube.com/watch?v=x8IOVSc2qlo
- sprawie zlotu – zlot został odwołany przez korowirusa bu ha ha
- innym razem będzie jak się uspokoi z ala koro wirusem
- po kiego grzyba siać panikę?
**2.5/6 harnasi** nikt nie przyszedł bu ha ha
[16.03.2020]
  1. Do Pracy Bęc -> https://www.youtube.com/watch?v=818N1x_yPV8
- jes tysionc subów i bendzie strym bez donejtów
- nie wiaodmo kiedy, nie od niego zależności
- meteorologia, nie zwraca uwagi i nie wspomina o hejterach
- ma ich w dupie
- o panice, panika jes bo niedługo wybory
- wystarczy myć rence, on nie ogląda wiadomości
- porównywanie do grypy + higien osobista
**2/6 harnasi** powtórki + jaki on jest głupi to ja nawet nie
[17.03.2020]
  1. Macie czas na zamówienia -> https://www.youtube.com/watch?v=Ys9ApqlIMTU
- gniot z pracy :O
- sprawie pozdro głównie
**3/6 harnasi** nic się nie dzieje, tajge się ukrywa w szatni przed pracą i nagrywa, czyly nawet jeśli faktycznie pracuje to zaraz skończy jak się wyda, że gnioty nagrywa podczas zmiany xD albo odleje się tam gdzie kamery go złapią bu ha ha
  1. Gniotostrym -> https://www.youtube.com/watch?v=2QYUVh7Npik
- sprawie pozdro, wraca z pracy, sprawie pozdro
- meteorologia i sprawie pozdro
**1.5/6 harnasi** sprawie pozdro
  1. Coś Takiego Kupiłem Widzowie Bęc -> https://www.youtube.com/watch?v=7ZidbeImpx0
- tajge "kupił" klawiatrukę w blombardzie za 5 zł albo znalazł w koszu, bo jeszcze brudna bu ha ha
**2.5/6 harnasi** taki szybki pokaz od mateu benc
[18.03.2020]
  1. Do Pracy Widzowie I Informacje Bęc -> https://www.youtube.com/watch?v=gAQlnFLKle4
- suby, lajki, strym
- strym w sobotę, bo w tygodniu nie ma kiedy prasa dom i załatwiać sprawy benc
- meteorologia i o wietrze
- nie ma filmiku o historii, bo akat wiało ałaśnie
- narzekanie na brak kultury osobistej, bo luzie widzą go jako firmę sprzontającą i rzucają papierki
- tajge musi sprzontać potem i z tego są wirusy benc
**3/6 harnasi** jakbym widział mateu jako firmę sprzontającą to bym mu rzucił papierki, żeby zobaczyć choć raz jak pracuje bu ha ha
  1. O Co Chodzi Sprawie Wschodniej Widzowie Bęc -> https://www.youtube.com/watch?v=D9dRXxj8p2s
- tajge ma czy obiekty do sprzontania i jeden akat obok schodniej jes
- kolejny pokaz meliny na wschodniej
- mitomańska historia o czech właścicielach, którzy duże hajsy zgarnęli
- jeden właściciel duże pieniondze wziął i zrobił ludzi w karola, czyly historia o ala zastępczych lokalach
- kontynuacja w domu i pokaz nowego pucharu z koberką
- frytki na obiad – taniej zrobić w domu niż kupić ałaśnie
- puchar od kwynto tefau dla tigera za bycie górą ło baben
- praca dom rozina nie jutju jes poctawą
- staranie sie, naprawa opinii
- tajge nie wie co z tiop gniot, on nie ma kiedy odpoczońć
- korowirus, panika i grypa żołądkowa
- ostatnio był chory jak jan paweł drugi zmarł
- pitolenie o chorobach, ciężko się tego słucha uwieszcie to
**2.5/6 harnasi** ogunie nie da się słuchać tego tumana sprawie wirusa, należałoby takich osobników przywiązać do łóżka, żeby się nie ruszali i nie zarażali ludzi
  1. Jeszcze Mam Sprawy Dziś Bęc -> https://www.youtube.com/watch?v=WVqDRbvmP6U
- zisiaj zalatany, a jutro do pracy
- powtórka o zalataniu, prywaciarzu inerzeszy
- tajge zna się na programach oprubki, a nie powie jaki używa, bo każdy ma swój wizisie
- kiedyśnie robił, a teraz wziął się za obróbki
- pozdro dla kwynto, nie rób juz z siebie pajaca
- czeba chcieć, o zmianie, o tym, że chcemy nożu jak keidyś
- kfinto nie spalił za sobą mostu
- czeba chceić, ale cusz, wkład pracy
- spominka o kretach z wykopu <3, ale według mateu to nie są krety tylko w necie sprawdzają gdzie jest bu ha ha
**3/6 harnasi** za wspominkę o kretach plusik benc
  1. Dobranoc Widzowie Bęc -> https://www.youtube.com/watch?v=jTBztPZS4Yg
- lekkozmęszony o subach i lajkach
- czy kobra robi kolasje czy śniadanie do prasy? Ałaśnie
- tajge chce cebulę w kanapce
- o stryme obsuniętym, nie ma czasu od razu
- dobłanoc do następnego odcinku
**3/6 harnasi** coś z kumorkiem i cebulką
[19.03.2020]
  1. Poradnik Dla Widzów Bęc -> https://www.youtube.com/watch?v=_AReI7FVqxs
- pitolenie o prywaciarzach znowu i o wyłudzaniu, mamy do dupy prawo
- tajge się nie zna, ale z punktu jego widzenia takim ludziom się powinno zabrac prawo do kupowania i sprzedaży tego
- o balach dożywotnich, hejty to pitolenie o szopenie i faflunienie
- tajge jes szarym robakiem, który nic nie osiągnął bu ha ha
- nie karmcie takich ludzi, poradnik dla ludzi wchodzącyc w klymat jutuberki
- meteorologiczny melin
- czeba czymać się w takim poziomie, żeby nie zjeżdżać XD
**2.5/6 harnasi** 25 minut pitolenia, z punktu mojego widzenia takim ludziom jak tajge powinno się zabrać prawo do kupowania harnasi benc
  1. To Jest Historia Bęc -> https://www.youtube.com/watch?v=17lwK_BoLww
- pokaz budynku nastawni kolejowej dysponującej
- pokaz znaku żydowskiego tego, tablicy i o data historii xD
- pokaz daty jako przypomnienie historii
- pokaz stacji Radegast wizsiie
- pokaz wagonu i w tym wagonie byli ludzie
- wy jako wizowie nie wiecie, ale wasi rozice pamiętają obozy
- to jes historia jak ktoś kojarzy
- niemiła historia
**4.5/6 harnasi** mateu jako przewodnik historyczny to coś zupełnie świeżego. Nic nie wie, ale mówi, że to jest historia jak ktoś kojarzy xD on nie kojarzy, ale to nieistotne benc xD
  1. Czelen Widzowie Bęc -> https://www.youtube.com/watch?v=7XwpS74sYKw
- był głodny a jes najedzony
- nowy czelen polegający na kręceniu spynerem jednym palcem
- czelen dla kfinto tefau dwaeściasztery goziny na zrobienie
**2.5/6 harnasi** głupi uszok nie ma pomysłów na nowe czeleny bu ha ha i do tego spyner na baterie
  1. Jak Wrażenia Widzowie Bęc -> https://www.youtube.com/watch?v=WNggKxnsuks
- czy podobał się wam czelen dla kwynto?
- czy zrobi? Otojespytanie
- sprawie filmu o historii
- tajge nie pamięta co tam się działo akat
- jes zalatany i nie miał kiedy stryma zrobić
**2/6 harnasi** nimformasje nudne benc
  1. Dobranoc Widzowie Bęc -> https://www.youtube.com/watch?v=57kwQbYvfks
- na kolasje spagetty ze zbukiem
- dobłanoc od melona
- dlaczego mateu nie zaatakowało? Wszystkoododpornościzależności, a tajge ciągle na harnasiu bu ha ha
**3/6 harnasi** dobłanoc uszatki
[20.03.2020]
  1. Gniotostrym -> https://www.youtube.com/watch?v=HreUgTu0gu0
- trzeźwy gniotostrym z prasy z przerwy
- nie chce się pracować, ale czeba
- czy dni na pozdro zostało po 2 złote
- kończy tę posesję i jedzie na drugą benc
**2.5/6 harnasi** tajge znowu ucieka od pracy bu ha ha
  1. Bęc Widzowie -> https://www.youtube.com/watch?v=n24K_CMMELg
- będą kolejne czeleny jak będzie czas
- pitolenie o panice, maskach i wirusie bleh
- zapowiedź parodii o maskach i wirusie
- starsi ludzie mają słabszą odporność
- o nimformacjach zakażonych z różnych województw np z mazurskiego
- nie da się tego głąba słuchać o korowirusie i panice
- meteorologia i przesilenie wiosenne
- o psychice paniki
**2/6 harnasi** każdy gniot o koro wirusie sprawia, że nóż mi się otwiera w kieszeni, mm dobry jes
  1. Niespodzianka Dla Widzów Bęc -> https://www.youtube.com/watch?v=WG4Mi09h6Ts
- kwinto odpowiedział na czelen i dominował kobrę
- kobra zrobiła czelen i dominowała boneza
- krecenie spynerami państwa kupiec gołodupiec bu ha ha
**2.5/6 harnasi** uszate małżeństwo dalej bawi się w czeleny dla idiotów bu ha ha
  1. Informacje dla Kwinto Tv Bęc Full HD -> https://www.youtube.com/watch?v=Kw1ZzI4a3lc
- lekkozmęszony mateu wieczorowy z nimformasjami dla kwynto
- kwynto nie przejmuj się hejtami
- kwynto pokazał hejterm, że ma dobre serce i odkleił się od nich
**3/6 harnasi** ciekawe kiedy kfynto zdradzi mateu bu ha ha
  1. Poradnik Dla Widzów Bęc -> https://www.youtube.com/watch?v=UMAcghR8HoA
- ło baben gniot z laptopem della i pokaz wymiany kostki ram pamięci i dysk twardy trwający ponad 70 minut....
- chcieliście taki odcinek to macie
- rozkręcanie, czeba mieć pojęcie poctway, nie sztukom jes połamać
- tajge nimformatyk wymieniłdysk z czystadwadzieścia giga na dwieściepieńćdziesiont bu ha ha
- jak to będzie spółprasować ze sobą? Spółprasa najważniejsza
- nie jes łatwo nagrywać i coś robić
- instalowanie lewego łyndołsa dziesiontki podczas jak mateu kręci się po kuchni
- tajge jes samymłukiem sprawie komputerów
- o subach i lajkach
- instalacja po 50 minutach programu do sterowników
**1/6 harnasi** dramat wizowie i przyznam się, że przewijałem mocno tego gniota. Takie gnioty powinny być nielegalne benc
  1. Dobranoc Widzowie Bęc -> https://www.youtube.com/watch?v=j_YJDKdxGzw
- lekkozmęszony nie boi się wirusa
- nie róbcie paniki
- dobłanoc widzowie
**2/6 harnasi** każdy wirus boi się takiego pasożyta jak melon bu ha ha
[21.03.20]
  1. Gniotostrym -> https://www.youtube.com/watch?v=2NL6N3cX-r0
- tajge ukrywa się w kanciapie przed pracą
- zmęszony po głosie po wczorajszym harnasiu
- o pozdro, zamawiajcie, bo potem będziecie płakali
- ma dziś od groma ciu ciu roboty bebg
**3/6 harnasi** prędzej tajge zapłacze niż ja zamówię pozdro bu ha ha
  1. Różne Tematy Bęc -> https://www.youtube.com/watch?v=G1yw8_ESjhA
- lekko zmęszony tajge na rejonie i idzie do pracy
- tajge kładzie lache na tych co mówią, że ma dwie lewe ronczki
- sprawie ostatniego godzinnego gniota o laptopie
- teraz wizisie różnicę między laptopem a netbukiem
- granie w gry to nałóg i choroba, tajge nie gra, bo nei ma czasu i się odsunął
- o co wam chodzi ze sztamą z kwynto tv, on zrozumiał, że tajge jes człowiekiem
- o zmianie, tajge im starszy tym mondrzejszy xD
- o balach dożywotnych, hejtach i że ma je w dupie
- inne gwiazdy artyści też nie zwracają uwagi
- o staraniu, strymie i grafiku i zmianie kwynto i tajgea
- na ostatnim kanale było tyle subów, bo ponad połowa z nich miała popłostu bekę z mateu
- o znanym jutuberze niekytykytyk co wchodzi na premierę, bo mateu się zmienił
- o strymach co odeszły do lamusa, pitolenie o regulaminie jutju i o opinii zepsutej przez donejty
- nie ma sensu robić dymów, shoty zbijają potem hajs
- powinniście podziękawać goblynowi, że mimo braku czasu zrobił gniota o laptopie
**2.5/6 harnasi** 30 minut pitolenia o szopenie
  1. Ważne informacje dla Wszystkich Bęc -> https://www.youtube.com/watch?v=sNbtRM6XQks
[akat brak tego gniota na PZH, więc jest do uszoka link sorki :(]
- akat wraca z pracy i ważna nimformasja
- jes stronka i ta osoba beknie za to, bo ktoś puścił ogłoszenie, że tajge niby sprzedaje telewizor plazmowy
- ktoś se jaja zrobił i ta osoba beknie
- jest rodo i ta osoba beknie, tajge przeanalizuję tę stronę po obiedzie
- nie można mu robić zdjęć jawnie z ukrycia bo rodo i można beknąć
- tajge wie jaki jest artykuł kararny, ale nie powie
- to że jest osobą publiczną to nie znaczy, że można udostępniać jego wizerunku
- będzie płakali w sondzie bebg to samo sprawie kradzieży filmików
- tajge ma łeb, żeby takie osoby wytempić do końca
- nie wolno pokazywać co jes u nich w prywatnym życiu poste jak dut
**4/6 harnasi** fafluny o rodo i beknięciu bu ha ha
  1. Bęc Widzowie -> https://www.youtube.com/watch?v=-9Al4qtNSsc
- uszaty idiota w dobie pandemii korony wirusa udaje, że go zaatakował wirus i paraduje w masce po domu jak małpa w zoo
- udaje, że źle się czuje i boli głowa i chyba czeka go kwarantanna
- jednak żart to jes dla was wizowie
- tajge dostał taką maskę w sklepie, w którym sprząta, ale według mateu maski nic nie pomagają tylko rękawiczki
- debil ma styczność z ludźmi i się nie zakaził wizisie
- wirus wejdzie i zejdzie, po co panika?
- stryma dziś nie będzie
**1/6 harnasi** za takie materiały powinno się zgłaszać kanał uszoka, bo tacy idioci to kurwa ha tfu na tego uszatego melona
  1. Dobranoc Widzowie Bęc -> https://www.youtube.com/watch?v=rAF0o96TscU
- miał być strym, ale akat jest zmęszony bu ha ha z pijoka
- musisie czekać aż będzie miał czas, narazie w grafiku wszędzie wpisany harnaś
- ma swoje obowiązki, a nie na wasze pstryknięcie będzie robił
- dobłanoc
**3.5/6 harnasi** jutro będzie męszenie kasusia benc
[22.03.2020]
  1. Zapraszam wszystkich zainteresowanych na mój kanał bęc -> https://www.youtube.com/watch?v=5bgDAbMgAQ0
- szeptogniot totany
- o gozinie 10 będzie strym na tysionc subów
- ostatni dzień na pozdrowienia żyszenia
- jak będziecie grzeczni to wam przedłuży pozdrowienia wszystkoodwaszależności
**2/6 harnasi** o strymie i pozdro ziew
  1. Zapraszam wszystkich zainteresowanych na mój kanał bęc -> https://www.youtube.com/watch?v=DGYDT9Ol2YM
- prawie 2h strym....
- pokaz pucharu od kwynto za bycie górą, tajge się cieszy, że sztaba jest z kfynto
- sprawie ogłoszenia z telewizorem, rodo i że jes na to paragraf i można bęknąć bebg, generalnie to samo w gniocie z dnia wcześniejszego o rodo i kradzieży filmików i tak przez 15 minut
- tajge wie, że atakujecie kwynto tefau, ale chozi o to, że człowiek człowiekowi pomaga
- kwinto robił rzeszy na niego, ale zrozumiał, że nie wolno tego i hejterzy atakują jego
- czelen dla was jak będzie w ciągu siedemdziesiontdwagoziny dwatysionce subów to będzie znowu strym
- pokaz spynera nie na baterię i kręcenie jednym palsem
- dokładnie się zmienił w roku dwatysioncedziewietnastym roku
- nie ma narazie kiedy chodzić na siłownię, nie ma czasu (nigdy nie miał bu ha ha), zresztą siłownię ma w domu
- jak się chce pieniondze to idzie się zarobić a nie fejmemema
- ci którzy wyzywają nie mają swojego żysia
- donejty nie są wypuszczone, bo już niektórzy oczernili ich w internecie nienawiścią i musieli naprawiać opinię
- naprawił opinię poprzez sprostowania
- sprawie wirusa, jak ma to odejść jak ktoś w kwarantannie wychodzi na ulicę i zaraża innych luzi, powinny być duże kary poste
- maski są niepotrzebne, bo powietrze przez nie przechodzi i jes to dla niego głupota
- młodzież nie ma szacunku do luzi i nauczycieli, a powinna być dysyplina jak w wojsku poste
- zmyślona historia, że młodzież chowała papierosy w spłuczce i kiedyś urwali, był apel, żeby ktoś się przyznał i w końcu się przyznali i zostali zawieszeni
- chyba wiecie co to znaczy kocówa – według mateu to to jest w wojsku i ta osoba co nawaliła i przez którą nie dostała cała grupa przepustki to zostaje nakryta kocem i leję się ją na gołą dupę xD
- nie poszedł do wojska, bo na komisji dostał D, czyly debily yyy mienso armatnie
- nagrywanie z wuwuniem wszczymane przez korowirusa xd
- ci którzy wyzywają nie mają życia i pokazują, że są dziećmi, on nie zwaraca uwagi i oni zginą
- łapki w górę tajge chce, bo narazie tylko w dół idzie
**brak oceny** to jest strym typu gniot tylko, że prawie 2h i jest to powtórka wszystkiego o czym mówił w tym miesiącu
  1. Poradnik Dla Widzów Bęc -> https://www.youtube.com/watch?v=eO66yXRbDk0
- instalacja systemu operasyjnego na netbuku pijano, system operasyjny oczywiście ten sam lewy
- opowieście o kostkach ram pamięci 2 giga dedeerki trujki
- grzebanie w biosie i początek instalacji, absolutnie nie oglądać tego widzowie
- różnice między laptopem a netbukiem
- pamiętadoziś jak w 95 i 98 szukał sterowników różnych
- nauczycie się wizowie instalasji dzięki temu, czeba mieć jaja, żeby się nauczyć
- nie ma dobrego antywirusa + o różnych wirusach i programach szpiegających
- pitolenie, żebyście na niego nie naciskali
- instalacja programu do sterowników
- nie dam rady wizowie czegoś takiego oglądać
**1/6 harnasi** lepiej żeby nic nie nagrywał niż ma coś takiego wypuszczać, podczas gdy "nie ma czasu"
  1. Zapraszam wszystkich zainteresowanych na mój kanal widzowie bęc -> https://www.youtube.com/watch?v=FJezeNClEBI
- sprawie balowania osób obrażających
- ciemna jes żarówka i nie pokaże tego
- jes samymłukiem sprawie wiedzy komputerowej, pozdrowienia dla nauczyciela z gimnazjum
- jak będziecie zamawiali pozdrowienia to przedłuży o tydzień
- nie ma sensu zwracać uwagę na hejty, nimformacja dla kwynto, żeby się nie przejmował hejtami
- rozmowy z koberką na temat tego, że jes ciemno w kuchni
- laptopa dostał od znajomego na części i jes on do złomowania i będą pokazy
- tajge nie wie gdzie wsunął żaróweczkę, ale znalazł tableta siedem kopka sześć
- kobra przyszła i majstruje przy garach
- nie rozdaje modów, bo oni podburzali ostatnio do hejtowania
- spominki o azbeście, że robił mu koło dupy i zepsuł mu opinię, bo na kanale co miał dziesieńćtysiency subów puścił porno (pamiętam do dziś xD)
- azbet miał dostęp do kodów strumienia
- ale tajge się cieszy, bo na tamtym kanale ponad połowa widzów go gnębiła i hejtowała, a tajge bonzo tiwi jest czysto i schludnie
- o tym, że musiał naprostowac opinię
- pokaz drugiego tabletu, gdzie ma pękniętą szybkę i musi wymienić szybkę
- próby tajgea rozbierania tableta, sztukom jes otworzyć a nie połamać
- pokaz tableta od środka, czeba mieć pojęcie
- dobłanoc widzowie, pozdro dla kryty niekrytyk xD
**2.5/6 harnasi** ogunie przyjemny gniot, może ta aura wieczorna była sprzyjająca i lepiej się tego słuchało niz poprzednich... ale i tak pojebało go z długością gniotów dziś bebg
TLDR -> Do wyróżnienia dominuję:
[19.03.2020] -> To Jest Historia Bęc -> https://www.youtube.com/watch?v=17lwK_BoLww – mateu przewodnik po gettcie łódzkim – **4.5/6 harnasi**
[21.03.2020] -> Ważne informacje dla Wszystkich Bęc -> https://www.youtube.com/watch?v=sNbtRM6XQks – fafluny i grożenie sondu i beknięciem - **4/6 harnasi**
submitted by Urtah_bebg to TigerBonzo [link] [comments]


2020.02.17 15:39 BlackDevil13 Bliska relacja dziennikarza Polskiego Radia z groźnym przestępcą i narkomanem oraz seryjnym oszustem. Co łączy Piotra Nisztora z Rafałem Witkowskim i Jackiem Pieńczakiem? [DOKUMENTY I ZDJĘCIA]

Bliska relacja dziennikarza Polskiego Radia z groźnym przestępcą i narkomanem oraz seryjnym oszustem. Co łączy Piotra Nisztora z Rafałem Witkowskim i Jackiem Pieńczakiem? [DOKUMENTY I ZDJĘCIA]

Bliska relacja dziennikarza Polskiego Radia z groźnym przestępcą i narkomanem oraz seryjnym oszustem. Co łączy Piotra Nisztora z Rafałem Witkowskim i Jackiem Pieńczakiem? [DOKUMENTY I ZDJĘCIA]

Bliska relacja dziennikarza Polskiego Radia z groźnym przestępcą oraz seryjnym oszustem.
Co łączy Piotra Nisztora z Rafałem Witkowskim i Jackiem Pieńczakiem?
O tym, jak sprzedajny pseudodziennikarz godzi w Państwo Polskie.
Opisywaliśmy przestępcę Jacka Pieńczaka, a przede wszystkim rozpracowywaliśmy go od paru lat, kiedy to doprowadził wraz ze skorumpowanymi funkcjonariuszami CBA do pokazowego zatrzymania i pomówienia naszego przyjaciela Andrzeja K. Kisiela za rzekome przyjęcie łapówki.
Po naszym ostatnim artykule, przestępca Jacek Pieńczak pisał oświadczenia na swoich profilach. Pisała też także jego żona Anita Karcz, która za paznokciami ma nie tylko układowy związek małżeński z Pieńczakiem, ale też na nią zarejestrowane są firmy, którymi zarządza Pieńczak, jak i ekskluzywne samochody, które były rozbijane, aby wyłudzić pieniądze z ubezpieczenia AutoCasco.
Jeśli chodzi o Rafała Miałkińskiego vel Witkowskiego to Bogdan Węgrzynek starał się pomóc – „schorowanemu na raka”, jak się później okazało – seryjnemu naciągaczowi, który naciągnął na przygotowane na bardzo niskim poziomie, lub niewykonane wcale realizacje telewizyjne kilkanaście osób oraz poważne instytucje państwowe.
W tej chwili dostajemy dziesiątki maili w związku z przekrętami zarówno Jacka Pieńczaka, jak i Rafała Witkowskiego.
Witkowski się nie spodziewał, że Węgrzynek ma tak wiele osób, które będą walczyć o jego dobre imię.
W pewnej chwili i sami myśleliśmy, że Witkowski będzie sprzedawał produkcje TV do Polsatu, ale i to okazało się oszustwem producenckim Witkowski Team.
Co łączy ich z Piotrem Nisztorem – Samozwańczym dziennikarzem śledczym?
Ano łączy ich między innymi opłacane przez przestępców audycje radiowe w publicznym radiu, prowadzone właśnie przez Piotra Nisztora.
Czy w Polsce dziennikarz, wykorzystując publiczne radio, może przestawiać zmanipulowane informacje?
Czy może manipulować informacją, czy wprost kłamać tak, aby oczernić, czy wyśmiewać osoby, które dla Rzeczypospolitej Polskiej społecznie pracowały przez wiele lat?
Czy dziennikarz publicznego radia może nie sprawdzać informacji, które pojawiają się w tak szanowanej polskiej instytucji, na której dobre imię solidnie pracowały przez dziesiątki lat pokolenia polskich dziennikarzy, w tym wiele znakomitych osobistości?
Piotr Nisztor wpisał się tym w propagandę, jaką uprawia dziś Telewizja Polska, która raz za razem przeprasza na swojej antenie zaszczutych polityków opozycji.
Chcemy przytoczyć kolejne fakty z życia zarówno Jacka Pieńczaka jak i Rafała Witkowskiego.
Rafał Witkowski, działając z byłym tajnym współpracownikiem i donosicielem Urzędu Ochrony Państwa jak i Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego Jackiem Łęskim, posługiwał się kłamstwami w systemie dokładnie takim, jak to dawniej robiły komunistyczne służby.
Jacek Łęski był szeroko opisywany przez rzetelnych dziennikarzy, jak i oficerów operacyjnych dla których pracował. Oszukiwał też Skarb Państwa, gdy prowadził agencję PRową współpracując przy tym z gangsterami ze wschody w tym Rosji. Dziś prowadzi programy telewizyjne w TVP, które starają się wykończyć czy też zniszczyć inaczej myślących niż Jarosław Kaczyński czy Jacek Kurski.
Jest o nim i teraz głośno, ponieważ ostatnio wyrzucił ze studia Telewizji Polskiej przedstawiciela opozycji, który stwierdził fakt, iż Jacek Łęski wykorzystując „program TVP szczuje na Polaków”.
W związku z tym, iż przekazaliśmy do Prokuratury Krajowej i Ministra Sprawiedliwości oraz innych służb zajmujących się bezpieczeństwem Państwa informacje i zdjęcia dotyczące zarówno działalności Jacka Pieńczaka jak i Rafała Witkowskiego, przekazujemy tylko parę zdjęć na dowód wiarygodności przedstawianych faktów, w którym uczestniczą również funkcjonariusze służb.
Jacek Pieńczak na co dzień przemieszcza się po ulicach z ostrą bronią zastraszając niewygodnych świadków.
Warto dodać, że Jacek Pieńczak jest narkomanem i alkoholikiem. Przyjmuje heroinę.
Toczą się właśnie kolejne postępowania, mówiące o tym, iż Jacek Pieńczak poprzez swoje stowarzyszenie wyłudza dotacje z Ministerstwa Obrony Narodowej na rzekome szkolenia przeprowadzane przez nieuprawnione do tego osoby.
Dlaczego dziennikarz Polskiego Radia zaprasza do czasu antenowego seryjnego naciągacza?
Czy chodzi tylko o pieniądze?

Zdj: Akty oskarżenia wobec Jacka Pieńczaka
Zdj: Aresztowanie Jacka Pieńczaka. Pomimo że aresztowany był kilkanaście razy, m.in. 5 kwietnia, nie przeszkadzało to Piotrowi Nisztorowi aby zapraszać go jako gościa głównego na antenę Polskiego Radia.
Zdj: Radosław Wajs – pracownik firmy CampX Jacka Pieńczaka. Na polecenie Jacka Pieńczaka rozbijał samochody. Woził również pieniądze dla skorumpowanych funkcjonariuszy CBA.
Zdj: Samochód marki Machindra, załatwiony przez Dowódcę GROMU Piotra Gąstała dla Jacka Pieńczaka za kwotę 12 000 zł.
Zdj: Radosław Wajs i Dawid Matusiak prowadzą szkolenia bez wymaganych dokumentów jako instruktorzy.
Wracając do Rafała Witkowskiego, w audycji Piotra Nisztora Witkowski opowiada, jak to poznał Bogdana Węgrzynka i jak przebiegała współpraca z nim.
Interesującym jest, iż na antenie Polskiego Radia poświęca się tak wiele cennego czasu rzekomo nic nieznaczącemu przedsiębiorcy, jakim jest Bogdan Węgrzynek.
To jednak ma wielkie znaczenie. Piotr Nisztor i Rafał Witkowski mają w tym cel.
Jak łatwo sprawdzić i o czym mówią dostępne dowody, Witkowski od początku z premedytacją kłamał we współpracy z Węgrzynkiem.
Wieloletnie działanie Rafała Witkowskiego, które opisują oszukane przez niego osoby, to naciąganie przedsiębiorców na zakup rzekomych realizacji telewizyjnych. Część osób nigdy tych realizacji nie otrzymała (Jak Pan Radosław Pyffel, Bogdan Węgrzynek, Rafał Zborowski), część otrzymała materiał na tak niskim poziomie, że domagała się reklamacji i zwrotu pieniędzy.
Nowa Tożsamość
To nie wszystkie „osiągnięcia” Rafała Witkowskiego.
Witkowski do klubu POLONIA przyprowadził rzekomych inwestorów z Afryki. Mało tego, to posługiwał się wtedy (czyli w 2012 roku) zmyślonym nazwiskiem, przedstawiając się jako Rafał Małkiński.
Zdradza to między innymi także profil na Goldenline.
Wtedy Rafał Witkowski chodził z koszulką Mistrzostw Świata w Kick-boxingu i wszystkim rozpowiadał, że to właśnie było uwieńczenie jego kariery sportowej, że dla Polski zdobył srebrny medal na Mistrzostwach Świata, które odbywały się w Budapeszcie.
Myślał, że wszyscy wierzyli w te bajki, tyle tylko, że Marian Scyborowski, który zadawał mu pytania na Polonii odnośnie kick-boxingu, zauważył, że Witkowski nie umiał odpowiedzieć na pytania, kto to jest Marek Piotrowski, czy w jakiej sekcji trenował.
Z klubu POLONIA pogonili go zarówno działacze jak i kibice…
Przekręt antenowej gwiazdy Piotra Nisztora w Sejmie Rzeczypospolitej Polskiej
Podobno kłamca mówi prawdę tylko wtedy, kiedy się pomyli.
Rafał Witkowski na antenie Polskiego Radia mówił także o realizacji telewizyjnej z Kongresu Klastrów w Sejmie RP, którą podobno przeprowadził.
Kolejne kłamstwo. Ponieważ choć przyjął pieniądze od wiceprezesa zarządu Związku Pracodawców Klastry Polskie Jarosława Bulandy, to nigdy wykonywana przez oszusta realizacja nie ujrzała światła dziennego (co swoją drogą było typowym modus operandi Witkowskiego).
Co więcej, nikt kto żyw nie miał okazji zobaczyć zrealizowanego przez Witkowskiego materiału, choć ten wymienił kilka swoich domen, na których oglądalność była fenomenalna. Tam miały pojawić się materiały. Miały, ale się nie pojawiły.
Wtedy też Rafał Witkowski przepraszał za swoja pracownicę Ewę Adamus, która wydzwaniała do Węgrzynka i Sobieraja, ostrzegając przed swym pracodawcą i mówiąc, że i ją oszukał.
Rafał Witkowski – Nikodem Dyzma Szklanego Ekranu
Rafał Witkowski wiedział dokładnie jak robić, by się nie narobić\*
*i jak wykorzystać do tego Sejm RP.
Na żywo relacja z kongresu była prowadzona za pośrednictwem umieszczonej na stałe sejmowej kamery w Sali Kolumnowej, a nie – jak twierdził Witkowski – za jego pośrednictwem.
Ba – Witkowski nie umiał się wpiąć w kabel techników pracujących w Sejmie.
Natomiast realizację z Kongresu Klastrów zrobiła inna firma, współpracująca z rzeszowskim klastrem pod przewodnictwem Dariusza Tworzydło, który zajmował się public relations kongresu.
Rafał Witkowski aka Dyzma znów chciał wyciągnąć łatwe pieniądze od organizatorów, ale Ci zwyczajnie go pogonili.
Dariusz Tworzydło odpowiedzialny z public relations nawet nie odpisał Witkowskiemu na propozycję współpracy. Choć w materiałach, które rozsyła do potencjalnych klientów Witkowski chwali się stałą współpracą z Kongresem Klastrów od 2012 roku, to należy wyraźnie zauważyć, że tak naprawdę nigdy jej nie było.
W ten sposób Rafał Witkowski przedstawia współpracę z ministerstwami czy Kancelarią Premiera, pomimo, że nawet nie chciano go wpuścić ze sprzętem nagraniowym do Sejmu RP.

Zdj: Kłamstwa w portfolio Rafała Witkowskiego vel Małkińskiego.

Zdj: Kłamstwa Rafała Witkowskiego w portfolio ciąg dalszy.
Musiał interweniować Bartłomiej Bodio, który w tym czasie był przewodniczącym Parlamentarnego Zespołu ds. Polityki Klastrowej.
Zresztą sprawdziliśmy i w kancelarii premiera i ministerstwach, także w instytucjach państwowych, jak wyglądała współpraca z producentem TV Rafałem Witkowskim vel Małkińskim.
Jerzy Buzek
Kolejną realizacją miało być nagranie wypowiedzi profesora Jerzego Buzka w Sejmie Rzeczypospolitej Polskiej dla Bogdana Węgrzynka i współtworzonego przez niego klastrowego programu Polska 3.0.
Rafał Witkowski lub jak kto woli – Rafał Małkiński znów znalazł sposób.
Udało się tylko dzięki realizatorowi z Polsatu.
To właśnie on ustawił Witkowskiemu odpowiednie światło, przygotował kamery, by później w końcu samemu stanąć za kamerą i nakręcić cenną dla programu Polska 3.0 wypowiedz Premiera.
Kamerzysta ze śmiechem parsknął „-chłopie kogo ty udajesz? do pługa, a nie do kamery” , co stało się znaną do dziś anegdotą, powtarzaną w kontekście oceny profesjonalizmu Rafała Witkowskiego w branży.
Witkowski za to nagranie oczywiście zainkasował pieniądze.
W tym samym dniu porzuciła Witkowskiego inna pracownica, która miała przeprowadzać profesjonalne wywiady w Sejmie. Witkowski wtedy stwierdził, że się do tej pracy w ogóle nie nadawała…
Kolejnymi realizacjami było nakręcenie wywiadów z cenionymi ekspertami programu Polska 3.0.
Rafał Witkowski zaprosił sporą grupę ludzi związanych z programem Polska 3.0 do rzekomego „studia” na Ulicy Madalińskiego. Było to po jednej z konferencji w Sejmie RP.
Okazało się, iż rzekome studio to kawalerka wynajmowana przez Witkowskiego, z niedziałającą toaletą w małym pomieszczeniu ze stęchniętym powietrzem i obskurnym wnętrzem.
– Taki obraz ukazał się osobom, które przyjechały do Rafała Witkowskiego specjalnie na rzekomo profesjonalne przygotowane przez niego nagranie dotyczące programu POLSKA 3.0.
Oczywiście Witkowski, przed realizacją, zażądał z góry zapłaty. Było to 5 000 zł.
Jednak wstyd, którego trzeba było się najeść, zespół programu Polska 3.0 wycenił na znacznie więcej. Wszystkich doświadczonych i profesjonalnych ekspertów trzeba było przemieścić do restauracji, aby w klimatyzowanym pomieszczeniu mogli się przygotować do wywiadów, które nota bene przeprowadzała Angelika Jarosławska-Sapieha.
Witkowski Vel Dyzma i Przemysław Saleta
Wracając do rzekomego studia Rafała Witkowskiego – okazało się, że musiał od sąsiadów pożyczać stół i krzesła.
Były tak obskurne, że eksperci programu Polska 3.0 wątpili we wszystko co mówił do nich zapewniający o sukcesie przygotowywanego nagranie producent Rafał Witkowski.
Witkowski, aby podnieść morale zniesmaczonych klientów, zaczął pokazywać nagranie studia, w którym był Przemysław Saleta. Podobno był nagrywany właśnie w tej samej kawalerce, na tych samych krzesłach. Jak się później okazało, było to kolejne kłamstwo Witkowskiego, mające podziałać na wyobraźnię i morale zebranych.
Kiedy specjalista od wizerunku (jak siebie również określał) Rafał Witkowski zmontował i opublikował pierwsze nagrania, eksperci programu Polska 3.0 żądali natychmiastowego zdjęcia wszystkich materiałów, które wychodziły z tej realizacji. Wizualnie wszystko to wyglądało naprawdę bardzo źle. Angelika Jarosławska wielokrotnie pisała do Rafała Witkowskiego, aby ten ściągnął te materiały ze swojego profilu na youtube.com.
Nigdy tego nie zrobił.
Materiałów potrzebował, aby naciągać potencjalnych kolejnych nieszczęśników.
Witkowski chciał się zrehabilitować i zrobić nowe, dużo lepsze materiały. Znów za parę tysięcy złotych miał zrobić realizację w Toruniu na Welconomy Forum. Tym razem miał być pełen profesjonalizm.
Zespół programu Polska 3.0 pokrył noclegi w hotelu dla osób związanych z realizacją. Choć miał być tam tylko zespół realizacyjny, sam Witkowski zabrał ze sobą kochankę o imieniu Anita, z produkcją nie mającą nic wspólnego.
Również za to realizację dostał wynagrodzenie, ale cóż – kolejna również była nie do zaakceptowania a standard utrzymał na dotychczasowym poziomie.
Potem Rafał Witkowski pojawił się na Kongresie Klastrów, organizowanych przez Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości, której właścicielem jest Iwona Gaweł.
Iwona Gaweł od razu poznała się na Witkowskim, której również Witkowski, zgodnie ze swoim standardowym modelem działania – nigdy nie pokazał żadnej realizacji.
Choć faktycznie z ekipą przyjechał.
Wtedy do organizatorów kongresu wydzwaniali ludzie, że podobno Witkowski nie rozliczył się z jakiegoś sprzętu, a dwie kamery zostały uszkodzone, chodziło o kwotę prawie 800 000 zł
Za realizację kongresu wtedy zażądał ponad 20 tysięcy zł.
Co ciekawe, realizacja ta nigdy nie pojawiła się w internecie, choć Witkowski przysięgał, że oglądalność była niesamowita.
Wtedy też Rafał Witkowski przyjechał z inną kochanką, tym razem Ukrainką.
Tak jak w poprzednim przypadku Witkowski zajmuje jeden pokój, za który tym razem to Iwona Gaweł pokrywa koszty.
I Światowy Kongres Klastrów
Organizatorzy I Światowego Kongresu Klastrów w Dąbrowie Górniczej. Wtedy okazało się, że Rafał Witkowski jest chory na białaczkę – tak przynajmniej mówił, i że te pieniądze, które jest mu winna Iwona Gaweł były przeznaczone na chemię, która akurat w jego przypadku jest jedynym wyjściem, aby mógł przeżyć.
Bogdanowi Węgrzynkowi zrobiło się Rafała Witkowskiego po prostu żal. Przyjaciółka Witkowskiego, Małgorzata Ligas przekonywała go, aby znów skorzystać z usług Rafała Witkowskiego i pomóc człowiekowi w potrzebie, dając mu zlecenie.
Rafał Witkowski obiecał wtedy, że wszystkie jego błędy zostaną naprawione i nie tylko przekaże zaległy materiał z pierwszego kongresu klastrów, ale także na najwyższym poziomie zrealizuje materiał z II Kongresu Klastrów.
Witkowski i Ligas czyli perfekcyjny Duet Krętaczy
Dyrektorem zarówno pierwszego i drugiego kongresu klastrów była Małgorzata Ligas, która miała dostęp do maili organizatorów i jak się później okazało – na prośbę Rafała Witkowskiego podrabiała podpisy osób decyzyjnych na kongresowych zleceniach.
Za to też została skazana.
To właśnie Małgorzata Ligas zaprzyjaźnia się z Witkowskim i jego żoną. Witkowski przeprowadza wszystko bardzo sprytnie.
Mami wielkimi sukcesami dwudziestoparoletnią, mieszkającą w małej wsi pod Zakopanem Małgorzatę Ligas. Dziewczyna ma marzenia, która właśnie zaczął spełniać Rafał Witkowski.
Rafał Witkowski, pomimo niewywiązywania się z umów i niezrealizowania zamówienia, wygrywa procesy sądowe.
Dziwi to organizatorów, ponieważ nigdy ani jeden, ani drugi kongres nie został przez Witkowskiego zrealizowany.
Nie dostarczył – tak jak obiecywał – żadnej realizacji nagrania na twardym dysku, ani do dnia dzisiejszego nie można znaleźć nagrań internecie (choć Witkowski zarzekał się, że nagrania tam się znajdą).
Tylko dzięki Telewizji Polskiej – profesjonalnemu nadawcy, można było oglądać I i II Kongres Klastrów, który był pokazywany na TVP Info, w wiadomościach i panoramie TVP.
Wszystkie realizacje zostały sumiennie i o czasie rozliczone z Telewizją Polską – zarówno z pierwszego, jak i z drugiego Kongresu Klastrów. Węgrzynek płaci zobowiązania chociaż na zleceniach Małgorzata Ligas podrabiała podpisy Bogdana Węgrzynka.
Kiedy Węgrzynek skierował sprawę do sądu, okazało się, iż Małgorzata Ligas nie tylko podrobiła setki podpisów pod szkoleniami i innymi dokumentami, ale także wyłudziła od Iwony Gaweł 70 000 zł.
I za ten preceder Małgorzata Ligas zostaje skazana.
Nie ma już nic do stracenia.
W tej chwili Małgorzata Ligas wraz z Rafałem Witkowskim pomawiają osoby, a Witkowski manipulując faktami, przypisuje długi Iwony Gaweł i Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości zupełnie niezależnej osobie – Bogdanowi Węgrzynkowi.
O co chodzi?
O to, aby zaatakować Bogdana Węgrzynka (który wie, jakich przekrętów dopuszcza się Rafał Witkowski) medialnie, zanim ktokolwiek zdąży sprawdzić, że są to tylko pomówienia i kłamstwa.
Witkowski nie ma problemu, aby kłamać wprost do kamery naciąga tym razem kolejne osoby dając zlecenia swojej żonie, która jest prawnikiem.
Jak nam powiedział oszukany przez Rafała Witkowskiego Norbert Pyffel – nigdy nie spotkał takiej gnidy i notorycznego kłamcy, który wprowadza w problemy finansowe i wizerunkowe przedsiębiorców i poważne organizacje.
Bogdan Węgrzynek, poprzez Rafała Witkowskiego stracił nie tylko pieniądze, ale też niektórych partnerów.
Okazało się, że poszkodowanych osób i instytucji na jego tzw. produkcji telewizyjnej jest dużo więcej…
Kolejna Tożsamość
Marzena Chołydyńska to osoba, która miała również nieprzyjemność współpracować z Witkowskim Vel Miałkińskim:
-„Ten człowiek najpierw proponował mi pracę, a potem próbował proponować mi sex. Byłam w trudnej sytuacji finansowej, a Witkowski obiecywał mi pracę w TV Polsat. Mówił, że za jego pośrednictwem na profilach facebook’owych prowadzone są transmisje premiera rządu Donalda Tuska.
Pojechaliśmy nad zalew Zegrzyński, gdzie miał mnie przygotowywać do wywiadów. Opowiadał, że administruje portal Prawy.pl i pomaga osobom w trudnych sytuacjach – zwłaszcza poszkodowanych przez wymiar sprawiedliwości.
Mówił, że osobiście zna się ze Zbigniewem Ziobro i ma zostać jego najbliższym doradcą, kiedy PiS dojdzie do władzy.
Świetnie nam się rozmawiało – do czasu, kiedy z samochodu Witkowski wyjął koc i mocniejsze trunki.
Powiedział, że muszę się rozluźnić, że jutro jest mój wielki dzień. Nagle zaczął się do mnie dobierać i mówić, że od pierwszego wejrzenia się we mnie zakochał. Byłam sparaliżowana. Dostał ode mnie w twarz i zaczęłam krzyczeć. Potem próbował przepraszać, a potem mnie straszyć. Mój partner podjechał pod jego studio, ale Witkowski z przerażenia nawet nie otworzył bramki.”
Krzysztof Tobisz twierdzi, iż „dobrze, że Bogdan Węgrzynek nie zapłacił Witkowskiemu za rzekomą realizację telewizyjną.
Przynajmniej on jeden, nie dał się naciągnąć. Choć i tak zapłacił Witkowskiemu za inne realizacje, z których wypłynęła amatorszczyzna.
Przy mnie Witkowski grał profesjonalistę, choć później się okazało, że wynajmował amatorów, którzy z filmowaniem nie mieli nic wspólnego, lub też sam szkolił osoby – nie mając żadnego doświadczenia.
Mnie naciągnął na produkcję telewizyjną, która miała promować sportowe wakacje. Wyszło jak wyszło…”
Sam Rafał Witkowski – powołując się iż jest dziennikarzem Onetu, wydzwaniał do osób, które rzekomo miał oszukać Bogdan Węgrzynek. – Tak Witkowski zadzwonił do mnie 21 sierpnia i przekazywał, że Węgrzynek oszukał wiele osób i zbiera informacje, kogo jeszcze mógł naciągnąć. Witkowski dostał telefon do mnie od mojej koleżanki, pracującej w Akademii Piłki Ręcznej, z którą Bogdan Węgrzynek organizował event kończący karierę Artura Siódmiaka.
To było wspaniałe przedsięwzięcie. W wypełnionej hali w Gdańsku ponad 10 000 widzów oglądało pokaz polskich piłkarzy ręcznych z najlepszymi na świecie zawodnikami tej dyscypliny. Była drużyna VIP-ów, w której zagrali w niej najlepsi sportowcy; medaliści olimpijscy i mistrzowie świata. Był także koncert nowosądeckiego zespołu. To było głośne wydarzenie, które relacjonowała Telewizja Polsat.
Sam Węgrzynek za organizację tego wydarzenia dostał wyróżnienie od ówczesnego Ministra Sportu.
Witkowski zaczął mnie straszyć, że i ja będę miała kłopoty. Zadzwoniłam wtedy do Onetu i okazało się, że Rafał Witkowski nigdy nie pracował w Onecie i nie ma z tym portalem nic wspólnego.
Widziano potem Rafał Witkowskiego kilkakrotnie z Jackiem Łęskim, w tym na konferencji prasowej, gdzie Łęski pojawił się z Witkowskim by zaatakować Angelika Jarosławską-Sapiehę.
Jak powiedział nam dziennikarz śledczy rozpracowujący Witkowskiego, Jacek Łęski wraz z Witkowskim przygotowali atak, który miał spowodować pogrążenie Jarosławskiej-Sapiehy.
Atakowano ją oczywiście bezpodstawnymi zarzutami – kłamstwami, ale nie o to chodziło. Zgodnie z dawnymi, komunistycznymi praktykami, chodzi o to, aby kłamstwo powtarzać wiele razy. Aby ludzie pomyśleli, że „coś musi być na rzeczy”.
Okazało się, że ten wytatuowany goguś, tak nazywają Witkowskiego nawet dobrze gęby nie umiał otworzyć. Wymachiwał jak to w jego stylu jakimiś wydrukowanymi papierami i mailami. Dziennikarze newsowi, zaproszeni na konferencję Angeliki Jarosławskiej-Sapiehy określili go mianem mitomana współpracującego z bandą agentów Łęskiego.
Nikt o nim nie napisał. Cel nie został osiągnięty.
Kolejna manipulacja Rafała Witkowskiego Vel Dyzmy
Rafał Kamiński, który oczekiwał obrobionego materiału z I i II Kongresów Klastrów w Dąbrowie Górniczej miał zapłacić za relacje zrealizowane przez Witkowskiego. Nigdy ich nie zobaczył i już na II Kongresie Klastrów, widząc jak Witkowski realizuje zadania, powiedział, że z tego nic nie będzie.
To właśnie w rozmowie z Bogdanem Węgrzynkiem usłyszał: – „jeżeli nie dostaniesz zrealizowanego materiału Kongresu na twardym dysku lub innym nośniku nie wypłacaj Witkowskiemu ani centa. Bo nigdy tego materiału nie zobaczysz. Na pierwszy rzut oka to ściemniacz.”
Materiał z II Kongresu Klastrów w Dąbrowie Górniczej miał być tłumaczony na język angielski.
Niestety Witkowski nie podpiął kamer do tłumaczeń symultanicznych, choć miał wszystko z firmą zajmującą się tłumaczeniami ustalić. Dlatego zarówno Witkowski jak i firma od tłumaczeń nie zostały rozliczone.
Jak powiedział Bogdan Węgrzynek:
„Rafałowi Witkowskiemu za II Kongres Klastrów w Dąbrowie Górniczej nie wypłacę ani jednej złotówki. Nie wypłacę, ponieważ na żadnym nośniku nie dostałem materiału. Ba – jak mnie informowała Małgorzata Ligas, Witkowski nawet nie miał zamiaru wywiązać się z danej umowy.
Jest oczywiście stuprocentowym kłamstwem, że Witkowskiemu zalegam 100 000 zł. Zresztą -może Rafał Witkowski, który pojawiał się na różnych realizacjach z kochankami nie jest chory na raka, ale ma po prostu coś z głową. „
Zastanawiamy się też jak wielka przyjaźń łączy Rafała Witkowskiego z Jackiem Pieńczakiem. Czy może obaj panowie robili między sobą także tzw. Biznesy na samochodach. Jak pisaliśmy we wcześniejszym artykule, Jackowi Pieńczakowi ginęły zatowarowane tiry, zarejestrowane na Marka Pieńczaka. A może Witkowski pomagał Pieńczakowi rozbijać kolejne samochody, aby wyłudzić ubezpieczenie z Auto Casco?
Bo przecież na produkcji telewizyjnej to chyba Rafał Witkowski kariery nie zrobi, no chyba że taką w stylu Nikodema Dyzmy…
Krzysztof Magiera krótko skwitował znajomość Rafała Witkowskiego i Jacka Pieńczaka: „Powinni oni wystąpić w drugiej części popularnej komedii „Głupi i Głupszy”. Zresztą – to zdjęcie profilowe faktycznie mówi o wszystkim…”
Za to podsumowanie bardzo dziękujemy….
Bogdan Węgrzynek, Damian Michalski, Radosław Janik
ZDJĘCIA:
Zdj: Akty oskarżenia wobec Jacka Pieńczaka
Zdj: Oto kilka dokumentów z istniejących kilkudziesięciu przeciwko oszustowi Jackowi Pieńczakowi. Co ma z tym wspólnego Rafał Witkowski pokaże śledztwo…

Zdj: Oto kilka dokumentów z istniejących kilkudziesięciu przeciwko oszustowi Jackowi Pieńczakowi. Co ma z tym wspólnego Rafał Witkowski pokaże śledztwo.
Zdj: Oto kilka dokumentów z istniejących kilkudziesięciu przeciwko oszustowi Jackowi Pieńczakowi
Zdj: Radosław Wajs i Dawid Matusiak prowadzą szkolenia na obiekcie Jacka Pieńczaka bez wymaganych dokumentów jako instruktorzy.
Zdj: Radosław Wajs i Dawid Matusiak prowadzą szkolenia bez wymaganych dokumentów jako instruktorzy.
Zdj: Kradzione samochody Jacka Pieńczaka na CampX. Wśród nich jest też skradziony autobus, który został zdewastowany na strzelnicy CampX.

Zdj: Auto należące do Anity Karcz, drugiej żony Jacka Pieńczaka. Na ten samochód Pieńczak podrabiał dokumenty jak również akcyzę.
Zdj: Radosław Wajs i Dawid Matusiak prowadzą szkolenia na obiekcie Jacka Pieńczaka bez wymaganych dokumentów jako instruktorzy.
Zdj: Wyłudzane dotacje z Ministerstwa Obrony Narodowej.
Zdj: Jacek Pieńczak ma też sprawę korupcyjną z dowódcą jednej z Jednostek Specjalnych.

Zdj: Porshe należące do małżonki Jacka Pieńczaka. Jacek Pieńczak wraz z przyjaciółmi rozbił ten samochód aby wyłudzić AutoCasco.

Zdj: Porshe należące do Anity Karcz, małżonki Jacka Pieńczaka. Jacek Pieńczak wraz z przyjaciółmi rozbił ten samochód aby wyłudzić AutoCasco
submitted by BlackDevil13 to u/BlackDevil13 [link] [comments]


2019.12.04 16:41 compulsiveranter Polacy przywrócili moją wiarę w ludzkość/Polish people have restored my faith in humanity

Original post: https://www.reddit.com/poland/comments/e5ve5q/polish_people_have_restored_my_faith_in_humanity/
*Please note this is a google translated version so more people can know about this
Wersja TLDR na końcu.
Piszę to, aby Polacy czytający to dzisiaj powinni czuć się niesamowicie dumni z siebie i swoich współobywateli. Nigdy w życiu nie ściskałem tylu przypadkowych nieznajomych, ponieważ byłem upokorzony.

Krótko, pochodzę z Indii i podróżowałem sam przez około miesiąc. Przez większość czasu przebywałem w Wielkiej Brytanii, a mój pobyt w Polsce trwał około 8 dni. Moja podróż była związana z pracą.

Tak czy inaczej, moja podróż szła absolutnie dobrze i świetnie się bawiłem, spotykając ludzi z obu krajów i zwiedzając region, ponieważ był to mój pierwszy raz w Europie.

Nadchodzi ostatni dzień. Byłem w Krakowie i miałem pociąg do Warszawy zarezerwowany z EIP, a następnie lot w nocy do lotniska z Delhi.

Opuszczam mieszkanie i jadę tramwajem do Krakowa Głównego i wtedy to gówno mi się nie udaje. Okropnie źle. Wszyscy winni za to siebie.

Nosiłem bagaż kabinowy i plecak z laptopem, ładowarkami, gotówką i PASZPORTEM. Cały czas miałem przy sobie plecak. Wcześniej odbyłem wycieczkę po Krakowie po starym mieście. Moje plecy były trochę obolałe z powodu długiego dnia, więc po to, by poczuć się trochę swobodnie, siadam na pustym siedzeniu w tramwaju i zdejmuję plecak, żeby go schować.

Tramwaj zbliża się do mojego przystanku i zdaję sobie z tego sprawę późno. Zatrzymuje się i patrzę na zewnątrz, aby uświadomić sobie, że do cholery muszę stąd wyjść. W chwili strachu przed nieudanym zatrzymaniem wybiegam ze sobą, zabierając ze sobą torbę kabinową. Właśnie kiedy wychodzę, drzwi tramwaju zamykają się i odjeżdżają. Potem mi się świta, dziwnie się czuję, jakby coś się zmieniło. Ku mojemu przerażeniu właśnie to zrobiłem, PLECAK. Najważniejszy kawałek zostawiłem podczas podróży tramwajem. Byłem w stanie paniki. Absolutna panika i czułem we mnie kryzys i stan pomocy. To jest mój dzień wyjazdu i właśnie w tym momencie popełniłem największe pieprzenie. Był w tym mój paszport. To jest moja tożsamość i to był jedyny sposób, by móc wrócić.

Teraz zaczyna się mój związek z nieznajomymi. Idę na górę, do stacji, żeby zobaczyć znak informacyjny. Znalazłem jeden na wycieczki, ale oczywiście potrzebowałem pomocy i wszedłem do środka. Jest tam ta pani i prosi mnie o sprawdzenie biura MPK, które jest na zewnątrz. Wychodzę i zgaduję, co znajdę, biuro jest zamknięte, ponieważ jest niedziela. Mam na myśli to, że kiedy idzie źle, po prostu idzie gorzej.

Tam jest przystanek autobusowy i widzę młodą damę czekającą na swój autobus. Podchodzę do niej nadal w stanie paniki i opowiadam jej o tym, co się właśnie wydarzyło. Zgadnij co? Nie rozumie angielskiego, ale jej postawa sugerowała, że ​​chce pomóc, ale nie rozumie gówna. W tej sytuacji uderzyło mnie to, skorzystajcie z technologów. Otwieram tłumaczenie Google i piszę tam „Zostawiłem torbę w tramwaju i ma ona mój paszport, proszę o pomoc!” Teraz dobrze zrozumiała, że ​​ten facet jest w poważnej sytuacji. Nasza komunikacja odbywa się po tłumaczeniu. Rozgląda się, by znaleźć numer. Dzwoni na ten numer, mówi do nich. Wyjaśnia im moją sytuację, która zajęła dobrze około 10-15 minut. Rozumiem, że to dla mnie przypadkowa osoba, nie znam jej. Nie mówi nawet wspólnym językiem między nami, ale wciąż tam stała, żeby mi pomóc. W trakcie rozmowy jest informowana, żebym zadzwonił pod ten sam numer po 2 godzinach. FFS. Mam lot za 6 godzin i nadal muszę jechać pociągiem do Warszawy, która trwa 30 minut. Uświadomiłem sobie, że nigdy nie będę w stanie tego złapać. Dziękuję tej kobiecie i przytulam ją za jej pomoc.

Byłem w tej bezradnej sytuacji, ale wiedziałem, że nie mogę tego znieść. Wpadłem na pomysł, że może, po prostu MAJBE, kierowca na ostatnim przystanku zmienia zmiany i sprawdza, czy w tramwaju nie ma żadnych rzeczy. Jadę następnym tramwajem do następnego przystanku. Sięgnij, aby znaleźć biuro. Jest jeden stary dżentelmen. Piszę z telefonu tekst o mojej torbie. Tekst jest przetłumaczony na język polski. Uświadomiłem sobie, że nie będzie znał angielskiego. Wyjaśniam mu sytuację i podaję numer tramwaju oraz godzinę, o której jechałem. Wyciąga swoją gadatliwą i komunikuje się z kierowcą. 5 minut komunikacji i wraca, żeby powiedzieć mi „nie”, aby wskazać, że kierowca niczego nie znalazł. Kolejna realizacja zniknęła! Torba nie wraca. Ktoś prawdopodobnie właśnie to wziął. To znaczy, że byłoby to dość intratne. W środku jest cały laptop. Ale powiedział przez tłumacza, że ​​możesz iść na policję, która zajmuje się MPK. Zapisał mi ten adres, a także dokładny numer tramwaju, który wybrałem. Kolejny akt dobroci. Mógł mnie po prostu odepchnąć, gdy powiedział mi, że nic nie znaleźli. Wiedziałem, że muszę iść na policję, ponieważ torba miała mój cholerny paszport. Mogłabym być w prawdziwym niebezpieczeństwie i nie miałam pojęcia, co do diabła się z tobą stanie, jeśli stracisz paszport w obcym kraju.

Zanim udam się na policję, próbuję sprawdzić, czy coś się nie stało na przystanku po tym, jak upadłem. Może być współ pasażerem zrealizowanym i podał go na następnym przystanku.
Zanim udam się na policję, próbuję sprawdzić, czy coś się nie stało na przystanku po tym, jak upadłem. Może być współ pasażerem zrealizowanym i podał go na następnym przystanku. Idę na ten przystanek tramwajowy i znajduję kolejnych dżentelmenów, którzy prawdopodobnie byli tam, aby pomóc kierowcom tramwajów. Idę do niego, ale on nie mówi po angielsku. Pulsuję tę samą wiadomość z mojego telefonu. Zdaje sobie sprawę z mojej paniki i zabiera mnie na górę do swojego biura. W środku siedzi kobieta, prawdopodobnie jego przełożony. Mówi jej o sytuacji. Na szczęście zna trochę angielskiego. Mówię jej bezpośrednio. Prosi, żebym poczekał na zewnątrz. To samo dzieje się, gdy próbuje dowiedzieć się o torbie, pytając kierowców tramwajów. Wraca do mnie, aby przekazać tę samą wiadomość, nie mają żadnych informacji. Facet, który mnie zabrał, zaleca również, żebym poszedł na komisariat. Mówi, jakim tramwajem muszę jechać i w którym kierunku muszę iść ze stacji docelowej. Tramwaj przyjeżdża i mówi mi ten. Kontroler biletów jest w środku. Mówi mu, który przystanek i muszę się do niego dostać, i daje mu bilet na ten dokładny przystanek i informuje go, kiedy nadejdzie przystanek. Kolejny akt dobroci. Życzy mi również powodzenia. Jestem mu wdzięczny.

Mój cel przybywa, gdy zastanawiam się, co dalej. Kontroler biletów każe mi tu zejść. Idę na komisariat policji i wygląda na to, że jest zamknięty. Nie mów mi, że posterunek policji również jest zamknięty, ponieważ jest niedziela. Nie dlatego, że przybywa policjant i kiedy wchodzi do biura, pytam go o angielski. On tego nie mówi. Znów Google tłumaczy FTW. Wchodzi do środka, a potem wraca chwilę i wskazuje mi tablicę, która wspomina coś o zagubionym i znalezionym dla MPK. Określa godziny otwarcia i zgadnij co. Jest zamknięty, ponieważ jest niedziela. Próbuję go zapytać o cokolwiek innego, co mogę zrobić, ale on nie może mnie absolutnie zrozumieć. Moje walki trwają i podczas tej akcji 3 młode kobiety wchodzą na komisariat. Jedna z nich prowadziła samochód, więc chciała sprawdzić poziom alkoholu. Gdy mają zamiar wyjść, widzą, że walczę tutaj z komunikacją. Patrzę na jedną z kobiet. Ona już na mnie patrzy, być może z powodu mojej spanikowanej twarzy, a jej uwagę przykuła walka. Pytam, czy ona mówi po angielsku, odpowiedziała twierdząco. Jestem jak dzięki Bogu i mówię jej o mojej sytuacji. Dziewczyna, która chciała sprawdzić poziom alkoholu, licytuje adieu i odchodzi, gdy dwie kobiety zostają. Oboje mówią po angielsku. Komunikują się dla mnie z oficerem. Zapytaj o najlepsze rozwiązanie. Zapytaj go, co mogę zrobić. Mówi im, że ten facet musi udać się do ambasady indyjskiej, która znajduje się w Warszawie, i poprosić o uzyskanie duplikatu paszportu. A potem proszę ją, żeby zapytała go, czy mogę dostać dokument potwierdzający utratę paszportu. Może będę musiał coś pokazać ambasadzie. Wyciąga formularz i prosi mnie o napisanie moich danych. Następnie stempluje go dla mnie i zatrzymuje kopię. Cała ta walka i walka trwały prawie 45 minut, ale te dwie niesamowite kobiety stały obok mnie. Pomógł mi z całą komunikacją i szczegółami. Policjant wydrukował mi nawet adres ambasady z numerem telefonu. Chociaż mogłem to rozgryźć, ponieważ miałem swój telefon, ale to miło z jego strony. Kolejny akt dobroci.

Wiedziałem, że muszę teraz jechać do Warszawy. Spóźniłem się na pociąg i również spóźniłem się na lot. Muszę powiedzieć, że byłam dość załamana. Ale te akty dobroci i posiadania telefonu, a także portfela przy mnie, dały mi spokój.

Idę na dworzec w Krakowie i rezerwuję następny dostępny pociąg. Powiedziano mi, że nie ma miejsc, ale możesz stać. Świetny! 3 godziny podróży do Warszawy. Dzień staje się lepszy. Czekając na pociąg, dzwonię pod numer alarmowy ambasady indyjskiej i informuję osobę o mojej sytuacji. Cierpliwie słucha mnie i radzi, żebym przyszedł do ambasady jutro rano i opowiada o wszystkich dostępnych dokumentach, które muszę zdobyć.

W tym momencie pamiętam również, że zostawiłem swoją dużą walizkę na automatycznym stanowisku zrzutu bagażu na dworcu warszawskim, zanim pojechałem pociągiem do Krakowa, aby zapewnić sobie wygodę podczas pobytu w Krakowie. Zgadnij co? Kluczem do mojego bagażnika był mój plecak! Nadchodzi kolejny problem, by uderzyć mnie w twarz. Moim priorytetem było dotarcie do ambasady i pytanie, jak mogę wrócić do domu w tej sytuacji. Pogotowie w ambasadzie powiedziało mi, jak mogę uzyskać zaświadczenie o stanie zdrowia. W przeciwnym razie uzyskanie nowego paszportu może potrwać do 2 tygodni !!

Pociąg właśnie przyjeżdża i docieram na peron, by poszukać mojego pociągu, tekst pomieszał mnie jeszcze bardziej, gdybym był we właściwym miejscu.

Uważam, że młoda kobieta wygląda tak samo zdezorientowana jak ja. Pozdrawiam ją i proszę, żeby zobaczyła mój bilet i czy jestem we właściwym miejscu. Mówi mi, że znajduje ten sam pociąg. Byłem więc idealny, po prostu pójdę za tobą. Czyta informacje na tablicy elektronicznej i mówi mi to późno o 30 minut.
Staliśmy więc razem, czekając na pociąg i rozpoczynamy rozmowę o tym, co się dzieje w życiu. Rozmawiamy o tym, a ja oczywiście mówię jej o moich doświadczeniach. Ona jest z niedowierzaniem. Oczywiście czuje się z tego powodu okropnie. Ale mówi mi, żebym się zbytnio nie przejmował i że jutro po prostu pójdę do ambasady. Mówi mi, że nawet ona ma bilet stały. Byłem trochę szczęśliwy mając towarzystwo podczas mojej 3-godzinnej próby. Pociąg przyjechał. Jesteśmy w środku. Odchodzi i rozmawiamy przez podróż o niej i moim pochodzeniu oraz o naszych krajach. Pochodzi z Ukrainy, ale przeprowadziła się do Polski, gdy miała 15 lat. Później w naszej rozmowie rozmawialiśmy o moich problemach, a potem powiedziałem jej, że moja walizka utknęła na warszawskim dworcu i że klucz jest w moim plecaku. Wspomniałem również, że wyjaśnianie komukolwiek na stacji byłoby bolesne w tyłek, ponieważ nie mówię po polsku. Mówi mi, żebym się nie martwiła i że pójdzie ze mną, kiedy dotrzemy na dworzec warszawski, aby porozmawiać z władzami. Byłem wzruszony. Teraz rozumiem. Stoimy przez 3 godziny. Ziewamy przez podróż. Jest 23:00 w nocy i wszystko, co może myśleć, to iść do domu spać. Ona też ma pracę następnego dnia. Mimo wszystko zobowiązała się do pomocy. Kiedy dotarliśmy na stację, poszła ze mną do władz. Pomógł mi odzyskać torbę, za co musiałem zapłacić karę, a potem licytować po przyjeździe jej taksówki. Kolejny akt dobroci.

Przewiń do następnego dnia. Wyjeżdżam do ambasady absolutnie zrozpaczona sytuacją, w której się znalazłem. Dojeżdżam do ambasady. Pozwalają mi spotkać się z konsulatem, biorąc pod uwagę moją pilną sytuację. Moja kolej nadchodzi, siadam przed nią. Opowiadam jej o tym, jak zgubiłem plecak, a mój paszport był w środku i potrzebuję zaświadczenia o konieczności powrotu do domu. Prosi, żebym tu zaczekała i wstaje. Zastanawiam się, że to zimno. Nagle mnie łamie i wchodzi do środka tuż po mojej kolejce. Wraca z listem. List pochodzi z komisariatu policji w Krakowie. Pisze o znalezieniu plecaka z paszportem. Potwierdza przedmioty ze mną i moim numerem paszportu. Wszystkie pasują do siebie. Wszystkie pasują do siebie. Nie potrafię opisać, jak się wtedy czułem. Gdybym musiał podać analogię, możesz pomyśleć o Willie Smithie w pogoni za szczęściem. Przedostatnia scena, w której opisuje, kiedy w końcu poczuł się szczęśliwy. Nawet emocjonalnie piszę o tym.

Okazuje się, że bohater, ABSOLUTNY Bohater, znalazł plecak leżący w tramwaju i zabrał go prosto na policję. Byłem z niedowierzaniem, gdy zacząłem rozumieć, że właściwie mogę odzyskać wszystko. Laptop ma takie ważne dokumenty robocze. Wszyscy myśleli mi o tym, co straciłem i ile pracy musiałbym wykonać ponownie, ponieważ nie mam laptopa. Oczywiście utrata laptopa byłaby również ogromną stratą pieniężną.

Pani powiedziała mi, że powinieneś przyjechać do Krakowa i odebrać swoją torbę. Dała mi kopię listu od policji, zawierającego dane adresowe i numer telefonu.

Wybiegłem, by udać się prosto na stację. Kupiłem następny dostępny bilet na pociąg do Krakowa.

Po kilku godzinach byłem na posterunku policji. Policjantka zabrała mnie do mojej torby i poprosiła o sprawdzenie wszystkich rzeczy w środku. Nie żartuję. Nie poruszył się ani o cal. Mam wszystko tak, jak jest. Ta dama była dla mnie taka słodka. W moim kraju kontakt z policją wcale nie jest łatwy. Ale to było bardzo przyjemne. Powiedziałem jej, że jeśli przyjedzie do Delhi, będzie moim gościem. Jako specjalną prośbę zapytałem ją, czy mogę porozmawiać z tym bohaterem. Zadzwoniła do niego. Powiedziała mu, że facet chciałby z tobą porozmawiać. Prawie go nie słyszałem, a on nie rozumiał angielskiego, ale żałowałem, że nie ma najlepszego życia i zdrowia. Jest niesamowitą osobą i naprawdę mam szczęście, że mam takich ludzi na tym świecie. Nazywanie tego aktem dobroci byłoby niedopowiedzeniem. Pani wzięła telefon i przetłumaczyła mu to wszystko. Mam nadzieję, że sprawiłem, że poczuł się wyjątkowo w tym momencie. To niesamowite, nie znam tej osoby, nie znam jego twarzy i nie wiem, co robi, ale właśnie dokonał jednego z najbardziej niesamowitych czynów w moim życiu.

Siedząc w drodze powrotnej do Delhi, chcę podziękować Polsce za to, że to dla mnie zrobiła. Naprawdę dziękuję! Wszyscy ci ludzie w mojej historii są absolutnie niesamowici.

Tacy ludzie naprawdę sprawiają, że świat jest lepszym miejscem i dają nadzieję.

Pójdę powiedzieć wszystkim, których znam, aby odwiedzić Polskę. To piękne miejsce z pięknymi ludźmi.

Poza tym pracuję w branży turystycznej w Indiach, więc jeśli chcesz uzyskać porady na temat podróży tam, napisz do mnie. Indie słyną również z gościnności.

TLDR Podróżowałem po Polsce, zgubiłem plecak w Krakowie w tramwaju, który miał również paszport i laptop i znalazłem go po długiej walce z pomocą absolutnie nieznajomych.
submitted by compulsiveranter to Polska [link] [comments]


2019.07.21 14:54 Bifobe Dopłaty do pensji, czyli wszystko, byle nie podwyżki podatków dla najbogatszych [artykuł z "Dziennika Gazety Prawnej"]

Dopłaty do pensji, czyli wszystko, byle nie podwyżki podatków dla najbogatszych
Gdy wolnorynkowy profesor ogłasza program redystrybucyjny wart 30 mld zł, wiesz, że coś się dzieje. Polscy liberałowie skręcili ostatnio w kierunku socjalnym, czego symbolem jest to, że program gospodarczy PO „Niższe podatki, wyższe płace” zaprezentował na konwencji prof. SGH Andrzej Rzońca z Forum Obywatelskiego Rozwoju (jest też głównym ekonomistą PO). Poza tradycyjnymi postulatami redukcji obciążeń fiskalnych i ułatwienia życia przedsiębiorcom pojawił się też pomysł co najmniej nietypowy dla tego środowiska: subwencjonowanie najniższych pensji. Jak można się było spodziewać, propozycja została szybko obśmiana w prawicowych mediach. Portal wPolityce.pl nawet nazwał prof. Rzońcę „sztukmistrzem” i zapewne nie był to komplement. Autorów programu gospodarczego PO zaskoczyć mógł jednak fakt, że pomysł dopłat do wynagrodzeń nie spotkał się też z akceptacją lewej strony sceny politycznej. Lider Lewicy Razem Adrian Zandberg napisał w „Super Expressie” wprost: „Jest to bardzo korzystne dla właścicieli firm i bardzo kosztowne dla państwa”. No ale jak to, Platforma chce rozdać biednym pracującym 30 mld zł, a ci dalej kręcą nosem? Tym lewakom normalnie nie da się dogodzić.
Po radę do noblisty
Jednym z kluczowych elementów programu „Niższe podatki, wyższa płaca” ma być tzw. premia za aktywność, którą otrzymają zarabiający mniej niż dwukrotność minimalnego wynagrodzenia, czyli obecnie nie więcej niż 4,5 tys. zł brutto. Nie jest jeszcze sprecyzowane, w jaki sposób ten bonus byłby wypłacany. Jedną z opcji jest comiesięczny zwrot części zapłaconych podatków i składek przez urząd skarbowy. Jeśli uwzględnić jeszcze inne rozwiązania zaproponowane przez PO, czyli powszechne obniżenie PIT i składek do 35 proc. kosztów pracy, to osoba pracująca za pensję minimalną dostałaby dodatkowe 600 zł. A zatem zgarnęłaby na rękę kwotę brutto przewidzianą w swojej umowie. Propozycja PO ma dotyczyć tylko umów o pracę, co według prof. Rzońcy przyczyni się do upowszechnienia etatów. Ekonomista Platformy wychodzi więc z założenia, że pracujący na umowach cywilnoprawnych sami wybrali taką formę zatrudnienia, a to co najmniej dyskusyjna teza.
Wbrew pozorom pomysł dopłat dla najmniej zarabiających nie jest czymś zupełnie nowym. Idea ta pojawia się w debacie ekonomicznej co najmniej od lat 90. ubiegłego wieku, gdy Edmund Phelps (noblista z 2006 r.) opublikował książkę „Rewarding Work” (w Polsce wydana w 2013 r. jako „Płaca za pracę”), w której przedstawił autorską koncepcję dofinansowywania najgorzej płatnych stanowisk. Dopłaty do miejsc pracy nie są więc czymś z pogranicza magii i czarów, jak twierdzi prawica. Równocześnie trudno uznać je za rozwiązanie akceptowalne dla ekonomicznej lewicy.
Praca lepsza od bezrobocia
Phelps to człowiek bardzo inteligentny, więc nie przymyka oczu na ewidentne fakty gospodarcze. Zauważył on m.in., że od lat 70. do 90. płace pracowników niewykwalifikowanych zaczęły szybko spadać względem pozostałych grup zawodowych. Przepaść dzieląca zarobki tych pierwszych i krajową medianę stała się tak duża, że przestali oni uczestniczyć w życiu gospodarczym na równych prawach. Stali się odrębną klasą. Phelps nie uważa, że wynika to z jakiegoś błędu amerykańskiego modelu liberalnego czy rosnącej władzy pracodawców wobec pracowników. Uznaje arbitralnie, że sytuacja jest efektem postępu technologicznego, w następstwie którego dobrze wykształcona część społeczeństwa potrafi generować tak dużą wartość dodaną, że jej płace szybko oddalają się od zarobków gorzej wyedukowanych. Inaczej mówiąc – względne wynagrodzenia biednej klasy pracującej spadają z powodu jej niskiej produktywności.
Słabo płatne i mało wydajne miejsca pracy mają jednak wartość społeczną, gdyż zatrudnienie jest zawsze lepsze niż bezrobocie. Ludzie pracujący stoją na własnych nogach, a długotrwale bezrobotni wpadają w psychologiczne koleiny, które bywają źródłem patologii. Warto zatem te nisko płatne miejsca pracy utrzymać, nawet za cenę publicznych subwencji. Phelps zaproponował system dopłat do godziny pracy: np. osoba zarabiająca w 1997 r. 4 dol. na godzinę otrzymywałaby jeszcze 3 dol. premii. Do stawki 5 dol. na godzinę przewidziana byłaby dopłata w wysokości 2,29 dol. Dofinansowanie spadałoby wraz z każdym kolejnym dolarem od pracodawcy, a więc pracownik wciąż miałby motywację, by starać się o podwyżkę. Na przykład gdyby jego wynagrodzenie z umowy wzrosło z 7 do 8 dol., to jego realne zarobki poszłyby w górę o pół dolara na godzinę. Podwyższenie najniższych płac mogłoby też przyczynić się do zwiększenia aktywności zawodowej i zatrudnienia wśród osób niewykwalifikowanych, które zachęcone atrakcyjniejszymi pensjami wracałyby na rynek pracy.
Dwie dekady spóźnienia
Według Phelpsa, gospodarczego liberała, takie rozwiązanie byłoby znacznie skuteczniejsze od pozostałych opcji. Przede wszystkim od płacy minimalnej, która głęboko ingeruje w rynek (notabene PO zamierza „uniezależnić ją od decyzji polityków”). Nie można bowiem płacić za pracę mniej nawet wtedy, gdy jej produktywność jest niższa. Co – zdaniem amerykańskiego ekonomisty – wiąże się z ryzykiem likwidacji najsłabiej płatnych posad, czyli zwiększenia bezrobocia wśród niewykwalifikowanych kadr. Phelps jest również przeciwny obniżaniu stawek podatkowych od niskich wynagrodzeń. Zgodnie z mechanizmem progresji te obniżone stawki płaciliby także ci, którzy zarabiają doskonale, dopóki nie przekroczą kolejnego progu. Potrzebny byłby zatem równoczesny wzrost stawek w górnych rozkładach dochodu. Mówiąc wprost – wyższe opodatkowanie najlepiej zarabiających. Co, jak twierdził Phelps, „miałoby poważne konsekwencje dla poziomu wysiłku, oszczędzania, inwestowania oraz przedsiębiorczości”.
Narracja PO związana z programem „Niższe podatki, wyższe płace” jest wręcz kalką argumentów amerykańskiego noblisty. Tak jak on, Platforma liczy, że premiowanie pracy – nawet jeśli jest to praca za bardzo marne pieniądze – wpłynie na zwiększenie aktywności zawodowej. Politycy i eksperci tej partii jak ognia wystrzegają się hasła podwyżki opodatkowania najlepiej zarabiających, która mogłaby sfinansować ich program gospodarczy. Phelps bez wątpienia by takiej postawie przyklasnął. Był przekonany, że w długim okresie jego propozycja sfinansuje się sama dzięki zwiększeniu liczby pracujących, a więc również wpływów podatkowych.
Świetnie, że liberalne centrum przestało powtarzać jedynie zaklęcia dogmatyków o uwalnianiu przedsiębiorczości i znoszeniu obciążeń, a sięgnęło do argumentów ekonomisty o dosyć otwartym umyśle. Szkoda tylko, że chodzi o pomysły głęboko osadzone w latach 90., które wyrażają klimat intelektualny tamtej epoki (Joseph Stiglitz opisał ją w książce pod znamiennym tytułem „Szalone lata 90.”).
Trzy przesądy
Po pierwsze, jest już dosyć oczywiste, że zarobki nie są tylko odzwierciedleniem produktywności danego stanowiska, ale również pozycji negocjacyjnych pracownika i pracodawcy. Ten drugi płaci najniższą stawkę, na jaką zgodzi się ten pierwszy, nawet jeśli praca obiektywnie jest warta o wiele więcej. W okresie 1973–2014 realne wynagrodzenia godzinowe w USA wzrosły o 9 proc., a wydajność o… 72 proc. Jeśli pracodawca ma tylko taką możliwość, to będzie płacił zatrudnionym najmniej jak się da.
Po drugie, podniesienie płacy minimalnej nie musi się wiązać ze wzrostem bezrobocia. Równie dobrze może spowodować podwyżkę cen za usługi świadczone przez pracowników niewykwalifikowanych lub ograniczenie zysków firm, które ich zatrudniają. W latach 2015–2019 mieliśmy w Polsce do czynienia z bezprecedensowym, prawie 30-procentowym wzrostem wynagrodzenia minimalnego. Mimo to w maju 2019 r. zanotowaliśmy najniższe bezrobocie w historii – 5,5 proc. Stopa zatrudnienia w ubiegłym roku również pobiła krajowy rekord, sięgając 67 proc. (według OECD).
Wreszcie po trzecie, nie ma żadnych dowodów na to, że progresja podatkowa zniechęca do większej aktywności zawodowej. Dziwnym trafem wśród czterech krajów UE, które mają najwyższe zatrudnienie, aż trzy należą do krajów z najwyższą maksymalną stawką PIT – mowa o Szwecji, Danii i Holandii (we wszystkich jest to powyżej 50 proc.). Czwarty z krajów o najwyższym zatrudnieniu, Niemcy, skrajną stawkę PIT ma nieco niższą (45 proc.), ale i tak dużo wyższą niż Polska.
Progresja ma wielkie oczy
Najniższe płace wciąż są u nas olbrzymim problemem – wielu pracujących nie jest w stanie się za nie utrzymać. W 2017 r. 10 proc. zatrudnionych Polek i Polaków było zagrożonych ubóstwem, tymczasem w Czechach jedynie 3,5 proc. Jednak dopłaty do niskich pensji nie są rozwiązaniem. Wręcz przeciwnie, tylko usankcjonują biedapłace. Firmy dostaną sygnał: „Możecie płacić mniej, państwo dofinansuje niskie wynagrodzenia, w końcu to nie wasza wina, że produktywność waszych pracowników jest taka słaba”. Zamiast więc skłaniać pracodawców do inwestycji, które zwiększają wydajność i pozwolą utrzymać zyski przy rosnących płacach, wspólnie pomożemy im zachować biznesy oparte na biedapensjach.
Tymczasem nie ma żadnego powodu, by wprowadzać skomplikowany mechanizm subwencji, w oparciu o który skarbówki miałyby robić comiesięczne przelewy określonej grupie pracowników. Wystarczy wprowadzić silną progresję podatkową, która automatycznie przełoży się na wzrost pensji netto najmniej zarabiających. Oczywiście na obniżeniu PIT od niższych płac skorzystają też ci bardzo dobrze wynagradzani, dlatego równocześnie należałoby podnieść stawki od wyższych dochodów. Silna progresja podatkowa byłaby prostsza, nie zahamowałaby wzrostu płac, a pracownicy niewykwalifikowani nie czuliby się jak osoby specjalnej troski, których praca musi być specjalnie subwencjonowana z budżetu. Problem w tym, że dla polityków, którzy intelektualnie wciąż tkwią głęboko w latach 90., podatek progresywny to zło w czystej postaci. Wszystko, byle tylko nie podwyższyć podatków najbogatszym.
Autor: Piotr Wójcik Źródło (paywall): https://edgp.gazetaprawna.pl/e-wydanie/56853,19-lipca-2019/69220,Dziennik-Gazeta-Prawna/699797,Doplaty-do-pensji-czyli-wszystko-byle-nie-podwyzki-podatkow-dla-najbogatszych.html
submitted by Bifobe to Polska [link] [comments]


2018.08.20 08:56 Gazetawarszawska Czy apostazją Beaty Szydło i konwersją na judaizm, Polska również dokonała aktu apostazji i przeszła na judaizm?

OKUPACJA ŻYDOWSKA W POLSCE 04 FEBRUARY 2018
+++
Laudetur Jesus Christus
"Naród, który się oburza, ma prawo do nadziei, ale biada temu, który gnije w milczeniu." Cyprian Kamil Norwid
Tekst ten napisaliśmy na przełomie roku. Nie zdecydowaliśmy się go opublikować ze względu na sformułowania i wnioski, które są bardzo ciężkie, a ponadto tekst dotyczący takiej materii powinien być napisany bardziej przez księdza i od strony teologicznej, a nie przez stronę laicką, mającą bardziej polityczny niż teologiczny punkt widzenia.
Jednak straszne wydarzenia w Oświęcimiu w dniu 27 stycznia podczas kolejnej rocznicy wyzwolenia obozu hitlerowskiego i późniejsze jeszcze straszniejsze, skundlone zachowanie „polskich” władz, w odpowiedzi na akt bydlęctwa ambasador Izraela Anne Azari, dały nam asumpt do refleksji odnośnie konieczności publikacji.
http://www.gazetawarszawska.com/index.php/okupacja-zydowska-w-polsce/273-apostazja-szydlo-i-konwersja-na-judaizm
Bo refleksje muszą być proste: to, co dzieje się w Polsce nie ma swojego odpowiednika w Historii świata, jest to Palec Boży ostrzegający nas jako Naród, przed dalszą tolerancją wobec żydów i żydostwa.
A odpowiedzialność za zbrodnie władców zawsze spadają na narody, które tym władcom podlegają. Tu zaś mamy do czynienia ze zbrodnią najgorszą: zażydzeniem władz i tego konsekwencje, które spadają na cały naród chrześcijański i jego ziemie.
+
Wygląda na to, że premier rządu RP Beata Szydło dokonała aktu apostazji i konwersji na judaizm. A krok ten uczyniła jako osoba publiczna, a nie osoba prywatna. Ten akt konwersji polskiej premier na judaizm odbył się w miejscu publicznym w obecności wielu świadków.
Czy to pociąga za sobą skutki formalne dla całej Polski i Narodu?
Czy akt ten jest aktem równoczesnego formalno-prawnego przejścia Polski i Polaków na judaizm? A co miałoby mieć skutki tak religijne jak polityczne w Polsce i w świecie.
+
Czy w dniu 26-XI- 2017, w Toruniu, podczas oficjalnych uroczystości judaistycznych, w zborze żydowskim mieszczącym się w „Kościele Maryi Gwiazdy Nowej Ewangelizacji i św. Jana Pawła II" premier RP Beata Szydło odstąpiła od wiary katolickiej, a ujawniła, zadeklarowała swoje wyznanie judaistyczne lub konwersję do żydostwa?📷
Bo wtedy mianowicie miał miejsce akt przyjęcia „błogosławieństwa od rabina”, który będąc żydem, automatycznie jest antychrystem. Każdy rabin jest antychrystem sakralnym, deklaratywnym i w pełni świadomym. A więc Szydło jako strona bierna tego aktu z rąk szafarza antychrysta przyjęła na siebie ducha tego rabinicznego antychrystianizmu.
Czy Beata Szydło była świadoma znaczenia tego aktu i faktu jego dokonania w ogóle?
Bo jeśli tak, to zaparła się Pana Jezusa Chrystusa, tak jak zapiera się Pana Jezusa Chrystusa (przeklina Go wulgarnie!) każdy rabin, a czyni to wielokrotnie podczas dnia. I jeśli ktoś twierdzi, że akt Szydło nie ma znaczenia, lub jest prawnie dozwolony, ten jest żałośnie śmieszny i bluźnierczy. To tak samo jak Beata Szydło, a może i ten również dokonuje aktu apostazji, takim właśnie przyzwoleniem czy bagatelizowaniem! Bo ze sprawami bożymi nie ma żartów lub dwuznaczności.
Może byłoby to coś innego, gdyby Premier uległa ogólnemu duchowi „dialogu z judaizmem”, co samo w sobie jest już grzechem śmiertelnym, bo złamaniem Pierwszego Przykazana – duchowi obecnemu w czasie całego tego bluźnierczego spotkania – imprezy; gdy gospodarze chcąc okazać gościnność, tolerują czy ulegają pewnym zwyczajom zaproszonych gości, nie będąc świadomi znaczenia dokonywanych przez nich gestów, nie rozumiejąc ich języka ani sensu własnego w nich uczestnictwa. A sama zaś Beata Szydło byłaby zaskoczona, wmanipulowana, lub oszukana nawet przez jakiegoś rabina – przybłędę z obcego kraju. Ale i tak byłby to poziom taniego harcownictwa, bo coś takiego nie wypada głównym osobom w państwie, a żydowi nie wolno podejść do polskiego premiera i nakładać takiej osobie coś na głowę!
W tych strasznych czasach w świecie, w tym bezbożnym klimacie Polski - rzekomo chrześcijańskiej, w chaosie nihilistycznego plugastwa, my gazeta - prosty laikat – bierzemy na siebie rolę obrońcy Wiary. Tak musimy, bo w Polsce chyba nie ma już ani jednego zaangażowanego katolickiego kapłana, albo wszyscy zostali już całkowicie spacyfikowani przez listy dyscyplinujące od ich biskupów.
Przypominamy niniejszym, zwracamy uwagę na fakt, że Kościół Święty wszechwiecznie zakazuje jakiejkolwiek wspólnoty czynności religijnych z innymi wyznaniami pod rygorem exkomuniki, której ewentualne zdjęcie należy do biskupa. Exkomunika zaś spowodowana przez apostazję i przejście do innej wiary może być zdjęta jedynie przez Papieża. Jest to obowiązujące prawo w Kościele Świętym, którego nikt nie może odwołać, nawet papież, bo z chwilą takiego kroku sam jest automatycznie ekskomunikowany i nie jest już papieżem. A więc aktu odwołania takiego prawa dokonać nie może.
A wygląda na to, że ta domniemana apostazja Beaty Szydło i jej konwersja na judaizm ma charakter nie tylko jasny i oczywisty, bo nawet na grillu w remizie osoba premiera narzuca protokół innym uczestnikom i sama takiemu protokołowi surowo podlega. A wszystko, co tam się dokonało – w tym Rydzykowym zborze - przebiegło na płaszczyźnie międzynarodowej i międzyreligijnej, w trakcie uroczystości transmitowanych w TVP, podczas których – przed kamerami TV – taż Szydło gorliwie przemawiała plotąc nie tylko oblatane już swoje głupoty i krętactwa, ale na dodatek podkreślając dobitnie miejsce swego urodzenia, to jest pochodzenia z Oświęcimia, co biorąc pod uwagę dobrze rozpoznane oczekiwania mentalności żydowskiej mitomanii, mogło mieć charakter próby podsycania żydowskiego mistycyzmu – koszerności, czy kabały. Premier Beata Szydło takimi swoimi wypowiedziami do kamery telewizyjnej dobitnie uwidoczniła chęć wpisania się - głęboko i deklaratywnie - w żydowską religijność i wspólnotę z żydostwem. Tak więc musi to sugerować, że dokonany nieco później akt przyjęcia „błogosławieństwa” nie był w niczym przypadkowy lub spontaniczny, ale przeciwnie, był przemyślany, świadomy, koherentny duchowo z afiszowaną przez premier Szydło żydowską sakralnością swojej osoby.
+
To wszystko dokonało się podczas hucznego zjazdu żydostwa z Izraela i z Zachodu, koszernego rządu RP, redakcji Radio Maryja, Trwam w niedzielę 26-XI- 2017, w budynku o okultystycznej nazwie: Kościół Maryi Gwiazdy Nowej Ewangelizacji i św. Jana Pawła”.
Głównym motto wystąpień w tym zborze toruńskim była deklaracja „strony polskiej”, wobec zaproszonych żydów, dotycząca ilości zabitych Polaków, którzy złożyli swoje własne życie, życie swoich rodzin i sąsiadów w ofierze żydom. Główną treścią wystąpień zakonników z Torunia było podkreślenie religijnego aspektu aktu składania polskiego życia na ołtarzu żydostwa, a co miałoby być cnotą ogólno-chrześcijańską, która ma obowiązywać w Polsce.
Te przerażające autokanibalistyczne, antychrześcijańskie deklaracje zostały przyjęte przez żydów z wielką satysfakcją, choć nie brakowało z ich strony podkreśleń o konieczności spełnienia coraz to nowszych wymagań, bo akty antysemityzmu nie mogą być ani zapomniane, ani wybaczone i trzeba patrzeć, aby nie pojawiły się w przyszłości. Zaś wiceprzewodniczący Knesetu Yehiel Hilik Bar bez żadnych ogródek, z charakterystycznym żydowskim nachalstwem i bezczelnością, brutalnie, wyłożył groźby pod adresem „wrogów”, których Izrael będzie wszędzie i zawsze ścigał i karał. A którą to wypowiedź należałoby zrozumieć, jako groźby również pod adresem Polski i Polaków, bo jurysdykcja służb Izraela – wg. charakteru wystąpienia tego żyda - rozpościera się także i nad Polską. Na te słowa oczywistej agresji, chamstwa i afrontu ze strony żydowskiej nikt z zebranych nie zareagował, a byli tam przestawiacie najwyższych władz RP z „siłowym” ministrem MSW M. Błaszczakiem.
Mówcy występowali naprzemienne, potok wypowiedzi, a to żydów, a to gojów przetaczał się z kazalnicy w scenerii bardzo drogo wybudowanego zboru: wyzłoconych ornamentów, niebiańskich promieni złocistych cherubinów, drogich marmurów i kunsztownych posadzek z licznymi menorami, witraży płomieni świateł chanukowych czy kuszącego, ambru… przepychu niebios bogów. Żyd izraelski, który nawet dobrze usytułowany ekonomicznie, zmuszony w warunkach izraelskich mieszkać w tanim ciasnym, obskurnym mieszkaniu, lub baraku, z drogą wodą w kiblu, czuł się w tym zborze jak w Świątyni Salomona. A jako taki musiał wyraźnie słyszeć jak te bogate złocenia i misternie wypieszczone kamienie szeptały mu do ucha słodkie słowa: „jestem srebrem i złotem… weź mnie... weź mnie …należę do ciebie”. I żyd taki, dobry i bogobojny w myślach odnowił natychmiast Yawehowi swą wierność przymierza. I żyd ten solennie przyrzekł Yawehowi i wierność, i posłuszeństwo i to, że do Torunia rychło powróci i zabierze głupim gojom od Rydzyka to całe złoto i kamienie, a to tak, że nic w rękach tych durniów nie pozostanie, a jeżeli już, to jedynie kwity na długi do spłacenia. A gdyby jakiś goj chciał go powstrzymać, to będzie zabity, bo tak chce Yaweh, który jasno powiedział, że całe złoto tego świata należy wyłącznie do żydów.
W tym żydowskim sakralnym lokalu, nie mającym cech katolickiej świątyni, ale posiadającym liczne atrybuty symboliczne żydowskiego zboru - w synagodze? - Premier RP Beata Szydło, w obecności wielu osób konsekrowanych Kościoła katolickiego, wobec licznych przedstawicieli rządu polskiego oraz kilku ministrów z Izraela dokonała faktycznie otwartego aktu apostazji z formalnie, lub domyślenie z poprzednio wyznawanej przez siebie wiary rzymskokatolickiej – co podkreślamy raz jeszcze – i wyznała jakąś bliżej niezdefiniowaną religię pochodzenia judaistycznego.
Akt ten miał właśnie dwie bardzo ważne cechy: apostazję i jednoznaczne zadeklarowanie przystąpienia do innej przynależności religijnej. A ważnym jest podkreślić, że aktu apostazji można dokonać poprzez jedynie wyrzeczenie się wiary bez konieczności zadeklarowania innego wyznania. Tu jednak tak nie było, Premier Szydło dopuszczając się praktyk religii żydowskiej, zadeklarowała automatyczną apostazję i wywołała tym równie automatyczny skutek ekskomuniki „Excommunicatio latae sententiae” – wiążąca mocą samego prawa, która następuje automatycznie po czynie – a więc jednym postępkiem wywołała dwa skutki.
Akt ten został całkowicie przemilczany w polskich mediach tak oficjalnych, jak i „alternatywnych”, w sprawie tej nie zabrał głosu żaden ksiądz katolicki, a co nasuwa nam wspomniane wyżej przykre przypuszczenie, że w Polsce nie ma już katolickiego kapłana. Milczenie kleru w tej zasadniczej sprawie naszej wiary jest dla nas – mimo wszystko - ogromnym zaskoczeniem i przygnębiającym zniesmaczeniem. Kontaktowaliśmy się w tej sprawie z kilkoma księżmi – znanymi nawet jako „tradycjonaliści”, czy „nacjonaliści”, ale faktycznie w odpowiedzi otrzymaliśmy wykrętne tłumaczenia, albo podobne reakcje. Czyli szukaj sobie wiatru w polu.
Ale o ile po polskiej stronie osoby powołane do ewangelizacji i obrony Wiary, to znaczy kler, przymykają oczy nad tym strasznym faktem i udają, że nic nie widzą, a media poprawności politycznej i media alternatywne również solidarnie milczą, to po stronie żydowskiej odtrąbiono ten fakt „błogosławieństwa premier Szydło przez rabina” jako wielkie wydarzenie. A więc tylko patrzeć - jakie to będą dalsze konsekwencje tego faktu.
O samym tym zdarzeniu poinformował najpierw sam konsekrator rabin Rafi Ostroff, który na FB, czy TT opublikował zdjęcie momentu rabinicznego błogosławieństwa na katolickiej Premier RP, a sprawę dalej rozdmuchał znany i lubiany treser Dudy, rządu RP, Rydzyka, Sejmu, Poczty Polskiej, a nawet ZOO na Pradze sierżant Jonny Daniels. Ten fakt apostazji Szydło i przyjęcie błogosławieństwa ze strony rabina jest więc zarejestrowany przez Danielsa. Nie jest to przypadkowe i on zadba już o to, że będzie miał on charakter niejako artykułu wpisanego do konstytucji RP - polin. I tam, gdzie jest Daniels, tam nikt się przed duchem tego wpisu nie uchroni, a konsekwencje z wynikające z tego faktu będą dalekosiężne i trudne do przewidzenia. Spodziewajmy się tylko, że uderzenie nadejdzie – co niewątpliwe.
Komentując szerzej to zdarzenie, konsekrator Szydło - rabin Rafi Ostroff objaśnił, że treść błogosławieństwa była tajna, a charakter aktu błogosławieństwa prywatny.
To, że coś jest tajne u żydów, to jest dla nich naturalne, bo dzięki temu wszelkie np. umowy i porozumienia można bezustannie zmieniać na korzyść żydów – a uzgodnienia takie mają faktycznie charakter carte blanche. To nic nowego. W naszej historii mamy wiele takich niechlubnych momentów umów czy zobowiązań z żydami jako stroną i zawsze umowy takie wywoływały nam wielkie szkody. Najstarszym takim przykładem są tzw. „przywileje kaliskie” Bolesława Pobożnego 1264, które jako zaginione, o nieznanej treści, zostały później „uznane za ważne” przez jednego z najgorszych polskich władców króla Kazimierza. „Przywileje” zostały uznane za autentyczne i dalej obowiązujące, za co historia dała temu królowi, ciemiężycielowi własnego ludu i łajdakowi, przydomek Wielki. Najnowszym zaś - i najgorszym w skutkach - tajnym porozumieniem z żydami był akt wypędzenia Zakonnic Karmelitanek z klasztoru na Żwirowisku w Oświęcimiu.
Ten bluźnierczy akt wypędzania Karmelitanek z ich klasztoru, dokonany celem spełnienia potrzeb żydowskiego okultyzmu, był grzesznym, heretyckim aktem postawienia „żyda nad chrześcijaninem”, za który to Jan Paweł II, mocą obowiązującego prawa, został usunięty ze wspólnoty wiernych – exkomunikowany. I fakt ten jest tak bezsprzeczny, jak fakt istnienia samego prawa, które obowiązuje absolutnie wszystkich w Kościele, a papieża również i bez wyjątku.
📷
Klasztor na Żwirowisku w dniu wypędzenia Karmelitanek przez Jana Pawła II.
http://www.gazetawarszawska.com/index.php/pugnae/178-kalendarium-konfliktu-oswiecimskiego
Wypędzenie Karmelitanek z ich konsekrowanego klasztoru było żydowsko bezwzględne, brutalne. Obciąża ono nie tylko Jana Pawła II, ale i nas samych, jest naszym grzechem pierworodnym, bo myśmy na to pozwolili.
Wypędzenie to jest hańbą naszej „demokracji”, kamieniem młyńskim na naszej szyi. I my, jako naród odstępczy od obowiązków ochrony Wiary, tylko czekamy na to, aż ktoś da nam kopniaka w tyłek i z tym kamieniem zrzuci nas do Wisły i będzie po nas, raz na zawsze!
O ile wydarzenia związane z likwidowaniem klasztoru na Żwirowisku to nasza hańba i upadek, to dla żydów był to niezwykły sukces duchowy, gdzie strona kościelna – kard. Macharski - zobowiązała się nie tylko do usunięcia Karmelitanek z ich klasztoru, prawnie posiadanego domu, ale i do odstąpienia od prawa do sprawowania kultu katolickiego na terenie całego obozu.
Skutkiem tego żydzi osiągnęli coś znacznie więcej, bo prawo do sterowania polskim życiem religijnym w Polsce! To oni zachowali sobie prawo do tego, że będą nachodzić teren obozu śpiewać i tańczyć, a Polakom nie będzie wolno nawet się modlić, a jeżeli już, to sporadycznie i po cichu. Daj żydowi palec… to weźmie i rękę, a jak mawiała do Polek oświęcimskich współwięźniarka Niemka – „Daj żydowi palec …to żyd weźmie całego ciebie”. I tak się stało.
I tak, rok po roku, sprawy poszły do przodu! Doszło już nawet do sytuacji w Oświęcimiu, że podczas różnych demonstracji zakazane są nie tylko katolickie modlitwy, a są rozpowszechnione żydowskie modły jako wspólne i wiążące dla katolików! Polacy mają się modlić pod kierunkiem rabinów! A często wspólnie z żydowskimi kapo! I taki fakt jest podany w mediach, przez jedną więźniarkę, która w baraku dla małych polskich dziewczynek lat 2-6 była terroryzowana i bita kijem przez dorosłe żydowski więźniarki, aby wymusić ślepe posłuszeństwo na tych dzieciach. „ … my małe dziewczynki bez naszych mam strasznie się bałyśmy tych okrutnych żydówek”.
W Oświęcimiu, a także w całej Polsce, na płaszczyźnie politycznej i socjalnej, w morzu żydowskich flag z gwiazdą Dawida, są zakazane chorągwie polskie będące oficjalnymi chorągwiami narodowymi i państwowymi na swoim własnym terytorium.
POLAKOM ZAKAZANE JEST EXPONOWANIE CHORĄGWI POLSKICH JAKO SYMBOLI NARODOWYCH I PAŃSTWOWYCH.
Żydzi tak polskojęzyczni, jak i żydzi z Izraela lub Zachodu zakazują Polakom prawa do wznoszenia polskiej chorągwi na polskiej ziemi! A to pod groźbą, że żydowscy strażnicy powykręcają im ręce, zbiją po mordach, a polskie chorągwie skonfiskują i wyrzucą na śmietnik. Czyli żydzi czynią z chorągwiami polskimi dokładnie to, co Jan Paweł II i biskupi zrobili z krzyżami na Żwirowisku, a na co Naród w końcu się zgodził, bo umęczony, zaprzestał swoich antyżydowskich protestów.
Są to bolesne skutki tamtego nieodpowiedzialnego, heretyckiego, a przestępczego wobec prawa karnego w Polsce zachowania K. Wojtyły. I teraz Polska nie ma już żadnej kontroli nad terytorium Oświęcimia, tak obozu, jak i nawet samego miasta. A tak prosto się zaczęło – dialogiem żydami.
Tu, pod tym linkiem Kalendarium konfliktu oświęcimskiego ... , mamy chronologicznie uszeregowane fakty poczynań, zdrajcy wiary katolickiej, papieża Jana Pawła II i jego przybocznych biskupów: Glempa, Macharskiego, Rakoczego i wielu z Zachodu, głównie z Francji i Belgii, czyli krajów zjadanych obecnie przez muzułmańskie najazdy – taka widać jest za to kara czy konsekwencja!
Przejedźmy jednak do spraw zasadniczych konsekwencji dla nas jako Państwa Narodu i Kościoła.
Konsekwencje tego wydarzenia nastąpią i nie trzeba będzie na nie długo czekać. Będą one wielopłaszczyznowe.
Po pierwsze i najważniejsze, sprawa duchowo- antropologiczna: idiotka premier RP Beata Szydło schyliła się – poniżyła – wobec przedstawiciela obcej rasy, obcej etyki, obcej religii i brutalnie antychrześcijańskiego państwa. I ten przedstawiciel – żyd, rabin, antychryst - dokonał wobec niej czynności związanych ze sprawowaniem władzy, a których dokładny charakter nie jest nikomu znany, nie będzie znany, ale będzie wykorzystywany, nadużywany poprzez żydostwo w przyszłości.
Sprawa rabinicznego błogosławieństwo na premier Beacie Szydło ma znaczenie dwupłaszczyznowe:
Jedną płaszczyzną jest nasz stosunek do tego aktu, nasze rozumienie i podejście do niego, a drugą jest żydowski stosunek do strony, która takiemu aktowi się poddała, jego interpretacja i budowana wokół niego narracja religijna czy polityczna.
O ile w pierwszym wypadku Polacy, jak pijani kibice piłkarscy, zaczną po pijacku śpiewać: „Polacy, nic się nie stało… nic się nie stało” , a za jakiś czas dokona się kolejny krok w naszym odchodzeniu od katolickiej wiary i też będzie, że „nic się nie stało”, bo w końcu owczarnia, która nie ma swego pasterza, zbłąkana miota się po bezdrożach i łatwo pada łupem wilków czy własnej próżności.
Jednak z drugiej strony żydostwo - w typowy sobie sposób - bierze wszystko, co się tylko da, kwitów nie wystawia, do niczego się nie zobowiązuje, ale weksle na gojów gorliwie zbiera.
I tu mamy problem i arcyważny, i arcyniebezpieczny. Otóż należy się spodziewać, że żydzi zaczną głosić, że Szydło przyjmując błogosławieństwo, jako premier RP, poddała się jurysdykcji rabina, a to znaczy władzy rabinatu, to znaczy władzy kahału, co znaczy władzy Talmudu, a to znaczy władzy Sanhedrynu! A razem z premier Szydło „błogosławieństwo rabina” przeszło na całą Polskę, społeczeństwo i państwo.
Polacy pochyleniem głowy Szydło dokonali konwersji na judaizm, są już żydami!
A to, że dotyczy to na początek tylko osoby premier nie jest żadną okolicznością ograniczającą, bo wszystkie akty przyjmowania nowej wiary odbywają się w podobny sposób. Nowy kult się pojawia i po jakimś czasie władca przechodzi konwersje, a za nim później cały naród, chociaż stara religia może jeszcze się tlić w dołach społeczeństwa przez wieki całe. Liczy się głowa państwa, a premier Beata Szydło tak może być nazwana.
Sprawa zatem jest bardzo niebezpieczna: ustawa Kongresu USA 447 została przyjęta. I w tym kontekście, to już nie musi być akt wrogi, lub obcy Polsce, bo została przyjęta na życzenie rabinów, którzy właśnie reprezentują polin, bo jest to kraina żydów. Konwersja premier Beaty Szydło jest tego wizualnym dowodem.
A do tych wizualnych dowodów, należy doliczyć wysoką nadreprezentację żydów w Sejmie, Senacie, Duda zamaskowany żyd – bo np. według tajemnic rabinów tak trzeba.
Ale to, co jest tajemnicą dla gojów, jest otwartą księgą dla żydów w Senacie i Białym Domu. Do tych właśnie tajemniczych list żydowskich w polin jest już lista jawna, a na jej czele jest premier rządu, która w imieniu władz przystąpiła do judaizmu, na co są dowody.
Teraz sprawy żydowskie będą toczyć się bardzo szybko. Akt ten nadaje żydom prawo do jurysdykcji w Polsce – polin Dudy. Żydzi decydują o wszystkim w Polsce także wobec stron trzecich.
Prawo zaś mówi (Talmud), że nieposłuszeństwo wobec Talmudu może być wybaczone, ale nieposłuszeństwo wobec władzy rabina nigdy wybaczone nie będzie. Szydło zatem podlega prawu władzy rabinów i musi im być posłuszna, a to pod groźbą śmierci, bo z nimi żartów nie ma. Symetrycznie czy konsekwentnie: Każdy premier, który jest na miejscu Szydło - drogą sukcesji - podlega takiej samej jurysdykcji żydowskiej jak to dotyczyło Szydło. Takie jest prawo Talmudu – z Talmudem żartów nie ma.
+
A jest już absolutnie bez znaczenia to, co sama Szydło obecnie sądzi o „błogosławieństwie”, czy jego charakterze, bo to nie ona, ale to rabin Rafi Ostroff ma kwity i to on ma wyłączny monopol na ich odczytanie.
Biada!
In Christo
Krzysztof Cierpisz
03-II-2018.
+++
"https://wpolityce.pl/polityka/155334-zadna-grupa-zawodowa-nie-byla-tak-tepiona-przez-hitlerowcow-jak-duchowni-katoliccy-przed-smiercia-prosil-by-przywrocic-polakom-swiadomosc-rzeczywistej-ofiary"tej-ofiary
http://www.gazetawarszawska.net/administratoindex.php?option=com_content&view=article&layout=edit&id=6629"
https://wsksim.edu.pl/konferencja-pamiec-i-nadzieja-foto/
http://gazetawarszawska.com/index.php/pugnae/172-list-ambasador-izraela-w-polsce-anna-azari-do-marszalka-sejmu

Apostazja RM i TV Trwam, kolaboracja z żydowskim najeźdźcą Polski!
Chuligan oświęcimski patriarchą żydówki Beaty Szydło! ...
Premier Beata Szydło dokonała aktu apostazji
"...bo każdy, kto się godzi aby ona jeszcze pozostawała na stanowisku premiera jest zdrajcą Polski i Polaków."
O Wyprawę Krzyżową przeciwko żydowskim okupantom Polski! ...
submitted by Gazetawarszawska to u/Gazetawarszawska [link] [comments]


2018.05.16 01:28 koops6 Satanista

SATANISTA
Kilka lat temu poszliśmy ze znajomymi do klubu. Było nas dość sporo, każdy miał wolne bo to dzień po świętach bodajże, mieszana grupa. Zabalowaliśmy hardkorowo, było już pewnie koło 3 w nocy, każdy ostro nawalony i w zasadzie to mieliśmy już kończyć ten jakże uroczy wieczór i rozchodzić się do domów.
Jednak wtedy mój dobry ziomek oznajmił że spotkał w klubie swojego kumpla, mega kolesia którego musimy poznać bo jest zajebisty i chce nas zabrać do siebie na domówkę. No git, przedni pomysł.
Jednak nim powiem coś więcej to muszę Wam wytłumaczyć w paru zdaniach jakim człowiekiem jest tenże mój kolega (którego na rzecz tego fanpage będziemy tutaj zwać DŻONY SNAJPER, bo tak ;d). Otóż Dżony jest całkiem inteligenty, możesz z nim pogadać na wiele tematów, może nie jest super ekspertem ale w każdy zna chociaż powierzchownie, ma własne zdanie itd.
Ale ... jest też patosem w chuj ;D Może nie takim co biega po ulicy, wali typów z bara, zaczepia kobiety itd ale jest takim konkretnym, specyficznym patosem że nawet wszystkie "mordeczki" w naszym mieście go na swój sposób respektują - bo nie ma to jak biegać po mieście nago po naćpaniu się koki, co nie ? xD Albo nachlać się absyntu i udawać wężosmoka w centrum handlowym.
No i ogólnie kolo jest dość znany i lubiany czy to w środowisku niedorozwiniętych uśmiechających się szkorbutem i parujących fetą zwierząt, czy też normalnych ludzi - z każdym znajdzie wspólny język i temat - czy to z nerdem, czy ze studentką filozofii czy z typem co wyszedł z paki w ktorej siedział 20 lat za zajebanie swej rodziny - i co więcej każda z tych osób zapała do niego sympatią.
Dżony Snajper ma niestety pewne dwa minusy - po pierwsze nie zna słowa "dość" gdy chodzi o imprezowanie, a po dwa ... cóż, ciężko to wyjaśnić ale on gloryfikuje patologię. Sam z niej nie pochodzi ale lubi z takimi przebywać, wydaje mi się że naoglądał się za małolata filmów w stylu Trainspotting i zakochał się w zyciu żyjących poza system samobójców.
Tylko że w filmach tacy ludzie mają ideologię, są inteligentni, mają zasady - a w prawdziwym zyciu są oni często ścierwem najgorszego sortu - co z tego, Dżony po pijaku bawi się z takimi, zaprosi takich do domu, wpuści na imprezę przy ogólnym niesmaku towarzystwa. I nie widzi że naćpany typ którego wpuścił nie umie sklecić dwóch zdań, a oczami biega po mieszkaniu z nadzieją że coś ukradnie albo zgwałci - nieee, w jego oczach ma przed sobą buntownika o wolność i deptanie norm narzuconych przez zaśniedziałe społeczeństwo.
Cóż, teraz więc wiecie czemuż to po oznajmieniu mi przez Dżonego Snajpera że spotkał "świetnego kolesia którego musimy zapoznać i weźmie nas na swą domówkę o 3 nad ranem" byłem w zagwozdce niczym prawdziwy hazardzista - albo czeka mnie dziś jakaś świetna, szalona impreza którą zapamiętamy na resztę życia albo znajdę się otoczony wyrzutkami których nie chciano nawet w więzieniu.
Decyzję trzeba było podjąc natychmiast bo akurat mieliśmy opcję podwózki i jeżeli nie zdecydujemy teraz to dupa, bo "świetny koleś" jedzie teraz i jak się nie zabieramy to nie czeka na nas bo na domówkę mu spieszno. Moja grupa była w stanie nietrzeźwości i późno-nocnego niezdecydowania tak więc Dżony Snajper utkwił oczekujące spojrzenie we mnie, i wiedziałem że to moje zdanie i ma odpowiedź przeważą w naszych dalszych losach.
Żałując ze nie było mi przed odpowiedzią chociażby zerknąć na "świetnego kolesia" postawiłem wszystko na jedną kartę i rzuciłem "No kurwa, jasne że jedziemy."
Dżony Snajper uszczęśliwiony pobiegł w tłum kłębiący się w klubie i za chwilę przyprowadził swojego znajomka - i tak oto poznałem Satanistę.
I wtedy też dotarło do mnie jak złą decyzję podjąłem.
Cóż tego że była zła i znalazłem się w patologii to pewnie się domyślacie, bo inaczej bym tego nie opisywał tutaj, prawda ? Opis Satanisty i jego domóweczki wieczorem albo jutro - ciao bambino, ciąg dalszy nastąpi !
Dżony Snajper przyprowadził "tego świetnego kolesia którego musimy poznać". Był to wychudzony, powykręcany od fety typ z mordą który świadczyła jednocześnie o tym że jest i lamusem jak i patogenem. Wyraz twarzy z kolei świadczył o tym że sam ledwo ogarnia.
Wyszliśmy przed klub, szybka rozkmina kto idzie a kto nie. Dżony wrócił się do wnętrza lokalu, znaleźć i wypytać resztę ekipy o to czy chcą iść na tę domówkę. Wszyscy mieli dość ciężki przekaz, jedna z koleżanek była tak napierdolona że trzeba było ją praktycznie nieść. Znajomi próbowali ją ogarnąć a ja tymczasem stałem ze "świetnym kolesiem".
On tymczasem, mimo iż był konkretnie najebany, łaził w te i we wte (pewnie przez fetę), rozkładając chude łapsa na boki, tak że mógłbym mu pomiędzy ramię a brzuch wsadzić łeb a jeszcze ktoś koło mnie by się zmieścił. Wyciągnął telefon i puścił jakiś rap na cały regulator.
Czekamy na Dżonego, zaczynam się wkurwiać i żałować decyzji. Nagle nasz nowy towarzysz mnie zagaduje :
Spojrzałem na niego lekko zaskoczony, nie bardzo wiedząc jak skwitować te wyznanie. Na szczęście nie musiałem bo zaraz sam się odezwał ponownie.
Dopiero wtedy sczaiłem że z jego telefonu rzeczywiście rozlegają się utwory Słonia. Wiecie, zapewny gdyby on powiedział mi o tym sataniźmie dzisiaj czy pół roku temu to od razu zrozumiałbym że to przez bycie fanem Słonia. Jednak to było kilka lat temu, Słoń wydał dopiero jedną czy dwie płyty, nie był tak znany i na topie, tak więc nie skojarzyłem faktów od razu.
W sumie to zabawne, jeszcze niedawno każdy pseudofan hip-hopu wyzywał "brudasów" od satanistów a teraz sam dumny się tak zwie (przez "brudasa" mam na myśli metalowca, nowe pokolenie pewnie słysząc "brudas" myśli teraz o Muzułmanach ;D).
"Satanista" łaził w prawo i w lewo, wożąc się i machając chudymi łapkami, cały czas nakurwiając na full muzę.
Chwila ciszy. Widzę że nie ogarnia. Nagle ni z gruchy ni z pietruchy.
Zawył. Kilka wychodzących z klubu grupek nie zwróciło uwagi, inni się śmieli lub przyspieszyli kroku. Parę osób krzyknęło do niego coś w stylu "Stul tę pizdę lamusie !"
A mnie zaczęła odchodzić ochota podążenia na tę "domówkę". Chociaż wciąż po cichu miałem nadzieję że typ nie okaże się patologią (to znaczy : poza tym że umysłową) a będzie jedynie bananem który pozuje na rąbniętego chłopaka z ulicy by wyglądać "groźnie" a na chacie będzie normalne party pełne spoko ludzi którzy mają go w dupie i po prostu korzystają z wolnej chaty tego podludzia.
Nie byłby to pierwszy raz.
Objął mnie ramieniem i poklepał. Parował fetą i pachniał potem.
Dżony i reszta ekipy wyszli. Podjechały nagle jakieś dwa auta, jak się okazało oba prowadzone przez znajomych Dżonego.
Szybka piłka kto jedzie na tę domówkę Satanisty, kto zostaje w klubie, kto idzie do domu. Ludzie mają ciężki przekaz, schodzi się, kierowcy się niecierpliwią. Satanista jeszcze kilku osobom powiedział że o tym kim jest, i jeszcze kilka razy zapytał dlaczego (okazuje się że to dlatego że słucha Słonia, dacie wiarę ?) .
Finalnie wypadło na to że poza gospodarzem jadę ja, Dżony Snajper, nasz w miarę trzeźwy kumpel który podobnie jak ja miał minę w stylu "pożałujemy tego", nasz inny kumpel który był na granicy wyjebania się na pysk z przepicia, oraz dwie koleżanki - jedna najebana jak Meserszmit oraz druga która była dość ogarnięta i chyba jechała z nami bo włączyło jej się w głowie że musi porobić nam za niańkę.
Wsiedliśmy do aut, koledzy Snajpera byli na tyle mili (lub w niego zapatrzeni) że obaj przyjechali o 3 w nocy tylko po przerzucić jego (a także i nas) z jednego końca miasta na drugi. Debile albo dobrzy przyjaciele.
Usadowiliśmy się w autach i jedziemy. Niestety byłem w tym samym aucie co gospodarz czekającej nas imprezy, tym samym musiałem słuchać pewnego dialogu o jego upodobaniach religijno-muzycznych (możliwe że Wam wspominałem ?) który powtórzył każdemu, w tym kierowcy, minimum 3-5 razy.
Gdy auta wjechały do dzielnicy armeńskich imigrantów wiedziałem już że moje nadzieje o normalnej imprezie są jednak mrzonką.
Dotarliśmy w końcu na miejsce - obskurna dzielnica do której lepiej się nie zapuszczać, no chyba że w czołgu. Wysiedliśmy, ekipa siedmioosobowa licząc z Satanistą. Pomogliśmy wyjść koledze i koleżance którzy już niedomagali. Dżony zamienił parę słów z kierowcami i obaj się zwinęli, a ja zacząłem żałować że nie odjechałem z nimi.
Satanista tymczasem zaczął nas prowadzić - szczerze mówiąc to zdziwiłem się że czeka nas dłuższa podróż z buta bo najbliższe budynki zdawały mi się przeznaczone co najwyżej do rozbiórki. Już miałem zapytać Satanisty czemu nie kazał nas podwieźć pod swój blok/dom tylko zostawić nas w tej opuszczonej okolicy, kiedy, pogłębiając me zdziwienie, wszedł on do jednej z rozpadających się kamienic.
Wymieniłem znaczące spojrzenie z trzeźwym kumplem i trzeźwą koleżanką. Wzruszyli ramionami. Nie uszło to uwadze Dżonego Snajpera i wydawało mi się że on sam jest zakłopotany sytuacją w którą nas wciągnął. Pozostałym towarzyszom - czyli idącym niemal na czworaka kumplowi i kumpeli było wszystko jedno.
Po wejściu do klatki schodowej okazało się budynek z pewnością nie jest opuszczony - zewsząd dobywały się dźwięki patologii - wrzaski, wyzwiska, płacze dzieci, ujadanie psów, dźwięki których określać nawet nie mam zamiaru, oraz muzyka najgorszego sortu wydobywająca się z bardziej pierdzących aniżeli grających urządzeń. Gdzieś z głębi dobywała się muzyka - sądziłem że to na ta cała wspomniana domówka Satanisty.
Jednak okazało się że nie - minęliśmy dziurawe drzwi które nie tłumiły dźwięków imprezy (dziura w drzwiach nie była nawet niczym zakryta i można było spokojnie wsadzić tam głowę i ujrzeć dantejskie sceny dziejące się w środku) i ruszyliśmy na górę. Było ciemno, więc szliśmy po omacku, drewniane schody skrzypiały, wielu z nich brakowało. Były niesamowicie strome. Moja koleżanka, ta trzeźwiejsza, potknęła się w pewnej chwili ale złapałem ją za dłoń. Wiedziałem że gdyby dało sie cokolwiek dojrzeć to wysyłałaby mi oczyma bezgłośny sygnał "WYPIERDALAJMY STĄD, I TO JUŻ." Zamiast tego wbiła mi nagle paznokieć w przegub - znamy się na tyle że była to zrozumianym przeze mnie zamiennikiem.
Cóż, szczerze mówiąc nie miałbym nic przeciwko opuszczeniu tego miejsca - wręcz pragnąłem tego. I nie oponowałbym by oznajmić to przy Sataniście, mniej lub bardziej umiejętnie kryjąc oczywiste tego powody. Wiedziałem natomiast dwie rzeczy : A - Reszta ekipy ma słabą wolę i wystarczy jedno słowo Dżonego znaleźli się pod jego czarem i by ochoczo szli z nim choćby do chlewu, ciesząc się z nadchodzącej przygody. B - Dżony będzie nas namawiał, święcie wierząc że patologiczni ludzie skrywają w swych sercach dobro i jakąś tajemniczą, mistyczną mądrość, którą cuchnący niedorozwój się z nami podzieli pijąc wódkę, a my doznamy objawienia i obalimy system.
Stwierdziłem że wejdziemy a za pół godziny zacznę dawać sygnały mądrzejszej i trzeźwiejszej części ekipy że robimy sprytną ewakuację. Dżony niech zostanie i zdycha na dżumę jeżeli tak mu się to podoba.
Weszliśmy na, jak zdawało mi się, najwyższe z pięter tej parodii przedwojennej kamieniczki. Okazało się że przed nami stanęły jeszcze jedne schody - strome, pionowe wręcz niczym drabina. Wyglądało to tak jakby na najwyższym piętrze ktoś dobudował "izbę" jak pawlacz, bo mieszkań mało a trzeba upchnąć całą patologię.
Jakiś cudem cały orszak wlazł tam i nikt, nawet ci ledwie trzymający się na nogach nie zrobili sobie krzywdy.
Stanęliśmy przed popękanymi drewnianymi drzwiami. Moje oczy przyzwyczaiły się do ciemności, poza tym w tym miejscu klatki wpadało nieco światła z zewnątrz, także mogłem obserwować Satanistę. Myślałem że wyciągnie klucz ...
... okazało się że nie. Wsadził rękę do wybitej dziury w drzwiach. Zamka do drzwi nie było. Gmerał tam przez chwilę. Nagle zawył KURWO JEBANA. Zaczął szukać czegoś na podłodze. Podniósł coś co wyglądało na mały metalowy albo drewniany hak. Wsadził go w tę dziurę i zaczął ponownie gmerać aż usłyszeliśmy jakieś dziwne metalowe kliknięcie a drzwi się otworzyły. Zweryfikowałem swe plany : "pół godziny to za wiele, pieprzyć konwenanse, spierdalamy za 5 minut".
Nadzieja matką głupich. Jeżeli po wejściu do kamienicy miałem jeszcze jakąkolwiek nadzieję (chyba tylko przez upojenie alkoholowe) to widząc jak Satanista otwiera drzwi za pomocą haka którym grzebał w dziurze - porzuciłem resztki tejże nadziei i uznałem że nic co dojrzę wewnątrz nie zdoła mnie już zaskoczyć.
Gdy weszliśmy, gospodarz zapalił lampkę - więc jednak, pomimo ciemności na klatce, do kamienicy musiał być podłączony prąd (chyba że działała na baterie, nie przyjrzałem się). Pokoik, a raczej izbę oblało na tyle światła że można było od biedy nazwać to co nastało "półmrokiem".
Pokoik miał może z 4 na 5 metrów. Co (jednak !) mnie zaskoczyło to to że nie było żadnych drzwi. Nic, nada. Nawet drzwi prowadzących do jakiegoś kibla - uderzyło mnie to od razu. Ot, dziurawe drzwi którymi weszliśmy oraz duże okno naprzeciwko nich. Ten pokoik stanowił zarazem całe mieszkanie.
W pokoju znajdowały 3 (oddalone od siebie na tyle ile się dało) łóżka-barłogi. Pośrodku stał mocno odrapany stolik, pełen dziur, pozasychanych (chyba) glutów i pozdzieranych naklejek które pamiętały jeszcze pewnie komunę. Jedyną rzeczą która była tutaj nowa była wielka plazma (orzechy przeciwko diamentom że kradziona ?) ktora jednak stała na wysokości kolan, na drewnianym czymś co zapewne było kiedyś taboretem. Sam telewizor nosił na sobie ślady które widać było nawet w półmroku - jakby by jakiś czas temu obrzygany albo oblany a nikt nie zadał sobie dostatecznie wiele trudu by wyczyścić go bardziej aniżeli "z wierzchu".
Tyle dojrzałem w tym półmroku. Nie dostrzegłem wtedy nawet że w najdalej oddalonym barłogu ktoś śpi pod kocami.
"Cóż, nie jest tak źle" - pomyślałem wtedy - "Mam co najmniej dwoje sprzymierzeńców, trzeźwego kumpla i trzeźwą kumpelę. Kiedy powiemy zaraz że czas spierdalać z tej jakże zacnej domówki to oni od razu mnie wesprą. Tamta pijana dwójka będzie się upierać żeby posiedzieć (z lenistwa i pijaństwa) ale zaciągniemy ich. Dżony Snajper będzie udawał zaskoczonego ale też się nie będzie się opierał widząc gdzie my jesteśmy. Satanista z kolei mnie nie obchodzi.
Cóż i tak pozostaje się cieszyć że nie znaleźliśmy się wśród 20 wytatuowanych i zaćpanych koksów."
Usiedliśmy na łóżku blisko drzwi. Ja, moi trzeźwy i nietrzeźwy kumple. Obok walnęliśmy tę nawaloną koleżankę. Ta trzeźwiejsza kucnęła obok nas - nie chciała nawet siadać. Dżony jako jedyny usiadł z gospodarzem, chyba tylko po to by nie było głupio że wszyscy się gnieżdża z dala od niego.
Sataniście to jednak i tak nie przeszkadzało - feta, albo coś innego, dało o sobie znać - znów puścił z telefonu Słonia i wożąc się, porykując coś pod nosem łaził w kółko gibając sie jak Indianie w bajkach gdy tańczą wokół totemu.
Dżony walił jakieś niemrawe żarty by rozluźnić atmosferę. Satanista porykiwał śmiechem, tak samo mój pijany kumpel. Koleżanka która zgasła też chichotała od czasu do czasu, gdy coś do niej dotarło. Ci trzeźwi odpowiadali mruknięciami i półsłówkami. Było już jasne że TO jest ta cała "świetna domówka świetnego koleżki", a poza nami to gospodarz jest jej jedynym gościem.
Wysłałem Dżonemu wkurwione spojrzenie. Gdy spojrzał mi w oczy z drugiego końca pokoju, odpowiedział mi spojrzeniem, który przez wieloletnią znajomość zrozumiałem jako "no co ?".
"Ty już kurwa wiesz co" - wsadziłem telepatyczny przekaz w me spojrzenie i nić znajomości. Wzruszył ramionami.
Trzeźwa koleżanka zapytała czy wyjdę z nią na dwór na fajkę. Satanista od razu że tu można palić - jasne, przecież kurwa widzimy że pety leżą po całej podłodze. Ona jednak że chce wyjść na dwór w jakimś celu, chce pogadać. Wyszliśmy.
Na zewnątrz oznajmiła mi tylko że już tam nie wraca, że zamawia taksówkę i spierdala. Bała się, brzydziła - nie winiłem jej nawet za to że zostawia mnie tam. Dobrze wiedziałem co jest grane : my się będziemy męczyć i czekać aż ci pijani zdecydują się pójść stamtąd, oczywiście zbyt najebani by zrozumieć że to jedyna opcja którą rozpatrzył by każdy normalny człowiek. A nawet jeżeli zacznie to do nich docierać to Dżony będzie pierdolił że jest przecież fajnie a ci idioci będą wierzyć, nie wiedzieć czemu ulegając jego krasomówstwu.
Zapytacie pewnie - czemu nie napisać sms'a temu trzeźwemu kumplowi co został i nie odjechać we trójkę ? Odpowiedź jest prosta : zostawilibyśmy w patologii, poza Dżonym i tym pijanym kumplem - tę nawaloną do nieprzytomności koleżankę.
A nie ufałem tym dwóm na tyle by ją z nimi pozostawić. Wiedziałem że w popartej alkoholem naiwności gdy będą się zbierać to są w stanie ją zostawić tam, wierząc w słowo Satanisty że nic jej przecież nie będzie.
Wyobrażacie sobie co by się stało z upitą do nieprzytomności dziewczyną z dobrego domu gdyby została całą noc w takim miejscu, w łóżku naćpanego gnoja ?
Tak więc widzicie, sytuacja nie była zabawna. Podjechała taksówka, moja znajoma przeprosiła mnie po raz kolejny, wymusiła kolejną przysięgę że za nic nie zostawię tamtej i odjechała. Zapewniłem że nie mam jej tego za złe ale jednak, gdy odjechała, poczułem ukłucie żalu, odtrącenia i złości. Wróciłem na górę, pozbawiony jednego z dwóch sprzymierzeńców.
Znów pieprzony, odpowiedzialny ja, na którym można wymusić zadbanie o kogoś.
Gdy wlazłem na górę zobaczyłem całkiem "przyjazną" atmosferę - Dżony opowiadał jedną z niesamowitych opowieści ze swego życia. Obaj moi kumple zaśmiewali się do łez. Satanista nadal robił kółka, robiąc "tubę" z dłoni dla telefonu i też się czasem śmiał, choć nie wiem ile rozumiał. Nawet ta pijana dziewczyna zaczynała nieco kontaktować - chichotała a powieki były półprzymknięte. Dobry znak.
... złym znakiem było to że ten mój pijany kumpel pił inne piwo niż te z którym wszedł. Jego piwo, w puszce, stało koło jego nogi. Pił piwo butelkowe ... które jak zauważyłem musiało stać już niewiadomo ile w tym syfie i robiło nawet za popielniczkę bo pływały w nim pety. Miałem odruch wymiotny ale powstrzymałem się od rzygania. Delikatnie wyciągnąłem mu piwo z dłoni, udając że chce łyka, a tak naprawdę podmieniłem tę popielniczkę na jego piwo. Nie poinformowałem go. Przy odrobinie szczęścia nie złapie HIVa.
Usiadłem. Korzystając z tego że Dżony nadal opowiada powiedziałem dyskretnie trzeźwiejszemu kumplowi że zara bierzemy tamtą laskę choćby na plecy i wypierdalamy, z chłopakami albo bez.
Pokiwał ochoczo głową. Zrobiło mi się lepiej.
Niestety, najgorsze miało dopiero nadejść. Rozluźniłem się. Siedziałem między moimi dwoma kumplami, Dżony naprzeciwko a Satanista łaził po pokoju jak Indianin. Kumpela która została wpółdrzemała koło nas. Zrobiło się zabawnie, dodatkowo raczyłem się świadomością że niedługo bez problemów schodzimy na dół i wsadzamy dupska w taxi.
Postanowiłem wykorzystać tyle ile się da z tej nędznej sytuacji i oddać się zajęciu które lubię - ponabijać się z idioty. No bo w końcu Idioci to podludzie. Głupotę należy tępić., prawda ?
No i mam z bliskimi kumplami taką ... "zabawę". Jak zauważyliście ostatnio w modzie jest że różne ziomeczki odzywają się do siebie nawzajem per "mordo" albo "prawilniaku". No to my se robimy z tego jaja i przykładowo, dzwoniąc do kumpla, mówię do niego "No siema Prawilny Ryju" albo "Harda Paszczo" i tym podobne, aż do absurdu
I postanowiłem tytułować tymi imionami Satanistę. Wiedziałem że nie bardo będzie wiedział o co chodzi a moi kumple będą z tego zlewać. Satanista chrzani coś tam w stylu "Przybiłem kiedyś piątkę Eldo" albo "Raz zajebałem w nos dwie sztuki naraz, sam". A ja na te jego teksty odpowiadałem :
"No nie no, strasznie Prawilna z Ciebie Ryjówka" albo "Jesteś Najszpachwinniejszym z Dobrych Chłopaków Co Nie Sprzedają".
Tytuły robiły się coraz dłuższe i głupsze. Moi kumple, w tym Dżony, parskali śmiechem. Satanista był lekko zagubiony ale ... po każdym z moich komentarzy potrafił przybić mi piątkę i po krótkim przetrawieniu informacji zakrzyknąć "NO KURWA ! A JAK ! JEBAĆ KSIONDZÓW MORDO!"
Trwało to przez dłuższą chwilę, było nawet zabawnie. Miałem już zarządzać wyjście, kiedy nagle ktoś otworzył drzwi z kopa. Do wnętrza wpadła odziana w ortalion dziewczyna z nadwagą. Na mordzie pisała się agresja i głupota. Lat mogła mieć 20, a mogła 30 - przećpana i przepita facjata nie pozwalała dokładnie określić.
Miałem okazję oglądać pato-gatunek w środowisku naturalnym. I widziałem że wszyscy, nie wyłączając Dżonego Snajpera, jesteśmy zagubieni. W zachowaniu Satanisty i Grubej nie było niczego ludzkiego, niczego z czego normalny człek mógłby wywnioskować co się dzieje.
Zakładałem że sytuacja jest raczej nerwowa - ona stała w drzwiach zdyszana i rozczapierzona. On zastygł bez ruchu w połowie tego swego indianskiego tańca i patrzył na nią z otwartą mordą i miną przyłapanego dziecka. Stali naprzeciw siebie jak zwierzęta, który niby żyją w jednym stadzie, ale wciąż istnieje w nim walka o dominację.
"No co ?" - Bąknął. "CO SIĘ ODPIERDALA ?" - zawyła na niego. "niiic ... pijemy ..." - odparł.
Wyciągnęła zza pazuchy piwsko i usiadła z nami. Ot tak po prostu.
Kurwa mać. Co to było ? Myślałem że to jakaś sąsiadka której przeszkadzały rozmowy nocną porą (mimo darcia japy w całej kamienicy). Że to jakaś zaćpana agresywna mieszkanka. Że to jego współlokatorka, siostra, dziewczyna, który zrobiła sobie z nas jaja. Ale nie, nie otrzymaliśmy wyjaśnień. Ot, normalne zachowanie patologii. Usiadła i zaczęła, jak każdy niewychowany człowiek opowiadać coś o jakimś typie co ją wkurwił. Co chwila "zajebaniec zajebany" "ten chuj" itd. Żłopie to piwsko i opowiada. Chuj że nikt z nas nie wie o co chodzi ani kim ona w ogóle jest. Jeszcze żeby ona mówiła to tylko do Satanisty, ale gdzież tam - ona jeszcze do nas, co parę zdań opowieści "rozumiesz to kurwa jaki chuj?". Kiwałem głową gdy akurat pytała mnie, ale tak naprawdę nie rozumiałem bo po pierwsze nie słuchałem, po drugie mówiła nieskładnie a po trzecie nadal byłem w szoku po jej wtargnięciu.
Wejście Grubego Smoka miało jeszcze jedną konsekwencję : na najdalszym z barłogów coś się poruszyło - okazało się że spał tam jakiś niezauważony dotąd okolo 40letni mężczyzna. Rozejrzał się zaskoczony a po chwili jakby lekko zrezygnowany ale i wkurzony obecnością nieznajomych wstał. Spał w spodniach i koszulce, miał na sobie nawet buty. Nie był duży ani napakowany ale miał w wyrazie twarzy coś takiego że podświadomie wiedziałeś że nawet będąc trzykrotnie większy od niego nie powinieneś go zaczepiać.
A poza tym przeciwieństwie do Satanisty i Grubej ten Koleś miał w oczach inteligencję.
Satanista również i jego nie przedstawił. Mruknął mu cześć a my poszliśmy jego przykładem. Ten odmruknął coś, usiadł na łóżku i wyciągnął spod niego otworzonego już wcześniej Kasztelana. Najbardziej rozdarta osoba, czyli Gruba, pytała go o jakieś bzdury drąc mordę HEHEHE CO KURWA RUCHAŁES ŻE SIĘ SPAĆ CHCIAŁO CHYBA HEHEHEHEH. Koleś odpysknął jej coś pod nosem i nie zwracał na nią więcej uwagi, także zaraz i ona przestała.
Po pięciu minutach ja i mój trzeźwy kumpel zarządziliśmy wyjście. Dżony i Pijany Kumpel się ociągali, koleżanka jęczała w półświadomym sprzeciwie - jednak i tak zaczynali się zbierać. Zadowolony widziałem że koniec tej wielkiej pomyłki już w zasięgu ręki.
Nagle Rozbudzony Koleś, który tlił szluga i popijał swego Kasztelana odezwał się.
(Mnie już nawet nie zdziwiło że kolejna patologia go dobrze zna)
Nastała ciężka cisza, nawet Gruba się zamknęła. Od razu połapaliśmy się że chodzi o te "ryjówki" itp. Dżony zaczął coś niemrawo tłumaczyć, zganiać winę na ogół itd.
Koleś spojrzał jednak na mnie i powiedział "To Ty ?"
"No tak, ja."
Patrzył na mnie chwilę w ciszy paląc papierosa. Cisze można było już kroić nożem. Po chwili rzekł "Dobra beka stary" i uśmiechnął się.
Każdy jednak wiedział o co chodzi. To było celowe - facet był na tyle inteligenty że wiedział że zasieje w każdym przez chwilę ziarno niepokoju. Nie był niegroźnym głuptasem jak jego znajomkowie.
"Posiedźcie sobie z nami jeszcze, mam bimber, z chęcią go otworzę i was poczęstuję."
Mialem zaoponować, tym bardziej że to brzmiało bardziej jak rozkaz niż zaproszenie, ale Dżony i Satanista ucieszeni tą wielką zgodą która nastała zaczęli wiwatować. Mój pijany kumpel dołączył do nich. Koleżanka znowu zasnęła.
Spojrzałem na mego trzeźwego kolegę. Wzniósł oczy do nieba. Sytuacja która już tak ładnie się rozwinęła znów zaczęła wyglądać beznadziejnie.
40latek pogrzebał chwilę pod łózkiem i wyciągnął mocno sfatygowaną butelkę po litrowej wodzie mineralnej. Przezroczysta zawiesin która ją wypełniała była zapewne tym wspomnianym bimbrem.
Zacząłem obmyślać plan który pozwoli grzecznie ale stanowczo odmówić spożycia oraz opuścić ten lokal wraz z kolegą i nieprzytomną dziewczyną - niemniej jednak podświadomie czułem że obudzenie się tego starszego faceta będzie przeszkodą cokolwiek bym nie wymyślił ... Zgred łyknął solidnie bimbru, po czym podał go reszcie patologii - Sataniście i Grubej. Nie zdziwiło mnie że również i oni ochoczo pociągnęli ze sfatygowanej butelki po Muszyniance, tak samo jak nie zdziwiło mnie że Dżony Snajper i mój pijany kumpel równie chętnie przyłożyli do niej usta.
Sam bimber mnie nie odrzucał, brzydziłem się raczej myślą dotykania wargami czegoś co dotykały wcześniej te zwierzęta i leżało tutaj Bóg wie ile, służąc być może wcześniej za toaletę (przypominam, w tej izbie nie było nawet łazienki a nie sądziłem by za każdym razem te opijusy biegały z samej góry do jakiegoś wychodka na zewnątrz - oczami wyobraźni widziałem retrospekcję w której patosy odlewają się do butelki a parę dni później wylewają szczyny by nalać do niej bimbru).
Kiedy zechcę to potrafię być asertywny - powiedzieć NIE i tyle, mimo irytującego pierdolenia nie dać się przekonać gdy naprawdę czegoś nie chcę. Kiedy, na propozycję bimbru odparłem że ja spasuję mam dość, rozległo się ogólne trajkotanie z którego wyławiałem jedynie "No co Ty Mordo" "Dawaj, pij, nie pierdol", "Pijemy wszyscy, nie wal w chuja" "Ej jestem satanistą, a wiesz czemu ? Bo słucham Słonia" i tym podobne. Zbywałem to wszystko gestem "Talk to the motherfuckin' hand".
Do momentu kiedy Zgred wstał i podszedł do łóżka które dzieliłem z kolegą i koleżanką, pofatygował się pod sam mój ryj z tą swoją butelczyną i bardzo spokojnie powiedział "Musisz się napić, jesteś moim gościem a to bimber mojej roboty. Nie wypada chociaż nie skosztować."
"Dobrze, skoro to Twoja robota to wezmę łyka choćby dla spróbowania" - odparłem z przesadną teatralnością, co miało wyglądać przemienienie sytuacji w żart - a tak naprawdę było moją próbą bezkonfliktowego wyjścia z niej.
Nie podobał mi się ten staruch. Było z nim coś nie tak. Najbardziej nie pasującą do niego rzeczą były oczy w których widać było przenikliwą inteligencję - tak oderwaną od jego aparycji, kamratów i otoczenia że aż zdawały się być groźne i nie z tej bajki. Może przywiązuję do tego za dużą wagę ale czytałem z nich jakiś zimny sadyzm i podłość.
Cóż, może popadałem w lekką paranoję ale miałem ku temu powody - gość był dziwnie nachalny. Widziałem że niezbyt pasuje mu nasza obecność, nie zachowywał się jak ten zapijaczony Satanista który skakał wokół nas jak piesek by było nam fajnie, a pomimo to wciąż nalegał by zostać chwilę dłużej, by siedzieć tam i z nim pić.
Nie podobało mi się też spojrzenie którym oblepiał co chwila ciało naszej nawalonej koleżanki. A ta jak wiecie to ona była jedyną kotwicą trzymającą mnie jeszcze w tym miejscu - bez niej wyszedłbym stamtąd w trybie natychmiastowym i wsiadł w taksówkę nim ktokolwiek by się kapnął - sztuczka trudna do wykonania gdy niesiesz pijaną dziewczynę.
Tak więc siedziałem tam rozkminijąc plan ucieczki i pogłębiając się w paranoi że Zged chce nas upić bo chce nas/kogoś z nas w jakiś sposób skrzywdzić. Nie pytajcie mnie dlaczego w to wierzyłem - tak po prostu było, szósty zmysł mi to komunikował naprawdę wyraźnie. Chce nas upić by okraść ? Chce się ze mną napierdalać za te "harde ryjówki" ? Chce czekać aż padniemy albo da się nas wygnać i spróbuje przelecieć tę dziewczynę ? Albo może po prostu patologiczny umysł nakaże mu zachowanie którego normalny umysł nie przewidzi i nagle wyciągnie na nas bez powodu kosę ?"
Tak czy siak dzwonek w głowie bił na alarm.
A co do bimbru który trzymałem w dłoni to zostałem uratowany przez niespodziewane szczęście - Zgred stał nade mną i skurwiel naprawdę wyczekująco patrzył czy skosztuje (moja paranoja podpowiadała mi że mogły być tam proszki nasenne xD) ale wydarzyło się coś co odwróciło jego uwagę.
Satanista wyciągnął skądś saszetkę z białym proszkiem i zawył tryumfująco. Kilka "głodonosków" zaczęło również zacieszać, w tym Dżony i Grubaska. Zgred odwrócił się jak oparzony.
"Te, te, te, kurwa ! Satanista ! Pozwolił Ci kto ?" - Zgred rzucił się przez pokój jednym susem i wyrwał mu proszek z ręki. Gruba, Satanista i Dżony Snajper zaczęli od razu się z nim kłócić.
Powstało zamieszanie, Dżony od razu wyliczył ile kto z nas zajebie w nos i próbował się doprosić by Zgred posypał nam wszystkim. Wyciągnął portfel i zaczął się z nim rozliczać. Zgred jednak nie chciał się dzielić. Powstało zamieszanie.
Znałem już patologię na tyle że wiedziałem że przez najbliższe 3-4 minuty Zgred będzie oponował, oni będą go przekonywać, Dżony wzbije się na wyżyny krasomówstwa, padną obietnice że jutro rano dostanie tyle prochu że mu się to zwróci z nawiązką itd. Aż w końcu Zgred da się przekonać i zacznie się sypanie.
Niezmienny rytuał odprawiany przez Podludzi niczym Zdrowaśka klepana przez mohera.
Niemniej ucieszyłem się z zamieszania. Położyłem butelkę z tym niby-bimbrem na usyfionej pełnej petów podłodze. Puściłem oko to mego trzeźwego kumpla.
"My już łyknęliśmy, nie ?"
"No oczywiście że tak."
W tym czasie patologia dokończyła swe wielkie biznes plany i zaczęło się sypanie "szczurów" na upierdolonym taborecie.
Zgred przypomniał sobie o swoim bimbrze i podczas gdy Dżony i Satanista sypali (w asyście Grubej która darła na nich mordy tak jakby dzielili złoto które zajebała z Fortu Knox) podszedł do nas.
"Czemu nie pijesz ?"
"Bo już wypiłem"
"Co ty pierdolisz ?"
Podniósł butelkę na wysokość oczu i przyjrzał się jej.
"CO TY KURWA PIERDOLISZ ŻE PIŁES JAK NIC NIE UBYŁO ?"
"Uspokój się człowieku, wziąłem małego łyka na spróbowanie, dlatego ubyło mało".
Położył mi butelkę na kolanach.
"Pij kurwa tak żebym widział, teraz przy mnie."
Oho, zaczęło się. Udawałem szok.
"Coo ? O co ci biega ? Dlaczego niby ?"
"No pij kurwa !"
"Nie, mówiłem ci że jestem najebany i nie chcę już pić - wziąłem łyka dla spróbowania bo to bimber Twojej roboty i mi styknie. Czemu Ci tak zależy ?"
"NIE PIERDOL NIC NIE WYPIŁES"
Dopiero teraz ekipa która zajmowała się sypaniem kapnęła się że zaczyna się jakaś awantura.
  • Ej, daj spokój, przecież wypił, widziałem - powiedział Dżony Snajper.
  • No przecież widzę że nic nie ubyło ! Nie pił !
  • Możesz mi wyjaśnić - zapytałem, korzystając że cała uwaga się skupiła na nas - dlaczego aż tak ci zależy żebym się napierdolił ?
Zapadła cisza, Dżony uznając że kryzys już zażegnany zaczął niemrawo opowiadać coś Grubej i Sataniście, próbując rozluźnić atmosferę.
Zgred patrzył się na mnie nienawistnym spojrzeniem. "Co ty planujesz skurwielu ?" - pomyślałem sobie. Przecież wiedziałem że tak naprawdę ani przez chwilę mu nie chodziło o to bym zakosztował i ocenił jego kunszt. Wiedziałem że nie rzuci żadną odpowiedzią, wymówką usprawiedliwiającą dlaczego chce być pewien że każdy z nas się napił tego syfu. No bo co miał powiedzieć ? "Mam nadzieję że będzie w stanie umożliwiającym mi przejrzenia waszych portfeli i zgwałcenie znajomej ?"
"Dobra, tej, chuj z tobą, więcej dla nas." - powiedział Zgred. Odchodząc mruczał coś pod nosem po o ciotach co się boją pić, ale uznałem że udam niedosłyszenie tej zaczepki. Zacząłem się coraz bardziej czuć jak w surrealistycznym śnie, gdzie stado szczęśliwych lemmingów prowadzone jest na rzeź przez wilka przebranego za jednego z nich a ja jako jedyny znam prawdę, wiedząc że nikt mi nie uwierzy.
Spojrzałem na mojego trzeźwego kumpla. Miałem wyrzut do niego że podczas słownej szarpaniny o bimber milczał jak mała pipka patrząc się w podłogę, ale z drugiej strony cieszyłem się że widzę po jego spojrzeniu że ma podobne odczucia co i ja, a sprzymierzeniec, choćby i milczący, był mi teraz na wagę złota. Reszta była zajęta sypaniem.
Namawianie zaczęło się od nowa, tym razem poszło o ćpanie. Szczerze mówiąc to nawet nie wiem co to było - stawiałbym że jakaś feta najgorszej kategorii, bo o kokę to bym tych biednych robaczków nawet nie śmiał podejrzewać.
Oczywiście odmówiłem. Nie to żebym był jakimś przeciwnikiem dragów. Wszystko jest dla ludzi, to po pierwsze. Ale tak jak z alkoholem - dragi muszą być odpowiedniej jakości a sytuacja i ludzie muszą być na poziomie. Ćpać syf z brudnego taboretu w towarzystwie tych wszy to gorsze niż picie taniego jabola z menelami pod sklepem o 6 nad ranem.
Poza tym nawet gdybym był mnie wybredny to pozostaje mój brak zaufania do Zgreda.
Tym razem jednak namawianie nie było aż tak nachalnie - widocznie w głębi serc cieszyli się że więcej dla nich, a to z pewnością cieszyło ich bardziej aniżeli tamten bimber.
Uznałem że nie jest tak źle - zaraz wkręcą się w gadke a ja w tym trajkotaniu zarzucę sobie znajomą na ramię i wyjdziemy.
Niestety, Zgred podszedł nagle do nas ponownie i ku mojemu zdziwieniu zaczął szturchać ramię naszej koleżanki.
  • Hej, Królewno. Chcesz szczura ? Dawaj, zostało bo koledzy się bali, wiesz ? Chodź, weźmiesz ich porcję to będzie ci lepiej, otrzeźwiejesz od razu.
  • Daj spokój, ona tego nie chce, to po pierwsze, a po drugie to ona nie ogarnia. Nie widzisz że zasnęła ?
Zgred jakby mnie nie widział. Trzymał jej rękę na ramieniu i nadal "królewnował". Naprawdę nie chciałem by się to skończyło na rękoczynach, ale wiedziałem że : A - same słowa na niego nie podziałają. B - jak go odepchnę od niej, nawet delikatnie, to tylko na rękoczynach się to może skończyć.
Nie żebym bał sie bójki samej w sobie. Gorzej że miałem do czynienia z pijaną i naćpaną patologiczną postacią która przegrała życie. Kto wie co takiemu strzeli do łba ? Poza tym byliśmy w siedlisku takiego bydła.
Także tak, uniknięcie rękoczynów było naprawdę wysokim priorytetem. A to że gość mnie nie lubi czułem już od momentu gdy zapytał Dżonego kto z nas robił sobie jaja z Satanisty. Nie wypicie bimbru i zapytanie go dlaczego tak mu zależy pogłębiło tylko tę naszą wzajemną niechęć.
"Nie lubi Cię bo tylko ty jesteś tu na tyle ogarnięty by robić za zawór bezpieczeństwa który nie da ponieść się tej ekipie bo wie co jest grane" - powiedziała mi moja stara, dobra paranoja.
Koleżanka rozbudziła się lekko, na tyle by wyjęczeć "nie chcę" i zgasnąć ponownie. Zgred stał nad nią i zapytał jeszcze z 5 razy "czy aby na pewno" i odpuścił dopiero gdy wyjęczała coś co od biedy można było uznać za "acha".
Myślałem że da sobie spokój, ale nie - wrócił z bimbrem i usiadł na krawędzi łóżka. Tak blisko niej że dotykał ją całym bokiem swego ciała. Odkręcił butelkę i próbował jej podsunąć ją pod samą twarz. "Napij się, dawaj". Gdy nie było odpowiedzi to próbował ją znowu szturchać - tym razem szturchanie przypominało raczej klepnięcia w tyłek.
Miarka się przebrała, objąłem ją ramieniem i odsunąłem od niego na ile się dało - tak że mój trzeźwy kumpel który siedział na drugiej krawędzi łóżka niemal z niej zleciał, ja znalazłem się na jego miejscu, a ona na moim. "Kurwa mać człowieku, sam jej przed chwilą chciałeś dać fety na otrzeźwienie a teraz chcesz ją poić bimbrem ? Nie widzisz w jakim jej stanie czy po prostu chory jesteś ?"
Typ patrzył na mnie szklistym od używek spojrzeniem. Był wkurwiony nie na żarty, widziałem że ma wielką chęć po prostu mi zajebać, ale wstrzymuje się. W zasadzie to nie wiem czemu - wydawało mi się że gość był niespełnionym samcem alfa który nagle kapnął się że niczego w życiu nie osiągnął a najlepsze lata już za nim. Tacy frustraci zawsze są skorzy do walenia w ryj. Nie wiem, może nie chciał jeszcze tracić przyjaznej maski przed resztą ekipy ?
Niemniej i tak zrobił coś godnego naćpanego niedorozwoja - złapał ją za drugie ramię ... i pociągnął w swoją stronę, dość mocno. Rozumiecie ? Jak pieprzony jaskiniowiec, chciał chyba żebyśmy siłą wyrywali sobie oniemiałą kobietę, i chyba myślał że ten który wygra w tej parodii przeciągania liny będzie miał niekwestionowane prawo wbicia w nią swego fiuta.
Dobra, nie ma co zwlekać i czekać na okazję, zrozumiałem że później może być tylko gorzej. Wstałem. Zacząłem jej pomagać wstać, ale ten pijany cwel, nadal leżąc na łóżku zaczął ciągnąć ją na ten paskudny barłóg.
"Co wy robicie ? Gdzie idziecie ? Siedźcie kurwa, no co wy ?"
Wyszarpnąłem jej rękę z jego uścisku, bez agresji ale stanowczo, jednocześnie szykując się na cios na odlew, który na szczęście nie nastąpił. Mój trzeźwy kumpel pojął w lot i stanął koło mnie. Reszta zaczęła się nam przyglądać.
"Chcecie już iść ? Szkoda ..." - powiedział Dżony Snajper. Widziałem że z jednej strony mu głupio bo rozumie w co nas wpętał, ale z drugiej nie chce przynać że ci Idioci to podludzie, przecież to tylko pijackie niegroźne żarty przeciwników systemu i norm społecznych, nieprawdaż ?
Podczas gdy kolega pomagał mi prowadzić kumpelę do drzwi, Zgred wstał i stanął zagradzając je.
"Ej to jak chcecie wypierdalać to droga wolna, ale koleżanka powinna zostać. Otrzeźwieje na spokojnie jak się prześpi i posiedzi sobie z nami"
"Nie, wydaje mi się że ona ma na dzisiaj dość wrażeń, wiesz ? Powinna iść do domu" - powiedziałem i zrobiliśmy krok w stronę drzwi.
"Nie, nie powinna" odparł spokojnie.
"Ej stary ..." - zaczął Dżony
"Zamknij mordę, nie do Ciebie mówię" - rzucił mu Zgred.
Rzuciłem okiem po towarzyszach. Wiedziałem że na Dżonego niby mogę liczyć gdyby Zgred się na mnie rzucił, ale nie pocieszało mnie to. Grubaska patrzyła na nas. Była wprost obrzydliwa, wcierała sobie resztę fety w dziąsła i chłonęła nasz widok, podniecona wiszącą w powietrzu atmosferą możliwej bójki na pięści dyszała ciężko. Satanista z rozdziabioną mordą rzucał oczami od jednej osoby do drugi. Mój nietrzeźwy kumpel zgasł i nic go już nie obchodziło. Nie widziałem tylko tego który pomagał mi trzymać dziewczyną ale widziałem że się boi a ręka mu się lekko trzesię. Cóż, nie winiłem go wcale.
"Odejdź od drzwi, ona musi wyjść"
"Ty wypierdalaj ale ją zostaw"

submitted by koops6 to JBwA_SekcjaPast [link] [comments]


2018.05.12 23:42 jaqqu7 [Spoiler] Boku no Hero Academia odcinki 5 (43) i 6 (44) - podsumiwanie

Pomimo bycia na banicji wciąż żyję, gdyby się ktoś o mnie martwił.

ODCINEK 5

Zaczynamy odcinek od drobnego przypomnienia najbardziej efektownej sceny z ostatniego – gdzie Deku wykorzystuje drobne odsłonięcie się Mięśniaka i w przypływie siły woli masakruje go jednym potężnym ciosem. Natomiast po tym jest już całkowicie anime original rzecz, ta cała gadka Shiragakiego, która ma na celu dość obrazowe porównanie ich poprzednich planów do obecnych, z użyciem logiki gier RPG jest bardzo ciekawa. Intrygujące, że zdecydowali się na tego typu ruch, ale właściwie na tym etapie można się już przyzwyczaić do faktu, iż BONES w tej serii lubi dostarczać drobnych smaczków od samych siebie. Dodatkowa wartość, dająca jeszcze jeden powód, aby sięgnąć po anime nawet, jeżeli czyta/ło się mangę. Przy okazji nasz antagonista wyjawia dwa cele ataku: pokazać herosom, że nigdzie i nigdy nie mogą czuć się bezpieczni, a drugi to pozyskanie Bakugo do swojej sprawy. Widać wściekłość oraz agresywny sposób bycia wybuchowego chłopaka przekonał ich, iż przy odpowiednich warunkach może być cennym nabytkiem dla Ligi Złoczyńców.
 
Wracamy też do Kouty i Deku, gdzie obaj mają parę sekund oddechu po zwycięskiej walce. Chociaż protagonista przypłacił je obiema złamanymi rękami oraz wypraniem się z większości sił. Priorytetem dla niego staje się teraz dotarcie do Aizawy i pozostałych, by przekazać im wszystkie informacje, jakie udało mu się z pojedynku zebrać. Co prawda najchętniej położyłby się i odpoczął, ale sytuacja mu na to nie pozwala. Dopóki ma jeszcze resztki sił, jego moralny imperatyw daje spokoju poczuciu odpowiedzialności. Deku także dociera w końcu ze swoimi słowami do Kouty, przekonując go do tego, żeby użył swojej mocy do czynienia dobra – w tym przypadku oznacza to pomoc w ugaszeniu szalejącego w lesie ognia. Tak też bierze młodego i jeszcze swoimi (wciąż) sprawnymi nogami uruchamia One for All, kierując się w stronę obozu. Zanim jeszcze tam dotrze – cofamy się o parę chwil wstecz, do momentu, gdy Eraserhead został zaatakowany przez Dabiego. Doświadczenie oraz umiejętności pozwoliły mu wyjść z pułapki bez szwanku – a po tym wykonać szybki unik i kontratak na przeciwnika. Szybko, więc neutralizuje złola... który okazuje się, iż był to jednak tylko klon wytworzony Quirkem jednego z członków Ligi, a prawdziwy Dabi jest wciąż gdzieś schowany wśród drzew. Villain tworzący te fałszywe persony jest bardzo ekspresyjny – właściwie pewnie był wzorowany na Deadpoolu w pewnym sensie, a przynajmniej tak wskazuje na to jego zachowanie. Z tym, że on nie słyszy głosów w głowie, czy podobnych rzeczy, a ma generalnie rozdwojenie jaźni (jego pseudonim zresztą się do tego odwołuje – Twice).
 
Biegnąc przez las – Deku i Aizawa wpadają na siebie. Ten drugi natychmiast zauważa, w jakim stanie jest MC, ale biorąc pod uwagę sytuację, nie daje mu reprymendy, a pozwala dalej brać udział w walce. Ponownie się też przenosimy do telepatki i transa, ci nadal pojedynkują się z wannabe Stainem i tym drugim złoczyńcą. Generalnie walka utknęła w martwym punkcie, bo żadna ze stron nie może zdobyć przewagi nad drugą. Przynajmniej do momentu przybycia Izuku – ten wchodzi (dosłownie) z przytupem, niszcząc broń jednemu z villainów i przekazując telepatce, że Kouta jest bezpieczny, a także informacje o celu ataku oraz nadaniu wszystkim walczącym uczniom UA swoistej „licencji na zabijanie”. Czyli mogą walczyć bez obawy o konsekwencje ze strony prawa. Kiedy Deku przekazuje już informacje i leci dalej, prawdopodobnie próbując się przemieścić w kierunku Bakugo, próbuje go zaatakować jeden ze złoczyńców, ale wannabe Stain powstrzymuje partnera przed tym, twierdząc, że skoro Hero Killer darował, a nawet uratował mu życie, to oznacza, iż jest „prawdziwym” herosem i nikt nie może go tknąć. Przynajmniej w jego pobliżu. Ta drobna nić porozumienia daje jednak możliwość udanego kontrataku ze strony bohaterów. Tak też wiadomość do Bakugo również zostaje przekazana z rozkazem unikania walki i natychmiastowego wycofania się z linii frontu. Ten jednak, jak to on – ignoruje zalecenia i rusza prosto na swojego BDSM-przeciwnika. Todoroki skutecznie go w ostatniej chwili powstrzymuje – przy okazji mamy też prezentację quirku złoczyńcy. Otóż może on sprawić, iż jego uzębienie zmienia się w ostre jak brzytwa, rozchodzące się z jego jamy ustnej struktury.
 
Mamy też wgląd w zmagania z otaczającym obszar wokół nich gazem 4 x Tetsu i Kendo, którzy powoli odkrywają jego naturę i źródło – kolejnego członka Ligi. Tak więc i klasa B będzie miała swoje pięć minut tutaj. Swoją drogą, ten cały Mustard musi się nieźle dziwić, gdy okaże się, że jego żałosny rewolwer właśnie trafił na kolesia, który może zmienić się w żywy metal. A jednak nie – szybko zauważa maskę przeciwgazową i na niej skupia swój strzał, przez to zdobywa jednak pewną przewagę w walce ponownie. Nie mówiąc już o tym, iż 4xTetsu musi robić również za tarczę dla Kendo, bo ta akurat kuloodporna nie jest. Nasz człowiek ze stali więc dostaje lekkie bęcki, ale villain staje się przez to zbyt pewny siebie i umożliwia Kendo użycie jej zdolności. Powiększa swoje dłonie i nimi rozwiewa otaczający ich gaz (also jestem niemal pewien, że była ona wzorowana na obecnej Ms. Marvel – swoją drogą bardzo polecam jej przygody, bo są naprawdę rewelacyjne). Ostatni cios jednak należy do 4xTetsu.
 
Na ten moment wracamy do biegnącego wciąż przez las i starającego się ogarnąć położenie pozostałych Deku. Jednak poszukiwania Bakugo zostają przerwane. Nie przez villaina, ale przez sojusznika. Tokoyami traci kontrolę nad swoim quirkiem – Dark Shadow w ciemnościach jest o wiele silniejszy niż zwykle, ale jednocześnie istnieje szansa na to, że wpadnie w tryb berserka i zacznie atakować wszystkich dookoła. Przed ciosem Izuku ratuje Shoji – łapiąc go i odciągając zanim oberwie. Powstrzymanie Tokoyamiego w jego obecnym stanie będzie poważnym wyzwaniem.
 

ODCINEK 6

Już w następnym odcinku dowiadujemy się, co triggerowało Dark Shadow – otóż Shoji oberwał od naszej ząbkowej wróżki BDSM. Widać, iż Bakugo i Todoroki muszą być w pobliżu. Natomiast widok rannego kolegi dla Tokoyamiego okazał się być zbyt dużym psychicznym obciążeniem dla kontroli swojego quirku. Szczególnie, że wokół ciemna noc. Natomiast dla naszego wielorękiego bohatera – ta rana to pikuś, bo i tak rączka, czy co tam będzie chciał, mu odrośnie. Na tym ostatecznie polega jego moc przecież. Deku stoi jednak przed wyborem: albo rusza do Bakugo i zostawia problem z Dark Shadow innym do ogarnięcia, albo zostaje i wspomaga Shojiego w zmaganiach tutaj. Zamiast tego wybiera trzecią drogę – zwabienie Tokoyamiego w pobliże Kacchana i użycie jego eksplozji do uspokojenia szalejącego quirku. Przy okazji ten w swoim bojowym szale masakruje niemiłosiernie złoczyńcę, który akurat się po drodze nawinął. RIP ząbkowa wróżka BDSM. Ostatecznie udaje się po tym uspokoić Dark Shadowa z użyciem ognia Todorokiego i wybuchów Bakugo. Natomiast reakcja Kacchana na dyskusje o wycofaniu się i przegrupowaniu w obozie, to czyste złoto. Słucha ich pieprzenia i nie wierzy w to, co słyszy – on ma się wycofać? Bakugo Wielki i Potężny? Tak, czy siak jednak się podporządkowuje. Tym bardziej, iż Deku wykłada całkiem sensowny plan, który zakłada również wykorzystanie Dark Shadow, gdyż teraz mając ze sobą dwie osoby mogące wytworzyć jasne światło, mogą w pewien sposób go kontrolować.
 
Na tę chwilę jednak zostawiamy chłopaków, bo w innej części lasu trwa walczą Tsu, Uraraka, mierząc się z lubującą krew Togą. Ta oczywiście daje popis jak bardzo ma nierówno pod sufitem i tnąc bohaterki chce tym samym zdobyć ich przyjaźń. Ogólnie związane z tą złoczyniącą rzeczy są świetne – jej sposób zachowania i pokręcona logika wyróżniają się na tle pozostałych villainów z Ligi. Nie dziwi też, więc fakt, że jest ona bardzo popularna w fandomie przez to. Wystarczy spojrzeć na dyskusje dotyczące tego odcinka – ludzie dosłownie szaleją na jej punkcie. Also – can you feel the love tonight? Gdy jednak wszyscy są zajęci Togą i rannymi Tsu oraz Ochaco… Bakugo wyparowuje. Okazuje się bowiem, że pojawia się kolejny villain, tym razem z mocą kompresowania ludzi (i prawdopodobnie innych rzeczy) do bardziej wygodnego transportu. Skorzystał z rozkojarzenia pozostałych i w mgnieniu oka położył swoje łapy na naszym wybuchowym przyjacielu. Zresztą nie tylko on znika, bo także Tokoyami zostaje porwany. Deku powoli traci też zimną głowę i trzeba się spodziewać, że pomimo swoich obrażeń będzie próbował odbić kolegów, nawet jeżeli będzie miał wgryzać się w ziemię. Pozostali także nie mają lekko: Aoyama przypadkiem trafia na Dabiego i Twice, ale udaje mu się jakoś uniknąć wykrycia, natomiast Momo i uczeń z klasy B wyciągnęli krótszą słomkę, bo oto wpadli na jednego z Nomu. Ten natomiast wyposażony jest w różnoraki sprzęt siekająco-tnący przytwierdzony do jego rozlicznych ramion. Jednym słowem – jeden błąd i zostanie z nich krwawa papka. Mieli jednak szczęście i Dabi odwołał go do siebie w ostatniej chwili. Na odchodne wykorzystuje jednak swoją moc tworząc pluskwę i prosi kolegę z klasy B, by ten użył swojej umiejętności przytwierdzania przedmiotów do innych i przykleił ją do oddalającego się Nomu.
 
Jako, że misja Ligi zakończyła się powodzeniem – na miejscu pojawia się Kurogiri ze swoją mocą tworzenia przejść z własnego ciała. W jego kierunku zmierza złoczyńca niosący Tokoyamiego i Bakugo, zostawiając w tyle grupę pościgową. W akcie desperacji Deku na poczekaniu tworzy szalony plan na to jak mogą go dorwać. Prosi, aby pozostali skombinowali swoje umiejętności i wystrzelili go w kierunku uciekającego. Izuku „The Madman” Midoriya strikes again. Więc Deku, Shoji, Todoroki lądują na villainie niosącym ich kolegów w samym środku miejsca przeznaczonego na rendezvous Ligi, skąd mają zostać zabrani do swojej kwatery głównej. Jednym słowem cliffhanger.
submitted by jaqqu7 to anime_dyskusje [link] [comments]


2018.04.23 11:52 SoleWanderer Narodowcy donoszą na prezesa do Wyborczej. Śmiertelny wróg prosi o pomoc: No szczerze, nie znosimy gnoja

Kawaler Krzyża Zasługi do żony: - Masz wykonywać polecenia, moje i mojej mamy, inaczej będę cię traktował jak sukę – Jest pan moim śmiertelnym wrogiem – oświadczył męski głos w słuchawce. – A jednak do nikogo innego nie mogę się zwrócić o pomoc. Jestem narodowcem z Lublina. Mamy tu problem. Przewodzi tu nami paskudny człowiek. Znęca się nad rodziną, zarabia na weteranach, a sam kreuje się na wzór do naśladowania. Jest odznaczany przez państwo. Wielu z nas się to nie podoba. No, szczerze: nie znosimy gnoja. Ale bez pomocy się nie oczyścimy. Po naszej stronie nikt raczej tego nie opisze, nie chcą kalać gniazda. Ale ja już nie mogę patrzeć, czuję wściekłość, sumienie mi nie daje spokoju. Inaczej bym się do śmiertelnego wroga nie zwracał, czy pan to rozumie? On nazywa się Karol Wołek i jest prezesem Związku Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych. Proszę mu się przyjrzeć. Na razie chyba nie powiem więcej.
Szczerze przyznam, aż mną telepie, że z panem rozmawiam.
Roman Kroczący Karierę prezesa Wołka można by zmieścić w październikach.
Październik 2007 roku. 24-letni działacz Młodzieży Wszechpolskiej lokuje się tylko dwie pozycje pod Romanem Giertychem na liście LPR w wyborach do Sejmu. Nie dostaje się.
Giertych dzisiaj: – Wołek? Co za Wołek? Jakaś płotka. A ja z tymi świrami nie mam już nic wspólnego.
Październik 2010 roku. Czytelnicy z Lublina skarżą się, że kioskarze wkładają do środka „Wyborczej” „Gońca Lubelskiego”, czyli miesięcznik lubelskiej Młodzieży Wszechpolskiej. Robi się afera. Kioskarze tłumaczą, że „przyszły jakieś studentki i tak właśnie poleciły im robić”. Naczelnym „Gońca” jest wtedy 27-letni Wołek.
Październik 2014. Dwie osoby próbują zagłosować przez internet na lubelski budżet obywatelski. System komputerowy wyświetla błąd – już oddali swój głos. Sprawę bada ratusz. Okazuje się, że głosy przynajmniej 20 osób w internetowym głosowaniu zostały oddane bez ich wiedzy i zgody. Wszystkie na trzy projekty. Pierwszy to postawienie pomnika Romana Dmowskiego w okolicach lubelskiego Zamku (miałby kosztować 499 tysięcy złotych). Drugi – Szlak Pamięci Żołnierzy Wyklętych, trzecim jest zorganizowanie Uroczystości Narodowego Dnia Pamięci Wyklętych. Autorem wszystkich trzech jest 31-letni Karol Wołek.
„Dmowski mógłby zostać pokazany dynamicznie. Idąc, krocząc, obrazując dynamizm swej działalności i innowacyjności” – opisuje przyszły pomnik Wołek. W tym czasie jest nauczycielem historii i WOS-u w Gimnazjum nr 19 im. Józefa Czechowicza w Lublinie. Pnie się też po szczeblach Związku Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych, to organizacja kombatancka, zrzesza weteranów polskiego nacjonalistycznego podziemia z czasów II wojny. Powstała w 1990 roku. Ma oddziały w całej Polsce. Opiekuje się weteranami, organizuje rajdy, edukuje w duchu narodowym, wydaje publikacje o Wyklętych. Wołek jest tu najpierw skarbnikiem, a potem wiceprezesem.
Październik 2015. Umiera Zbigniew Kuciewicz. Kombatant, żołnierz NSZ-u, uczestnik powstania warszawskiego. I dotychczasowy prezes ZŻ NSZ. Na nowego prezesa kombatanckiego związku zostaje wybrany 35-letni Karol Wołek.
Tego października wybory wygrywa też Prawo i Sprawiedliwość.
Nowy prezes związku nie mógłby mieć większego szczęścia, otwierają się nowe możliwości. Wołek zgłasza się po dotacje, zapraszany jest na uroczystości, udziela wywiadów, przemawia. Najczęściej o tym samym: wychowywaniu młodego pokolenia, kształtowaniu młodzieży, wartościach, które należy jej przekazać, i wzorcach, które trzeba w sobie umacniać.
Październik 2017. Prezydent Andrzej Duda decyduje o przyznaniu Karolowi Wołkowi Srebrnego Krzyża Zasługi.
„Do lasu pana nie wywiozę” – Teczkę z papierami, z którymi powinien się pan zapoznać, zostawię do odbioru w sklepie spożywczym Pokusa w Lublinie. Miałem już nic nie mówić, ale nie zdzierżę – słyszę po kilku dniach ten sam męski głos w słuchawce.
Potem zmienia jednak zdanie.
– Chyba za duże ryzyko. Jeszcze mnie ktoś zobaczy, jak to zostawiam? Zróbmy inaczej. Proszę czekać na przystanku autobusowym o 16.45. Przyjadę autem – mówi. – I niech pan się nie martwi, do lasu przecież pana nie wywiozę – dodaje.
– Dopiero w tym momencie zacząłem się martwić – odpowiadam.
Przez chwilę słychać tylko szum.
– Co ja robię, no co ja, kurwa, robię? Z „Wyborczą”? – woła. I zaraz wzdycha. – Trudno. Są sprawy ważniejsze. Czołem! – rozłącza się.
Czekam w deszczu. Spóźnia się. Stare auto, trzeszczy w nitach, wyje.
– Ma pan całkiem sympatyczną twarz… – otwiera drzwi i przekrzykuje warkot silnika.
– Dziękuję…
– …jak na kogoś z „Wyborczej”! Dziwna sprawa, czuję do pana zaufanie, powiedziałbym, metafizyczne. Nawet moglibyśmy się zakumplować. Oczywiście gdybyśmy nie byli żołnierzami w przeciwnych okopach. Proszę – wręcza teczkę.
„...znęcał się psychicznie i fizycznie nad żoną. Wszczynał awantury, podczas których wyzywał ją słowami wulgarnymi, poniżał, szarpał, popychał, kopał po ciele, uderzał w twarz, w nocy nie dawał spać, ściągając kołdrę, i polewał zimną wodą, zabraniał kontaktu z rodziną...” – czytam.
To kserokopia aktu oskarżenia. Karola Wołka.
– Gnój. Widzi pan, jaki gnój? – auto pruje dalej przez miasto. – A to nie wszystko, to początek, zobaczy pan. Co zrobił ze Związkiem Żołnierzy NSZ? Prywatny folwark! Trzepie kasę na naszych weteranach, ciągnie na nich od państwa. A jak ostatnio jeden potrzebował pomocy, to się na niego wypiął. Ja to bym sprawdził te jego fundacyjki w KRS. Ależ, kurwa, jestem wściekły!
– To po co go wybraliście?
– Bo on nas oszukał. Nie wiedzieliśmy, zataił przed nami postępowanie. A potem powyrzucał ludzi, obstawił się kolegami. Niektórzy postraszyć potrafią, jak ten kafar z Poznania – „Globus”. Weteranów NSZ-u, starszych ludzi, którzy nigdy nie splamili honoru, nie szanuje. Któryś jest przeciwny, to wyzywa od komuchów i kabewiaków [Korpus Bezpieczeństwa Wewnętrznego – walczący z niepodległościowym podziemiem]. I kasę trzęsie, razem z matką.
– Z matką?
– Tak, bo on to wszystko robi razem z matką. Pan się przyjrzy. Więcej nie powiem.
– A dlaczego sami się nie przyjrzycie?
– Przyglądamy się, ale ręce mamy związane. Taki jest klimat, prezes dobrze dogaduje się, z kim trzeba. Nikt po naszej stronie tego nie opisze, na swojego nie doniesie. Tu się zatrzymam i pana wyrzucę, dobra?
– Może powie pan coś więcej?
– Nie mogę. Muszą być jakieś granice. Żebym wewnętrznie też czuł, że nie wszystko powiedziałem, jak kolaborant. Naprawdę mi z tym niedobrze. To nasze ostatnie spotkanie.
Dzikuś w zamrażalniku Lublin to narodowo-radykalna twierdza. Tu mieszka Marian Kowalski, były kandydat na prezydenta. Stąd pochodzi Artur Zawisza, jeden ze współtwórców Ruchu Narodowego.
Tu urodził się Mariusz Szczerski, wokalista zespołu Honor. Tu otworzył się pierwszy w Polsce nacjonalistyczny kebab – Prawdziwy Kebab u Prawdziwego Polaka. Tutaj rocznicę powstania świętuje też ONR.
Siedzibę ma Związek Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych.
Chodzę po Lublinie, czytam akt oskarżenia, rozmawiam z ludźmi, którzy znają Wołka. Nikt nie zgadza się rozmawiać pod nazwiskiem.
– Ale dlaczego nie?
– Mowy nie ma. To mściwy człowiek. Odklejony całkiem. Całe jego zajęcie w życiu to sprzedawać ludziom wielkościowe bajki o sobie – słyszę od dawnego bliskiego znajomego.
– Co to znaczy? Kłamie?
– Ja bym tego nie nazwał kłamstwem. Ten stół jest brązowy, tak? A on się uprze, że czarny, uwierzy w to i będzie tego bronił. I nazwie idiotą każdego, kto zasugeruje co innego. A jak sobie coś wkręci, to jest nieobliczalny.
– W jaki sposób?
– Opowiem historię. Kilka lat temu wyjeżdżali z żoną do pracy na Wyspy i zwalniali mieszkanie. Ale mieli problem, co zrobić z królikiem, którego hodowali sobie od roku. Nazywał się, zdaje się, Dzikuś. Jego żona postanowiła oddać Dzikusia siostrze. Tylko że w nocy sprawą zajął się Karol.
Zasiekał go nożem myśliwskim, oskórował, a potem włożył do zamrażalnika. Tłumaczył, że chce zaoszczędzić siostrze kłopotu, a królik się przecież nie zmarnuje. Jego ojciec jest myśliwym i Karol też często nosi nóż myśliwski przy pasku. Ale, Chryste, ten królik miał imię.
Według aktu oskarżenia Wołek zaczyna się znęcać nad żoną po wyjeździe do Szkocji. Poznali się na studiach historycznych, ślub wzięli po obronie prac magisterskich i wyjechali.
Prezes Wołek jeździ tam na wózku widłowym. Złości się, że musi pracować fizycznie. Frustrację wyładowuje na żonie – najpierw popycha, krzyczy albo ignoruje. Gdy ona nie zgadza się z jego zdaniem lub gdy zachowuje się inaczej, niż on sobie życzy – karze ją. Na przykład brakiem snu. Przez całą noc – sam nie śpi, bo zarywa nocki na grach strategicznych – polewa ją zimną wodą.
Potem pojawiają się wyzwiska: idiotka, nierób, pasożyt.
Mówi: – Beze mnie nic nie znaczysz.
W Szkocji rodzi im się córka, ale teściowej, która chciałaby wnuczkę zobaczyć, zakazuje przyjeżdżać w odwiedziny. Żonie zabrania dzwonić do rodziców w jego obecności.
„Słuchaj mojej matki” Po powrocie do Polski kupują mieszkanie, którego współwłaścicielką ma być także matka Wołka.
Zbuntowany narodowiec z Lublina: – Są ze sobą bardzo zżyci. Na wyjazdach z weteranami do Holiszowa zawsze śpią razem w pokoju. W Polsce, w obecności matki, agresja narasta. „Masz wykonywać polecenia, moje i mojej mamy. Inaczej będę cię traktował jak sukę” – oznajmia. Innym razem: „Mamusia jest chora psychicznie” (do córki), „A spierdalaj z tym dzieckiem”, „Pasożyty, jecie sobie na mieście, a mnie zostaje jakiś syf” (wyrzuca jedzenie dziecka do kosza).
„Patrz, mamo, zwierzęta mają przynajmniej instynkt. A ta?” – pyta matkę, pokazując swoją żonę palcem. Lubi taką zabawę: pstryka jej palcami po głowie tak długo, aż wyprowadzi z równowagi. Wrzeszczy, że nie uprasowała mu majtek.
Całą karierę Karola Wołka można by zmieścić w październikach i teraz też jest październik (26): on krzyczy i popycha, ona bierze córkę na ręce i próbuje uciec do innego pokoju. Wołek zagradza im drogę w korytarzu. Szarpie, uderza pięścią w twarz. Gdy ona się przewraca, kopie ją, leżącą na ziemi.
Ona ściska w tym czasie ich roczną córkę.
Obok, w kuchni, siedzi w milczeniu jego matka.
„Nie przesadzaj” – mówi, gdy słyszy płacz synowej.
Tego dnia żona decyduje się wyprowadzić do rodziców (on ma zdążyć jeszcze wypłacić z konta ich wspólne oszczędności, a także pieniądze z jej konta).
Obdukcja lekarska wykazuje ślady pobicia. Policjantka na komendzie nie chce jednak przyjąć zgłoszenia. Jedno przywalenie pięścią, proszę pani (macha ręką), jaka to przemoc, w każdej rodzinie się zdarza – od czasu do czasu. Zostaje przyjęte dopiero po interwencji prokuratora.
Sprawa za psychiczne i fizyczne znęcanie się nad żoną (dziś już byłą) toczy się jednak przeciwko prezesowi Wołkowi od 2012 roku. W 2015 roku został już raz skazany na sześć miesięcy więzienia w zawieszeniu. Wyrok został jednak uchylony, sąd wyższej instancji doszukał się uchybień formalnych. Sprawa ruszyła ponownie, prokuratura podtrzymuje zarzuty i toczy się do dzisiaj. – Pan Karol Wołek robi wszystko, co możliwe, by odwlec ogłoszenie wyroku – mówi Franciszek Piątkowski, pełnomocnik byłej żony prezesa Wołka.
To znaczy: zgłasza się z nowymi wnioskami dowodowymi, żąda powołania nowych biegłych.
Na kolejną rozprawę w sprawie znęcania się nad żoną Karol Wołek również przychodzi z matką. On spokojny, cichy, ale pewny siebie. Ona cicha, elegancka, chłodna.
Przed wejściem na salę dyskutują o „żołnierzach wyklętych”.
Sam, w euforii, przepytuje biegłego, a potem swoją matkę, wezwaną na świadka.
– Oglądałam telewizję z synem, gdy nagle synowa weszła do pokoju i kazała mi się wynosić z domu. Była agresywna – zeznaje matka.
Pełnomocnik poszkodowanej: – Ale czy to znaczy, że to pan bał się żony?
Cisza.
– Tak, bałem się – odpowiada Wołek, odwraca się w stronę publiczności i posyła jej szeroki uśmiech od ucha do ucha.
I tym razem rozprawa nie ma finału – oskarżony składa wniosek o przesłuchanie pracowników firmy, która sześć lat temu pomagała jego byłej żonie w przeprowadzce, czy pamiętają na jej twarzy siniaki.
Wzorce rodzinne „Czyny przodków dostarczają wzorców postępowań, na podstawie których każda wspólnota ludzka wychowuje kolejne pokolenia. W ten sposób następuje przekazanie wartości, wiary, kultury, wiedzy i tradycji między kolejnymi generacjami. Dla funkcjonowania państwa narodowego wychowywanie obywateli w jednym systemie wartości narodowych i obywatelskich jest warunkiem przetrwania (...). Celem naszego działania jest kształtowanie młodzieży, która jest białą kartą i nie jest »zarażona” sposobem myślenia okupanta komunistycznego. Czasem lubię powtarzać zdanie: »Wychowajmy dzieci komunistom«. (...) musimy być zorganizowani i połączeni wspólną tradycją państwową, która dostarcza jasnych i konkretnych wzorców zachowań patriotycznych i obywatelskich” – pisze Karol Wołek w artykule „Przywracanie pamięci narodowej” (kwartalnik „Myśl.pl”, nr 2/2017).
„Zarabiam 26 złotych brutto miesięcznie” – pisze też prezes Wołek w kolejnej sądowej sprawie, właśnie pozywa córkę o zmniejszenie alimentów z 400 do 100 złotych miesięcznie (dziś jest już siedmioletnia, sąd orzekł, że może się widywać z ojcem tylko w obecności matki).
Swoje 26-złotowe dochody dokumentuje PIT-em. Żali się, że ma kryzysową sytuację materialną, o wiele gorszą niż po rozwodzie.
„Wtedy – tłumaczy we wniosku – pracowałem w swoim zawodzie nauczyciela historii i wiedzy o społeczeństwie”. Tłumaczy, że stracił pracę, a szkoła jest na etapie likwidacji.
„W moim zawodzie jest obecnie bardzo trudno o znalezienie pracy ze względu na niż demograficzny. Placówki ze względu na reformę edukacji są likwidowane, a etaty ograniczane lub obcinane w taki sposób, żeby dotychczasowi nauczyciele dotrwali do emerytury, na ułamkach etatu”. „Żyję bardzo skromnie”.
Na Facebooku zamieszcza jednak zdjęcia za kierownicą całkiem nowej kii optima.
Dzwonię do Szkoły im. Czechowicza w Lublinie. – Pamiętam! Dobry nauczyciel, żeby wszyscy tacy byli. Dzieci go lubiły – mówi Beata Teter, wicedyrektorka szkoły.
– To dlaczego został zwolniony?
– Zwolniony? No skąd. Sam odszedł. Podobno miał bardzo dużo pracy w tej swojej fundacji.
Oprócz prezesowania Związkowi Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych Wołek kieruje dwiema fundacjami i jednym stowarzyszeniem.
Wszystkie trzy mają siedzibę w mieszkaniu jego matki. Skład zarządów fundacji jest skromny, ale stabilny – prezesem jest zawsze Karol Wołek, a wiceprezesem lub skarbnikiem jego matka Bożena.
Stronę internetową posiada jedynie Fundacja im. Kazimierza Wielkiego.
(„Nazwa nie jest przypadkowa, skrót FKW miał pasować do jego imienia i nazwiska” – tłumaczy zbuntowany narodowiec z Lublina).
Na stronie fundacja zachęca m.in. do przelewania 1 procentu z podatku, choć zgodnie z prawem nie może go pobierać (bo nie jest wpisana na listę organizacji pożytku publicznego). Trudno w pierwszej chwili zorientować się, że dane, które podaje fundacja, należą do innej organizacji Wołka – Stowarzyszenia im. Kazimierza Wielkiego (wpisane jako OPP).
Najmłodsza, Fundacja Amor Patriae, ma się z kolei zajmować krzewieniem wartości patriotycznych oraz handlem detalicznym.
Zakłada ją w maju 2016 roku. W prestiżowej lokalizacji Pałacu Parysów Wołek razem z Wojciechem Rowińskim (skarbnik ZŻ NSZ) prowadzą tu dzięki fundacji przez kilka miesięcy sklep z odzieżą patriotyczną.
– Pieniądze, które zarabiamy, wydajemy na pomoc kombatantom – zapowiada Wołek w lokalnej prasie niedługo po otwarciu. Jednak potem sklep się zwija. Szyld wisi do dziś, ale w środku pustki.
– Nie wynajmujemy już powierzchni Fundacji Amor Patriae – mówią mi w spółce Menora, która zarządza lokalami, związanej z Józefem Godlewskim, królem Herbapolu. Więcej nie chcą powiedzieć.
– Tak, prowadziłem tam z nim sklep. Z „Wyborczą” jednak nie rozmawiam – rozłącza się Rowiński. Fundacja Amor Patriae do tej pory nie złożyła sprawozdań finansowych w KRS i nie rozliczyła się z działalności.
Z Krajowego Rejestru Sądowego (oddział w Świdniku) wyciągam za to sprawozdania finansowe drugiej – Fundacji im. Kazimierza Wielkiego. Przychody dwuosobowej, rodzinnej fundacji, zarejestrowanej w prywatnym mieszkaniu matki, robią wrażenie.
W 2015 roku to 408 tysięcy złotych (316 tysięcy z darowizn, 90 tysięcy z dotacji). Zysk: 136 tysięcy. W roku 2016 – 358 tysięcy złotych przychodu i 185 tysięcy zysku. Fundacja zatrudnia tylko jedną osobę – matkę prezesa.
Wycieczka za 45 tysięcy Przykładowy program dnia: godzina 5.30 zaprawa, 6.15 kąpiel, 6.30 śniadanie, 7.45 apel i modlitwa NSZ. Od godziny 8 – postawy strzeleckie, ogień, manewry i wynoszenie z pola walki. Od 14 – noże i broń krótka. O 20 czyszczenie broni, 21.30 modlitwa NSZ. 21.45 – capstrzyk.
Na taki 10-dniowy obóz szkoleniowy dla młodzieży, organizowany w 2017 roku przez Związek Żołnierzy NSZ, Karol Wołek dostał z Ministerstwa Obrony Narodowej dotację 49 tysięcy złotych. To nie zaskoczenie, bo państwowe pieniądze płyną szeroko na wszystko, co ma związek z „żołnierzami wyklętymi”. Haczyk jest gdzie indziej.
– Więc to jest tak: w sprawie dotacji prezes idzie do urzędów jako prezes Związku Żołnierzy NSZ. To poważna, uznana w środowisku narodowym organizacja kombatancka, opiekuje się weteranami. Ale umowy na dotacje projektów podpisuje jednak na swoją prywatną fundację, którą prowadzi razem z matką. Związek, którego prezesurę wykorzystuje, nic z tego nie ma – opowiada bliski współpracownik Wołka.
– Człowiekowi honoru nie przystoi zarabiać na dwóch rzeczach – komentuje z kolei zbuntowany narodowiec z Lublina, kiedy zdzwaniamy się kolejnego wieczoru. – Na kurewstwie nie wolno zarabiać, tak uważam, i na patriotyzmie też. Kurde, a tu wszyscy już wiedzą, że się pan zajmuje tematem. Nerwowa atmosfera. I rozglądanie się, który to dał cynk.
– A myślałem, że macie dość prezesa.
– Jasne, ale tego, kto wam doniósł, nikt szanować nie będzie.
Przeglądam faktury, umowy, wnioski.
W ciągu dwóch lat rządów PiS tylko z Urzędu ds. Kombatantów na Fundację im. Kazimierza Wielkiego Wołek dostał ponad 100 tysięcy złotych (w 2015 – 55 tysięcy, w 2016 – 39 tysięcy, w 2017 – 33 tysiące). Tyle miały kosztować m.in. rajdy piesze dla młodzieży i szkolne konkursy literackie (to statutowe zadania Związku Żołnierzy NSZ, którego jest prezesem, tymczasem Związek dostaje równe zero). Ponad 500 tysięcy złotych dotuje fundację Wołka Ministerstwo Obrony Narodowej.
Na przykład – autokarowa wycieczka w 70. rocznicę wyzwolenia niemieckiego obozu koncentracyjnego w Holiszowie przez Brygadę Świętokrzyską NSZ (wystąpienie z pocztem sztandarowym, spotkanie z władzami, położenie wiązanek i zapalenie zniczy) ma kosztować 45 tysięcy złotych. Nocleg i wyżywienie było we własnym zakresie weteranów. Co kosztowało tak dużo?
„Wydrukowaliśmy 20 tysięcy kolorowych ulotek w języku czeskim i angielskim o wyzwoleniu obozu” – pisze Wołek w rozliczeniu dotacji z Urzędem ds. Kombatantów (choć w uroczystościach brało udział kilkudziesięciu weteranów, kilku przedstawicieli miejscowych władz).
10 tysięcy złotych Wołek liczy za „promocję za pośrednictwem relacji prasowych, zdjęciowych, filmowych z przebiegu uroczystości”.
20 tysięcy złotych to koszt reprezentacji, przemarszu, wyposażenia, umundurowania Grup Rekonstrukcji Historycznej NSZ i pocztów sztandarowych” (choć to wolontariusze).
Rok później po pieniądze na wyjazd do Holiszowa Wołek zgłasza się do ministra obrony narodowej. Tym razem koszt autokarowej wycieczki ma wynieść już 122 tysiące złotych (prosi o 109 600 dotacji).
Rajd Pieszy im. Wincentego Sowy ps. „Vis” (dla młodzieży, po lasach wokół Janowa Lubelskiego) ma kosztować prawie 30 tysięcy złotych (MON daje 19 tysięcy).
Fundacja dostaje też na wydawnictwa i konkursy (Ogólnopolski Konkurs o Żołnie-rzach Wyklętych, „Przesłanie informacji o konkursie do mediów” – koszt 10 tysięcy złotych). Wołek zgłasza się także do MON-u po 300 tysięcy złotych na film – tytuł: „Dzik z NSZ”.
Kapujesz już? – pyta bliski współpracownik Wołka. – To dlatego tak wkurzył ludzi w środowisku. Przemoc domowa i alimenty to jedno. Chodzi o to, że pieniądze przeznaczone na cały Związek Żołnierzy NSZ i jego cele, ze wszystkimi regionami, poszły sobie teraz bokiem prosto do Wołka.
Srebrny Krzyż samozasługi Na wręczenie Krzyża Zasługi (12 grudnia) prezes Wołek wkłada czerwony krawat w paski. Ze wzruszenia szklą mu się oczy. W imieniu prezydenta odznaczenie przypina mu wojewoda lubelski Przemysław Czarnek.
To sympatyk narodowców, desant PiS-u na urząd wojewódzki w Lublinie – wcześniej był prawnikiem w biurze poselskim posła PiS z Zamościa Sławomira Zawiślaka.
Gdy o odznaczenie pytam w Kancelarii Prezydenta, odpowiadają, że Srebrny Krzyż Zasługi dla Wołka to właśnie inicjatywa i pomysł wojewody Czarnka.
Wojewoda jednak zaprzecza. Tylko formalnie opiniował, że tak, owszem, prezes Wołek „wykazuje się znaczącym zaangażowaniem zarówno w pracy zawodowej, jak ofiarnej działalności publicznej”.
– Czyli kto go zgłosił do orderu?
„Inicjatorem uhonorowania Karola Wołka był poseł na Sejm RP prof. dr hab. Jacek Kurzępa, który skierował wystąpienie w tej sprawie do Kancelarii Prezydenta RP” – odpisuje wojewoda palcami rzecznika Radosława Brzózki.
Jacek Kurzępa to poseł PiS-u z lubuskiego. Dzwonię.
– Order dla kogo? Z Lublina? – pyta poseł. – Grzechu... – mówi do mnie, choć pierwszy raz w życiu z nim rozmawiam. –...To jakaś pomyłka. Nie znam w ogóle takiego człowieka.
– Nie prosił pan o jego odznaczenie?
– A w życiu. Grześku, przecież ja jestem z województwa lubuskiego, a nie lubelskiego. Więc ktoś tu się pomylił. Do widzenia – mówi.
Dzwonię kilka dni później, zaopatrzony w dowody.
– Przecież pisał pan: „Pragnę zaproponować do uhonorowania…” i tak dalej. „Każda z wymienionych osób przyłożyła zasługi dla państwa i obywateli spełniając czyny przekraczające zakres ich zwykłych obowiązków. Ponadto było to związanie z ich niezwykłą ofiarnością na forum publicznym. W oczekiwaniu na pozytywne rozstrzygnięcie”. I pański podpis.
– Grzechu, zgłupiałem, naprawdę. Musiałbym sprawdzić.
– Ależ Jacusiu – mówię, bo zirytowała mnie ta familiarność – Kancelaria sfałszowała podpis?
– Powiem szczerze. Czasem podpisuje się wnioski o odznaczenia, chociaż człowieka się nie zna. Nie sprawdzam, ufam kolegom.
– Ale Wołka to chyba pan zna? Wystąpił pan z nim podczas sejmowej konferencji dotyczącej „żołnierzy wyklętych”.
– Teraz sobie przypominam. Muszę to jeszcze sprawdzić.
Kilka dni i kolejny telefon później poseł w mailu pisze wyjaśnienia:
„W roku ubiegłym przygotowując się do obchodów Dnia Żołnierzy Niezłomnych i corocznym spotkaniu 1 marca w Sali Kolumnowej Sejmu, intencją naszą, grupy posłów (których ja reprezentowałem) jako główny organizator, powieliliśmy intencję podziękowania poprzez rekomendacje o odznaczenia państwowe grupy społeczników, ludzi dobrej woli (…). Wśród wielu podanych na liście zaproponowanej znalazł się Pan Karol Wołek”.
Poseł przyznaje, że „nie uwzględnił konieczności dokonania rozpoznania, czy jakieś kompromitujące fakty nie uchylają zasadności rekomendacji”.
W Lublinie mówi się za to, że Karol Wołek sam sobie ten krzyż załatwił:
– Jak to załatwił?
– Normalnie – tłumaczy mi zbuntowany narodowiec. – Zwrócił się do posłów, w imieniu całego związku, z prośbą o przyznanie krzyża zasłużonemu, czyli dla siebie. Wojewoda klepnął, no i jest. Ale słyszałem, że wojewoda poprosił ostatnio, żeby go na uroczystościach więcej z prezesem Wołkiem nie fotografować. Więc się chyba w końcu na prezesa wkurzył. U nas też się ruszyło. Kilka osób ze środowiska podobno pracuje nad listem protestacyjnym w sprawie prezesa. Będzie rozsyłany do kogo trzeba. Ale to potrwa. Na razie nie mogą dojść do porozumienia, co powinno się w takim liście znaleźć.
Doszli. Wysłali listy do MON-u, IPN-u i Urzędu ds. Kombatantów. Jeden jest o fundacji Wołka, która „podszywa się pod związek”, drugi o sprawie karnej i alimentacyjnej.
„(...) Utracił moralne prawo do reprezentowania środowiska żołnierzy i spadkobierców NSZ (...) nie jest godzien prezesury ZŻ NSZ (...) powinien złożyć urząd albo zostać odwołany (...) objęty infamią (...) zostać potraktowany tak, jak na to zasłużył”. Oświadczenie podpisali m.in. Artur Zawisza (były poseł) i Andrzej Turkowski (były dyrektor Agencji Filmowej TVP).
Prezes Karol Wołek odmówił rozmowy i odpowiedzi na jakiekolwiek pytania.
Niektóre dane moich rozmówców ze względu na ich prośbę zostały zmienione
http://wyborcza.pl/duzyformat/7,127290,23296034,narodowcy-donosza-na-prezesa-do-wyborczej-smiertelny-wrog.html
submitted by SoleWanderer to Polska [link] [comments]


2017.05.29 14:32 SoleWanderer Wzruszyła mnie ta historia

Anony, nie uwierzycie co mnie spotkało jakiś tydzień temu. Do dzisiaj siedzę i łkam w poduszkę na samą myśl o tym. Otóż w poniedziałek miałem ostatni egzamin na tym słynnym hehe uniwersytecie. Był to jeden z końcowych etapów na drodze do upragnionego tytułu magistra administracji. Czułem, że już jestem niemal gotowy do rozsadzania urzędów administracji publicznej od środka niczym mój idol Wielce Czcigodny europoseł pan Janusz Koran-Mekke xD. Oczami wyobraźni już widziałem jak mamełe i babełe komentują dumne ze swojej pociechy: „ooo ależ to nam urzędnik wyrósł”, „a jaki przystojny kawaler”.
Żeby to jednak było realne musiałem obronić pracę magisterską („Podatek dochodowy jako reżymowy aparat represji” xD) oraz zdać przedostatni egzamin jakim są „Fundusze strukturalne Unii Jewropejskiej”. Mimo różnic światopoglądowych, przez cały miesiąc w pocie czoła studiowałem rozmaite ustawy dotyczące programów operacyjnych, projektów zintegrowanych czy krzywiźnie prącia beneficjenta funduszu spójności twojego starego xD. W domu moje wysiłki zostały dostrzeżone i zaordynowano, że przez cały miesiąc będzie na obiad ryba bo zawiera fosfor i mózg mi będzie lepiej pracował (pozdro dla kumatych XD). Super obiad. Skończyło się na tym, że musiałem się wymykać po kryjomu do KFC, gdzie sygnał wifi był tak słaby, że nie mogłem wstawiać memów wysławiających Przemysława Piwlera i pisać o otwarciu parasola w twojej dupie do lewackich śmieci.
Moją pewność siebie podnosiło dodatkowo oglądanie znanego i lubianego teleturnieju „Jeden z dziesięciu”, w którym pan Tadeusz Sznuk zawsze zadawał uczestnikom przynajmniej jedno pytanie związane z funduszami unijnymi. Codziennie o 18:50 zasiadałem przed teleodbiornikiem i czekałem na to jedno jedyne pytanie sprawdzające moją wiedzę. Kisłem sążnie, gdy pan Sznuk mówił: „panie Januszu, fundusze europejskie: czy przedstawiciele mniejszości romskiej mogą wnieść protest w trybie konkursowym?” a pan Janusz z Wejherowa odpowiedział „nie!” i aż wąs mu się zatrząsł gdy prowadzący pozbawił go jednej z trzech szans oraz pouczył, że kwoty alokacji mogą być przeznaczone dla przykładu na szerzenie wśród społeczeństwa muzyki Dona Wasyla xD.
W dniu egzaminu wstałem pełen energii z dobrym przeczuciem co do nadchodzącego dnia. Mame dzień wcześniej uprasowała mi koszulę i wystrojony w szykowny garnitur byłem prawie gotowy do wyruszenia na podbój świata. Swoją stylizację uzupełniłem jeszcze świeżo zakupioną muchą wprost ze sklepu internetowego jedynej wolnościowej partii – Koalicji Odnowy Rzeczpospolitej Wolność i Nadzieja (w skrócie KORWiN) z dyskretnym wzorkiem w logotyp tejże. Widząc w lustrze swój modny i podszyty wielkomiejskim sznytem wygląd poczułem przypływający wygryw. Dla pewności zażyłem dwie pigułki stoperanu xD, bo stres motzno, a resztę schowałem do wewnętrznej kieszeni marynarki. Przed wyjściem spryskałem się jeszcze eleganckimi perfumami marki Playboy, na wszelki wypadek w razie gdyby jakaś loszka usiadła koło mnie w autobusie, to żeby pomyślała, że oto sam potomek Hugh Hefnera postanowił zobaczyć jakimi środkami lokomocji porusza się udręczona kasta podludzi. Nie usiadła żadna smutnazaba.png.
Wszedłem na swój wydział dumnym krokiem, wypinając klatkę piersiową w geście pewności siebie zgodnie z poradami słynnego kołcza Mateusza Grzesieka xD oraz starałem się jak najlepiej wyeksponować swoją szyję, na której spoczywał partyjny artefakt, tak aby wszyscy dookoła widzieli, że mają do czynienia z poważnym i oczytanym człowiekiem. Po dotarciu pod gabinet pana doktora oczom mym ukazał się las zafrasowanych studentów. Okazało się, że do tej pory egzamin zdały zaledwie dwie osoby na 30 czyli garstka polakuw xD, a pytania wykraczały dalece poza zakres zadanego materiału. Niedługo później zza zamkniętych drzwi dało się słyszeć sapanie i okrzyki typu „pakuj kurwa mandżur i wypad z pokoju!”. Egzaminowanym, który miał wypaść był mój dobry przyjaciel i druh Karolek, z którym dzieliłem konserwatywno-liberalne poglądy oraz zamiłowanie do szkalowania polskich autorytetów moralnych i duchowych. Karolek cały spurpurowiał na twarzy i w ramach rozluźnienia atmosfery powiedziałem: hehe stary, chcesz może stoperan na uspokojenie xD. Karolek spojrzał na mnie spode łba i oznajmił: mam to w piździe kurwa, bilet już kupiony, wypierdalam do Kanady, wizę też mam. Będę jeździł na koniu, patrolował lasy i się śmiał z was polskie frajery żeście takie głupie są!”.
Nie dane mi było wysłuchać tyrady Karolka do końca, bo oto nadeszła moja kolej. Raźnym krokiem wszedłem do gabinetu roztaczając za sobą woń perfum „Playboy Energy 2000 Seba Fragrance” i przywitałem się z egzaminatorem słowami „Dzień dobry, szczęść Boże!” tak jak to robi najlepszy katolicki reżyser-dokumentalista Grzegorz Braun, którego działalność jest tłumiona przez cenzorskie macki postsowieckiego sobiepaństwa. Doktor obciął mnie wzrokiem i kazał usiąść. Podejrzliwie zerknął do indeksu na pierwszą stronę i patrzy to na mnie to na zdjęcie. „Pan Anon Gałecki? Możemy przystąpić do egzaminu?”. Ja odpowiadam, że tak oczywiście panie doktorze. „Proszę powiedzieć jakie rodzaje projektów mogą być realizowane w ramach programów unijnych”. Zacząłem opowiadać o partnerstwie publicznoprywatnym oraz o projektach hybrydowych roztaczając wizje szklanych domów i szerokich autostrad.
Byłem pewien, że moja oracja jest jak najbardziej merytoryczna, lecz ku mojemu zaskoczeniu twarz doktora przybierała minę imigranta ekonomicznego, któremu odebrano zasiłek i kazano zjeść tatar xD. „Co pan sądzi o polityce spójności na lata 2014-2020?”. Odpowiedziałem, że to bardzo ważna inicjatywa mająca duże znaczenie, lecz grunt pod moimi nogami zaczął uciekać i motałem się niemożebnie. Usłyszałem jak doktor mówi pod nosem „Szymon Gajowiec, ty kurwo”. Przerwałem swoją wypowiedź w pół zdania i zaszokowany poprosiłem, że panie doktorze czy może pan powtórzyć. W odpowiedzi usłyszałem kolejne pytanie: „Czy jest pan euroentuzjastą?”. Jako że byłem niedługo po seansie amerykańskiej superprodukcji politycznej z Kevinem Spaceyem w roli głównej, zdecydowałem się odpowiedzieć twierdząco, albowiem przypomniałem sobie jak Frank Podleśny uczył widzów, że droga do władzy wiedzie przez hipokryzję.
Egzaminator w milczeniu przesunął po biurku indeks w moją stronę i spojrzał pytającym wzrokiem. Dopiero wtedy dotarło do mnie co ja annały odjebałem. Z roztargnienia zapomniałem wyjąć z indeksu karteczki z przemówieniami Wielce Czcigodnego europosła i brydżysty Jonasza Mikke, które umieściłem tam, aby dodać samemu sobie otuchy przed egzaminem. Na jednej z nich jak byk stały słowa demaskujące mój fałsz i obłudę. Doktor rozkazał: „czytaj!”. Odkaszlnąłem i starając się zachować resztki dumy i godności człowieka wyrecytowałem: „...a poza tym sadzę, że Unia Europejska powinna zostać zniszczona”.
Gdy uniosłem wzrok znad kartki moim oczom ukazał się przerażający widok. Frustracja interlokutora osiągnęła apogeum, a na biurko zaczęły kapać obfite krople potu wprost ze zroszonego czoła. Po chwili doznałem jeszcze większego szoku, ponieważ okazało się iż owe krople to nie były wydzieliny gruczołów potowych lecz połączenie wosku i laku, które momentalnie ukazały prawdziwą twarz eksperta od spraw unijnych. Był to ceniony aktor, pisarz i kabareciarz pochodzenia niemieckiego, znany z polskiej telenoweli hołubiącej wieś spokojną wieś wesołą pod tytułem M jak Miłość, Steffen Möller. Po tym jak resztki wosku skapnęły na biurko, zawył: „Nie okazywałeś mi szacunku, w twoich oczach widziałem tylko pogardę. A to boli. Jak drzazga we fiucie”.
W tym momencie rozjuszony Niemiec rzucił się na mnie i przewrócił razem z krzesłem na ziemię. Z bliska dojrzał logo partii KORWiN na mojej muszce co rozwścieczyło go jeszcze mocniej. Swoimi silnymi dłońmi złapał sznur mojego modnego dodatku i zaczął mnie dusić, śpiewając przy tym najsłynniejszy fragment IX symfonii Ludwiga van Beethovena znany szerzej jako „Oda do radości”. Daleko mi było wtedy do tego stanu, więc zamiast docenić popis wokalno-muzyczny niemieckiego aktora, ze wszystkich sił skupiłem się na wyrwaniu spod morderczego jarzma neonazistowskiego ucisku bezlitosnych rąk. Turlaliśmy się po podłodze w tę i nazad połączeni śmiertelnym węzłem nienawiści, w groteskowej i nowoczesnej interpretacji średniowiecznego danse macabre. Jak się szybko okazało makabra miała dopiero nastąpić, bo nagromadzenie pecha tego dnia było największe w całym moim kuc-życiu. Anoniusze, stoperan, który zażyłem przed egzaminem okazał się być przeterminowany. Cały stres i emocje z dnia, uderzyły ze zdwojoną siłą w tył moich garniturowych spodni przebijając je na wylot. Dwie sekundy później cały byłem pokryty kaskadą obrzydliwej brązowej mazi o przykrym zapachu.
Sztefen Myla w momencie oddania defekacyjnej salwy honorowej natychmiast mnie puścił i odskoczył. Umilkł na moment i z pewną dozą refleksji spojrzał na moją skundloną postać leżącą na podłodze w pozycji embrionalnej. W zamyśleniu orzekł uroczystym tonem i nienaganną polszczyzną: „tu przerwał lecz róg trzymał, wszystkim się zdawało...”. Mimo otępienia i umysłowego paraliżu doskonale wiedziałem, że Sztefen cytuje naszą narodową epopeję „Pan Tadeusz” autorstwa Adama Mickiewicza. W moim brzuchu stoperan nadał siał spustoszenie, co dało się słyszeć w postaci bulgotów, które wybrzmiewały z moich trzewi. Mimo to byłem w stanie wydobyć z siebie głos: „...że Wojski wciąż gra jeszcze, a to echo grało” - wysapałem wyczerpany i upokorzony. Niemiec kiwnął głową ze zrozumieniem i sięgnął do szuflady biurka wygrzebując z niej mały pakunek. Nie zdążyłem zobaczyć co to jest, a już przemknęła mi przed oczami jak błyskawica dłoń stałego bywalca programu „Europa da się lubić”, która przed kilkoma minutami mnie karciła i dostałem solidną lepę na czoło. Sztefen w milczeniu wziął lusterko i przystawił mi je do twarzy. To była naklejka faszystowskiej organizacji KOD - „Komitet Obrony Demokracji”, która stała się symbolem mojego upokorzenia. Spojrzałem na swojego oprawcę, a ten automatycznie odburknął: „Grozisz mi?”. Wydukałem, że nie nie nie. Sztefen jakby mnie nie słuchał, odpowiedział tylko: „Mam czarny pas w poniżaniu” i rzucił mi październikowy numer konserwatywno-liberalnego tygodnika „Najwyższy Czas!” z okładką najwybitniejszego polskiego europosła i hasłem: „Wybierzmy wolność!” (pic rel).
Jako że była to jedyna rzecz za pomocą której mogłem zetrzeć z siebie chociaż część brązowych śladów upodlenia, wizerunek mojego idola szybko pokryty został ekskrementami hańby. Tego człowieka zbezczeszczono i tym razem nie były to te słynne sądowe kurwy, powtarzam sądowe kurwy. Sztefen spojrzał na moje żałosne oblicze po czym otworzył drzwi do gabinetu, aby ciekawscy studenci mogli zobaczyć ten przykry obraz masakry. Koledzy i koleżanki w niedowierzaniu patrzyli na moją skuloną osobę i wytykali palcami, jednocześnie zatykając swoje nosy. „Ecce homo!” - krzyknął Sztefen a tłumek w drzwiach zamilkł. Spojrzałem po twarzach swoich znajomych po czym odparłem: „A gawiedź wierzy głęboko, czucie i wiara silniej do mnie mówi niż mędrca szkiełko i oko”.
Pan Moller odrzekł, że następuje koniec przedstawienia a do mnie się zwrócił tymi słowami: „Wypierdalać za bramę raz kurwa! Nie umiesz normalnie gadać z obywatelem to wypierdalaj za bramę, bo ci znowu pocisnę po rajtach!”. Reszcie studentów zapowiedział, że w wyniku zaistniałych okoliczności egzamin odbędzie się w innym terminie i że wszyscy się chyba czegoś nauczyliśmy, sugerując tym samym, że zdawalność powinna być o wiele lepsza. Wiedząc, że chociaż tyle dobrego wynikło z moich cierpień, wychodząc przygarbiony z gabinetu zdobyłem się na okrzyk: „Droga dla wolności!”. W ten oto sposób zostałem Winkelriedem administracji umożliwiając moim pobratymcom bezstresowe ukończenie studiów.
Nie wiem co stanie się ze mną dalej, pisząc te słowa łzy same napływają mi do oczu i nie mogę przestać się drapać po swoich kuklach. Uważajcie Anony na tego człowieka proszę, bo i wam może pewnego dnia zepsuć świetnie zapowiadającą się karierę.
submitted by SoleWanderer to Polska [link] [comments]


2016.11.07 18:42 ben13022 Jak wstąpiłam do ONR [Duży Format]

„Będę czekał na Panią w południe przed wejściem do kawiarni Cafe Misja. Sprawą stolika i rezerwacją zajmę się osobiście” – pisze do mnie w czerwcu Jacek Rajewski z ONR w Poznaniu. Wysłałam wcześniej odpowiedź na ankietę rekrutacyjną: że chcę walczyć o wartości narodowe i katolickie – Bóg, Honor, Ojczyzna, że pradziadek działał w Stronnictwie Narodowym pod przewodnictwem Romana Dmowskiego, że prababcia pochylała się nad żywotami świętych.
Rekrutacja Przed poznańską kawiarnią widzę chłopaka w koszulce, włosy ścięte krótko przy głowie, uśmiecha się do mnie. Przyszedł na spotkanie z książką Jana Mosdorfa, przywódcy ONR w okresie międzywojennym, autora deklaracji ideowej ONR, antysemity.
– Jakie masz plany względem organizacji? – pyta, gdy siadamy przy stoliku.
– Pisałam w ankiecie – chciałabym uczyć młodych ludzi wartości patriotycznych i religijnych – głos mi drży.
– Spokojnie, nie denerwuj się – uśmiecha się.
– Śpieszyłam się, serce mi szybciej bije – biorę głęboki wdech. – Mogę prowadzić wykłady w organizacji, jestem polonistką, w rodzinie mam nauczycieli.
Uśmiecha się, ale nie odpowiada. Nie pyta o moje poglądy, ale – jak mówi – nim zostanę członkiem ONR, muszę przejść roczny staż kandydacki i zdać egzamin z lektur. Mówi o planach ONR w Poznaniu, na przykład o rozdawaniu zupy bezdomnym.
– Znasz kogoś z anarchistów? – pyta.
– Nie.
– Możemy organizować podobne akcje do nich, jak ta z zupą, czy bronić eksmitowanych lokatorów.
Opowiada z podziwem o nacjonaliście rumuńskim Corneliu Zelei Codreanu (antysemita, założyciel Żelaznej Gwardii, partii faszystowskiej. Jego portret zobaczę później w krakowskiej siedzibie ONR), jak edukował chłopów na rumuńskich wsiach. Mam wrażenie, że Rajewski mówi do mnie, jakby monologował.
Ma 24 lata, studiuje bezpieczeństwo narodowe na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu (wcześniej dwa lata historii), pracuje w barze. W ONR działa w sekcji gospodarczej, handluje gazetą wydawaną przez organizację. W liceum był kibicem klubu żużlowego i tam nauczyli go patriotyzmu, np. organizowali akcje upamiętniające „żołnierzy wyklętych”, był z nimi na Marszu Niepodległości.
– Dawno nie rozmawiałem z nikim o ideach, bo z kolegami z ONR obgadujemy tylko bieżącą politykę. Teraz, w wakacje, niewiele się dzieje, ale będzie rocznica poznańskiego Czerwca 1956, odezwę się – mówi.
Dostaję regulamin stażu kandydackiego. Staż trwa rok i kończy się egzaminem z zadanych lektur. Obowiązki: mam bezwzględnie szanować innych działaczy (zwracać się do nich na zebraniach „koleżanko”, „kolego”, chyba że ktoś wyższy rangą zaproponuje przejście na ty; nie przeklinać), witać się: „Czołem (Wielkiej Polsce)”, uznać hierarchię (np. rękę wyciąga najpierw osoba wyżej postawiona i udziela głosu), przychodzić raz w tygodniu na zebrania albo zgłaszać nieobecność, nie rozmawiać z mediami na temat ONR, nie pić alkoholu przed akcjami. Jeśli złamię którąś z zasad, dostanę upomnienie. Mam na pamięć nauczyć się „Modlitwy Narodowych Sił Zbrojnych”:
Panie Boże Wszechmogący,
daj nam siłę i moc wytrwania
w walce o Polskę,
której poświęcamy nasze życie (...)
Jeszcze „Roty” i „Hymnu Młodych”, od których zaczyna się w ONR spotkania:
Złoty słońca blask dokoła,
Orzeł Biały wzlata wzwyż,
Dumne wznieśmy w górę czoła,
patrząc w Polski Znak i Krzyż (...)
Dostaję też listę lektur do egzaminu i strukturę organizacji, ale bez imion i nazwisk kierowników. Są za to sekcje: promocji, naukowo-szkoleniowa, prawna, informatyczna, kresowa i sportowa.
Nie klaszczemy Połowa czerwca. SMS od Rajewskiego: w klasztorze Dominikanów w Poznaniu jest msza święta w intencji ofiar Czerwca ’56 – „zapraszam w imieniu moich przyjaciół z ONR:). Mnie niestety nie będzie ze względu na wizytę na drugiej stronie Poznania w sprawie nowego mieszkania. Moi ludzie będą czekali za Tobą pod kościołem. Chcę, żebyś wspólnie uczestniczyła z nimi w obchodach, co Ty na to?:)”.
Cieszę się, piszę, że wspólnie przeżyjemy rocznicę.
Pod kościołem czekają trzej mężczyźni z ONR Poznań. Są w eleganckich, wyjściowych koszulach. Jest też Kinga, 22-latka, ubrana w czarny kostium, studentka. Dowodzi Mateusz Szymański, dwudziestoparolatek, ogolony na zapałkę, z zieloną opaską z symbolem falangi na ramieniu. Stajemy na dziedzińcu kościoła Dominikanów. Z głośników słychać, jak ksiądz wita prezydenta RP Andrzeja Dudę – klaszczemy. Ksiądz wita ministra finansów z PiS – klaszczemy, ministra kultury – klaszczemy, Lecha Wałęsę – nie klaszczemy, kombatantów – klaszczemy, prezydenta Poznania – nie klaszczemy, marszałka województwa z PO – nie klaszczemy, przewodniczącego rady miasta z PO – nie klaszczemy, przedstawiciela „Solidarności” – klaszczemy.
Po mszy idziemy nieopodal, na plac Mickiewicza, gdzie zaczną się obchody. Maszerujemy z kibicami Lecha, partią Kukiz, „Gazetą Polską” i Młodzieżą Wszechpolską. Ktoś skanduje: „A na drzewach zamiast liści będą wisieć komuniści”. My w ciszy. Palą się race, dym zasłania widok. Stajemy z ludźmi z prawicy przed ustawioną na placu sceną dla polityków. Przemawia Lech Wałęsa. Krzyczymy z tłumem: „TW »Bolek!«”. Obok, za barierkami, ludzie z KOD-u w odpowiedzi skandują: „Lech Wałęsa!”. Idziemy kilka ulic dalej, by złożyć róże pod pomnikiem poległych w powstaniu poznańskim.
– Wiem, że nie chcesz korzystać z Facebooka, jak napisałaś w ankiecie, ale powinnaś założyć jakieś konto, bo na nim omawiamy akcje – radzi mi Mateusz.
Zgadzam się z nim, choć boję się, że mnie zdemaskują, dlatego byłam w ankiecie niechętna Facebookowi. Wracam do domu, zakładam konto, już po chwili Mateusz dodaje mnie do tajnej grupy ONR Poznań. Wkrótce przyłączy do kolejnej, w której są działacze Obozu z całej Polski. Jest ich tam około siedmiuset. Kierownik główny ONR Aleksander Krejckant powie mi później, że w organizacji działa tysiąc osób. Wkrótce, w sierpniu, sekretarz Brygady Wielkopolskiej spyta, czy zajmę się korektą tekstów. Zgodzę się i zostanę dołączona do grupy ONR Wielkopolska, w której jest około 40 osób.
A gugu! Początek lipca. Odbieram telefon od Mateusza Szymańskiego. – Czołem! – mówi. – Jedziemy na grilla nad jezioro, chcesz?
– Czołem! Chętnie.
Przyjeżdżam. Znajduję ich na końcu plaży jeziora Rusałka w Poznaniu. Rozkładamy ręczniki, chłopcy rozbierają się do kąpielówek, ja w stroju. Pływamy, opalamy się. Mateusz czyta coś w telefonie.
– Szukam przepisu na ciastka. Jak przyjdę do domu, to sobie upiekę – mówi.
Obok mnie Ania. Ma 29 lat, włosy farbowane na rudo, dziewczęca uroda i flaga Polski na rękawie bluzy. Wyjmuje z wózka dwuipółmiesięczną córkę. Odsłania pierś, karmi. Podchodzi jej mąż Michał Piernicki, 24 lata, na przedramieniu tatuaż Polski Walczącej, włosy ścięte przy skórze, działacz ONR. – Idź na ławkę – nachyla się do żony i mówi trochę przerażony, ścisza głos. Pokazuje głową na miejsce oddalone o kilkanaście metrów. Żona go ignoruje. Michał czuje, że nic nie wskóra, biegnie grać w piłkę z chłopakami.
Gdy się pakujemy, chłopaki stoją nad wózkiem, Mateusz, kierownik ONR, najbliżej. – A gugugugugu... – śmieje się do dziecka.
Pielgrzymka W połowie lipca ma się odbyć I Piesza Pielgrzymka Narodowców na Jasną Górę. Mówił mi o niej Rajewski podczas rozmowy rekrutacyjnej. Pielgrzymować mają różne środowiska nacjonalistów, np. Młodzież Wszechpolska i ks. Jacek Międlar. Chcę iść, dopytuję. Dzwonię do Mateusza Środy, koordynatora ONR w województwie małopolskim. Zapisuje mnie. Mówi, że pójdzie tylko kilka osób.
17 lipca. Jadę do Krakowa, skąd mamy pójść pieszo do Częstochowy Szlakiem Orlich Gniazd.
Jestem w siedzibie ONR w Krakowie, koło dworca, w budynku na parterze. Na błękitnych ścianach obraz Matki Boskiej Częstochowskiej, Chrystusa Króla i Michała Archanioła. Pod nimi szczerbiec – miecz koronacyjny królów polskich, przedwojenny symbol ruchu narodowego. Dalej portrety Jana Mosdorfa, Romana Dmowskiego, Leona Degrelle’a (członek SS, ulubieniec Hitlera). Jest worek bokserski zawieszony na łańcuchu, dalej kuchnia, łazienka, biblioteczka – kilkadziesiąt lektur religijnych i historycznych. Na ziemi „Dziennik” Anny Frank, żydowskiej dziewczynki, która zginęła w obozie koncentracyjnym.
– Czytałeś to? – pytam Mateusza.
– Nie. Znasz postaci z portretów? Degrelle’owi wymazaliśmy na portrecie znak SS, bo nie lubię szowinistycznego nacjonalizmu.
Mateusz tłumaczy, że trafił do ONR prawie sześć lat temu jako niedojrzały chłopak, który nie wierzył w Boga. Zainteresował się historią, kolega mu pożyczył lektury, zaczął chodzić na msze i uroczystości patriotyczne. Półtora roku temu się nawrócił, choć jego rodzice chodzą do kościoła od święta. Jego ojciec nie akceptuje, że syn jest w ONR, choć Mateusz nie umie sprecyzować poglądów ojca.
W kuchni otwiera szafę. Wyciąga z niej książki wydane przed dziesięcioleciami – życiorys i opis pogrzebu Romana Dmowskiego. Bierze jedną, otwiera na stronie z cytatami w językach obcych.
– Popatrz, nie są przetłumaczone na polski, bo ludzie znali wtedy języki – mówi z podziwem.
Idziemy z pielgrzymką. Ja, Mateusz, Robert, ks. Łukasz Szydłowski z Bractwa Kapłańskiego Świętego Piusa X (lefebryści, przekonani o kryzysie wewnątrz Kościoła, do którego przyczyniają się m.in. masoni, odrzucają część postanowień Soboru Watykańskiego II) i dziewczyna, też Justyna, wierna Bractwu Piusa X.
Idziemy kilkadziesiąt kilometrów dziennie po łąkach i lasach. Czasem gubimy się i nadrabiamy drogę. Rano msza, trzy razy dziennie różaniec, także po łacinie, Anioł Pański, wykład, np. o historii bractwa, śpiewanie pieśni maryjnych. Samochód z naszymi bagażami prowadzi Mateusz, więc idziemy we trójkę.
W przerwie między modlitwami Robert przekonuje żarliwie: – Mam kolegę geja – mówi. – Ale homoseksualiści nie mogą mieć praw na przykład do małżeństwa, bo będą dawać zły przykład dzieciom.
Księdzu spuchło kolano, bolą go stopy, ma za małe buty. Nocleg w jednej z parafii, proboszcz prowadzi nas do pomieszczenia, które wygląda na dawną kaplicę, i znika w drzwiach. Przygotowujemy kolację. Robert prosi ks. Łukasza o wykład z teologii. Robert mówi mi o Żydach z żarliwością wykładowcy.
– Czuliśmy się wykluczeni jako Polacy, bo Żydzi zajmowali ponad 50 procent miejsc na niektórych kierunkach wyższych uczelni.
Siadamy do stołu.
Dzień przed wejściem na Jasną Górę przychodzimy do parafii św. Józefa Rzemieślnika w Częstochowie. Proboszcz gości nas na plebanii, pokazuje pokoje, zaprasza na kolację. Jesteśmy zdenerwowani, bo biskupi Kościoła katolickiego niechętnie patrzą w Polsce na lefebrystów. W jadalni po jednej stronie stołu siedzą proboszcz, wikary, zakonnica i jacyś pielgrzymi. Po drugiej – ks. Łukasz, Robert, Mateusz, Justyna i ja.
– Z jakiej parafii jest ksiądz? – pyta głośno stary proboszcz naszego ks. Łukasza.
Robert, co powie mi później, myśli wtedy: jedz lepiej szybko, co na stole, bo zaraz nas wyrzucą. Mateusz i Justyna wstrzymują oddech i patrzą z napięciem na naszego księdza. Ks. Łukasz szepcze, że z Bractwa Kapłańskiego Świętego Piusa X. Milkną rozmowy. Czekamy. Proboszcz zmienia temat.
Żaden z proboszczów, u których nocowaliśmy w świetlicach, nie pozwolił na odprawienie mszy w kościele ks. Łukaszowi. Jeden przyznał, że bał się biskupa. Rano pijemy wspólnie kawę. Robert prosi Justynę, by powiedziała coś po śląsku. Jest studentką teologii i psychologii. W pierwszej kolejności, jak mówi, jest Ślązaczką, a potem Polką. Przekomarzają się z nią, że Śląsk jest Polski, a ona Polką. Justyna odpowiada gwarą śląską: „Kto ty jesteś, Polak mały”.
Po śniadaniu docieramy na Jasną Górę. Wchodzimy do kościoła, każdy przyklęka.
– Justyna, jak przyklękasz, to na prawe kolano albo na oba. Nie podpieraj się – tłumaczy mi Robert nauczycielskim tonem.
Idziemy do bocznej kaplicy na mszę. Z nami jest jeszcze kilka kobiet i mężczyzn z ONR z innych regionów Polski. Na koniec śpiewamy „Z dawna Polski Tyś Królową”. Wychodzimy z kaplicy, Robert ma łzy w oczach, bo wzruszyła go wspólna msza święta po łacinie. Przez całą pielgrzymkę wieczorami uczyliśmy się na pamięć słów liturgii w tym języku, żeby umieć odpowiedzieć księdzu.
Idziemy na dworzec PKP.
– Martwisz się, że na pielgrzymce szły tylko trzy osoby? – pytam Mateusza, gdy wsiadamy do pociągu. Jedzie do Piotrkowa Trybunalskiego, do domu rodziców.
– Wszystko mi zawsze wychodzi – żali się. Staram się go pocieszyć.
– Czołem i z Panem Bogiem – mówi w drzwiach pociągu, gdy wysiada.
Zakon Dwa tygodnie po pielgrzymce zostaję zaproszona na spotkanie tzw. Zakonu. Kieruje nim niejaki Antoni Myśliński. To pion ONR, który „zgłębia religijność oraz mistycyzm w duchu walki z modernizmem w Kościele, islamizmem i masonami” i zajmuje się „akcjami przeciwko antykatolickim ośrodkom w kraju”.
Wstęp do Zakonu to trzy stopnie. Pokonuję pierwszy: odmawianie różańca, czytanie zadanych książek, udział we mszy w Bractwie Piusa X, który wystarcza, by w ostatnią sobotę sierpnia pojechać na zjazd Zakonu w Warszawie. Znajome twarze: Robert Bąkiewicz, Mateusz, małżeństwo Klaudia i Karol i jeszcze jeden chłopak z ONR, którego nie znam.
Karol ma 27 lat, studiował historię i administrację, jako student pisał do gazetki kibiców Korony Kielce. W Kielcach pracował w dawnym więzieniu UB jako przewodnik. Odmawiamy wspólnie różaniec w kaplicy bractwa, potem słuchamy Antoniego. Stoi przed nami w koszuli, spodniach, chodzi po sali jak nauczyciel. Mówi, że odszedł oficjalnie z ONR, bo wyjeżdża do seminarium Bractwa Piusa X. Jednemu z nas przekaże kierownictwo nad Zakonem. Zawiesza głos. Po chwili dodaje, że „Robertowi, głowie rodziny”. Robert nachyla się do mnie i szepcze: – Będę to musiał jakoś pogodzić z nową funkcją współorganizatora Marszu Niepodległości.
Antoni kontynuuje.
– Przypominam, że jednym z zadań Obozu Narodowo-Radykalnego jest dążenie do tego, aby jak najwięcej rodaków zbawiło swoje dusze. Musicie szerzyć różaniec w waszych rodzinach, wśród koleżanek i kolegów z ONR i ludzi spoza organizacji. Możecie też zająć się akcjami w terenie. Na przykład rozpylić śmierdzącą substancję na koncercie Behemotha.
– Szukaliśmy już takiej w internecie – przerywa Klaudia.
– Moglibyśmy zrobić to kolejno w kilku miastach – mówi ktoś z sali.
– Ale jeśli zrobimy to raz, to na kolejnych koncertach nas złapią – dodaje ktoś.
Antoni, który za chwilę zostanie księdzem, doradza: – Lekarzowi, który wykonuje aborcje i zabija dzieci, można porysować samochód i zostawić list. Napisać, że jeśli się nie nawróci, czeka go kara piekła. Można dodać, że jeżeli nie przestanie zabijać dzieci, znowu porysujecie – mówi poważnym tonem. – Oczywiście nie podpisujcie się pod tym jako ONR.
– Trzeba tak to zrobić, żeby się nie dać złapać – dodaje Robert z uśmiechem.
– Dbajcie o naszą organizację, będę się za nią modlił w seminarium – kończy Antoni.
Nocuję w domu Roberta. Parterówka, wokół zieleń i drewniany stół z ławkami. Wstaję o świcie, bo jedziemy autokarem na pogrzeb „żołnierzy wyklętych” do Gdańska. Żona Roberta siedzi na dworze, przysiadam się. Trzynastoletnia córka ubrała się w sukienkę do kostek i siada obok nas. Robert, który kręci się po podwórzu, patrzy na córkę i mówi stanowczo:
– Przebieraj się, jedziesz na pogrzeb.
Córka patrzy z wyrzutem, ale bez słowa wychodzi. Wraca w jasnej spódniczce. Nie zdąży przejść progu w drzwiach, gdy Robert podnosi głos:
– Bo nie pojedziesz, ubieraj się na czarno, narzuć coś na ramiona.
Dziewczyna wychodzi. Robert załamuje ręce, że to taki wiek, że dziewczyna chce się podobać chłopakom. Żona potwierdza skinieniem i wychodzi pomóc córce, która ubiera się na czarno. Żona podaje Robertowi kanapki i termos.
Gdańsk. Stoimy na placu przed kościołem, idziemy z flagami ONR przed główne wejście do bazyliki. Robert rzuca komendę: – W dwuszeregu zbiórka!
I tak stoimy całą mszę. Na podniesienie Najświętszego Sakramentu klękamy na gołej ziemi z flagami w rękach. Robert wychodzi przed szereg, widzi, że jeden chłopak stoi.
– A kolega? Na kolana – wydaje ostro polecenie.
Chłopak tłumaczy się, że choruje. Robert nic nie mówi, odchodzi i klęka na oba kolana.
Trzy dni później zostaję dodana do grupy Zakonu na Facebooku. Do połowy października będzie liczyła 23 osoby z ONR.
Poseł PiS i obietnica Początek sierpnia. Jadę z Jackiem, który mnie rekrutował, Mateuszem i Błażejem Madalińskim na obchody rocznicy urodzin Romana Dmowskiego w Chludowie, w Wielkopolsce, gdzie przywódca endecji mieszkał w latach 20. Składamy kwiaty pod jego pomnikiem. Obok jest dom misyjny ojców werbistów, idziemy na mszę, potem poczęstunek. Podchodzi do nas Bartłomiej Wróblewski, poseł Prawa i Sprawiedliwości z Poznania. Na ramionach mamy zielone opaski z falangą.
– Pani jest z ONR? – pyta mnie i wyciąga rękę.
– Tak – odpowiadam. Poseł wita się z chłopakami. Też go nie znali. Poseł mówi, że sfinansuje połowę kosztów za autokar na wyjazd na Marsz Niepodległości 11 listopada dla środowisk patriotycznych z Poznania. Proponuje, żebyśmy pojechali tym autokarem. Chłopcy cieszą się, ale są zdziwieni. Ustalamy, że wrócimy do tematu w październiku.
Nagana: z liścia Dostajemy do przeczytania od kierownika ONR Poznań naganę, którą dostał inny oddział w Polsce po pogrzebie „żołnierzy wyklętych”. Czytam w niej, że niektórzy mieli opaski z falangą założone na gołe ramię, za co następnym razem będzie kara cielesna. Upomnienie podpisane jest pseudonimem i brzmi tak:
„Wiem, że było gorąco, zdaję sobie sprawę, że wielu jechało na ten pogrzeb setki kilometrów, ale za przeproszeniem kurwa krótkie spodenki na pogrzebie?! Skąd Wy się urwaliście? Gdzie byli koordynatorzy? Kto dawał ludziom w krótkich spodenkach flagi do rąk? To jest kurwa festyn, piknik czy poważna organizacja narodowa?! Kogo wy [koordynatorzy] przyjmujecie do tej organizacji? Na każdej manifestacji ONR ludzie trzymający flagi ubierają długie ciemne spodnie. Stoisz z opaską na łapie, nie trzymasz flagi, to w momentach podniosłych, podczas przemówień naszych działaczy czy ludzi ważnych nie trzymasz łap w kiermanie, tylko stoisz z wypiętą klatą i rękami skrzyżowanymi z tyłu! Marzą się Wam mundury, a nie potraficie podstawowych spraw dopilnować. Niech mi świadkami będą wszyscy tu obecni. Od dziś każda osoba, która nie będzie umiała się zachować, zostanie przeze mnie ukarana liściem [uderzenie dłonią w twarz] i pozbawieniem symbolu, którego nie potrafi uszanować. Brygady będą pozbawiane flag, aż nauczycie się podchodzić do sprawy GODNIE”.
Zmiana w strukturze poznańskiej. Mateusz przestaje być kierownikiem, zastępuje go Błażej Madaliński. Ma 25 lat, skończył budownictwo na Politechnice Poznańskiej. Jest redaktorem na portalu internetowym ONR. Dołączył do organizacji rok temu, gdy usłyszał, że do Europy napływają islamiści, chciał przed nimi bronić Polski. Idziemy do siedziby ONR. Nie mamy kluczy, czekamy pod drzwiami i rozmawiamy. Pytam o jednego z członków ONR, który jest skinem.
– Ale u nas w organizacji nie ma miejsca na rasizm – odpowiada. – Kilka dni temu idę wieczorem ulicą w Poznaniu. Widzę, jak na Murzyna idą dresiarze. Jeden go obraża. Pomyślałem, że jeśli go nie zostawią, to go obronię. Nie wiedzą, jakim jest człowiekiem, co zrobił, to czemu go obrażają.
– Też bym tak postąpiła.
– Jeśli chodzi natomiast o wyznawaną wiarę, o islam i judaizm, to fałszywe, szatańskie religie.
– Dlaczego?
– Mahomet był fałszywym prorokiem, a Żydzi nie uznali Chrystusa. Chrześcijaństwo jest jedyną wiarą, przez którą człowiek może być zbawiony i pójść do nieba. Powinniśmy się modlić za Żydów i muzułmanów, żeby się nawrócili.
Poseł PiS i kasa Początek października. Błażej mówi na zebraniu oddziału, że poseł Wróblewski z PiS zaprasza go do biura partii. Idziemy na marsz antyaborcyjny w Poznaniu z organizacjami pro-life. Po marszu pytam Błażeja, po co poseł PiS go zaprosił.
– Pytał, czy poprzemy ich kandydata na prezydenta Poznania w kolejnych wyborach – mówi.
– I co mu odpowiedziałeś? – pytam zaciekawiona.
– Uciekłem od jednoznacznej odpowiedzi posłowi, bo to partia bezideowa i kłamliwa, a patriotyzm to ich sposób na zbicie kapitału politycznego.
– A co z tymi autokarami na Marsz Niepodległości?
– Jeśli uda nam się zapełnić cały autokar, to zapłacimy 30 zł za przejazd w dwie strony od osoby. Mam na to pieniądze od posła. 1500 zł.
– Podpisaliście jakąś umowę?
– Nie.
– Wyjął pieniądze ot tak z portfela i ci dał? – dopytuję.
– To nie jego zarobione pieniądze, tylko partii, więc nie miał z tym problemu. Kilka dni po naszym spotkaniu dał te 1500 zł gotówką Bartkowi [członek ONR w Poznaniu, działa w sekcji naukowo-szkoleniowej]. Nam głupio nie skorzystać, a on nic nie traci jako polityk. Z początku zaproponował, że dofinansowanie przekaże Bogdanowi Freytagowi [szef związku Wierni Polsce z Poznania, organizacji nacjonalistycznej]. Odpowiedziałem, że to ja chcę organizować wyjazd. Myślę, że poseł nas testuje, czy zachowamy się uczciwie i czy nie zabierzemy tej kasy, by zorganizować autokar po normalnej cenie. Poszedłem też do posła, bo w ONR od czasu rocznicy w Białymstoku nic się nie dzieje prócz dyskusji w internecie. Nikt nie ruszył się sprzed komputera, by przyjść na marsz zboczeńców. Góra ignoruje moje pomysły. Tylko jednostki mają ideały w ONR i chcą coś robić.
Poseł Wróblewski, gdy go spytam później o pieniądze dla ONR, powie mi, że trzeba wspierać postawy patriotyczne, że pomaga im z własnych środków. – Nie chodzi o budowanie bieżących relacji politycznych, co zresztą ze względu na różnice może być trudne. Ale jesteśmy jednym społeczeństwem i musimy ze sobą rozmawiać.
Spowiedź Idę wieczorem ulicą z ks. Łukaszem Szydłowskim z siedziby warszawskiego oddziału ONR. Gościł na zjeździe Zakonu.
– Chciałabym się wyspowiadać – mówię.
– Teraz?
Przystępuję do spowiedzi w samochodzie księdza. Otwieram modlitewnik Bractwa Piusa X.
– Pobłogosław mnie ojcze, bo zgrzeszyłam... – zaczynam od tych słów. Ksiądz błogosławi. – Zgrzeszyłam myślą, w organizacji nacjonalistycznej, do której należę, ratujemy dusze grzeszników przed piekłem. Odmawiamy za nich różaniec. Planujemy też akcje w terenie wymierzone przeciwko antymoralności chrześcijańskiej. Jeden z kolegów podał przykład, żeby lekarzowi, który zabija dzieci, porysować samochód i zostawić list z ostrzeżeniem. Za wszystkie grzechy szczerze żałuję i postanawiam się poprawić. Proszę o naukę i zbawienną pokutę – mówię.
Zapada cisza. W końcu ksiądz mówi. – To nie jest grzech – poucza. – Jeśli zniszczysz cudzą rzecz, jej właściciel się wystraszy i nie zabija już dziecka, to znaczy, że się nawrócił i dostąpi zbawienia. Lekarz powinien zostać uświadomiony, że czekają go kara i potępienie. Nie można jednak skrzywdzić drugiego człowieka. Jego rzeczy tak, ale nie samego człowieka. Nie jest grzechem też, gdy życzymy grzesznikowi choroby, żeby się dzięki niej nawrócił. Czy takie akcje mają jednak sens? Czy lekarz faktycznie nawróci się ze strachu? Trzeba też przeprowadzić je rozsądnie – poucza ksiądz.
– Czyli jak? – pytam.
– Nie daj się złapać. W wypadku koncertu to nie będzie trudne. W wypadku samochodu unikaj kamer i ubierz się na czarno – mówi.
Udziela rozgrzeszenia.
autorka: Justyna Bryske
źródło: http://wyborcza.pl/duzyformat/7,127290,20932332,jak-wstapilam-do-onr.html
submitted by ben13022 to Polska [link] [comments]


2016.09.09 19:21 ben13022 Pociągiem z Krakowa do Zakopanego w cztery godziny! Kiedy to się zmieni?

Powoli - jak żółw - ociężale ruszyła maszyna w Tatry ospale - wiersz Juliana Tuwima w pociągu relacji Kraków - Zakopane można wyrecytować jakieś 150 razy. Podróż trwa cztery godziny. Turyści z całej Polski wybierają więc samochody. W Zakopanem chcą to zmienić! - Cztery godziny?! Maciek i Paweł, którzy przyjechali do Krakowa z Gdańska, nie mogą uwierzyć, że tyle zajmuje podróż pociągiem z Krakowa do Zakopanego.
A dokładnie 3 godziny i 53 minuty. Jak się z tym pogodzić, skoro 621 km z Gdańska do Krakowa pokonali... w nieco ponad pięć godzin. Teraz PKP oferuje im połączenie Kraków - Zakopane w czasie krótszym zaledwie o godzinę.
Tak jak Maciek i Paweł nie mogą uwierzyć, że pociąg jedzie tak długo, tak mieszkańców Krakowa w osłupienie wprawia pomysł, by wybrać się w Tatry koleją.
U nas nikt nawet o tym nie myśli. Samochód lub autobus są oczywistym wyborem. A wraz z nimi ciągnące się przez Jordanów, Rabkę, Poronin, aż po samo Zakopane korki. Niewielu zniechęcają. Zawsze pojawia się iskierka nadziei i myśl: "może tym razem się uda bez korków". Maciek i Paweł też ostatecznie wybierają autobus.
My postanawiamy spróbować. Do Zakopanego jedziemy pociągiem.
Nie rezygnujemy. O 7.46 wsiadamy do pociągu TLK "Wenus", który jedzie aż z Gdyni. Ani z boginią, ani z dziełem sztuki wiele wspólnego nie ma. Jest brudny i śmierdzący. Przy wejściu uderza odór uryny.
Ledwo się rozpędzamy, by po sześciu minutach jazdy zaliczyć prawie półgodzinny postój. W Krakowie-Płaszowie pociąg musi zmienić kierunek jazdy. Obserwujemy, jak odpięta lokomotywa przejeżdża na drugą stronę pociągu, a pasażerowie zmieniają siedzenia, by nie jechać tyłem do kierunku jazdy. W pociągu więcej ludzi, niż się spodziewałyśmy.
Konduktor tłumaczy nam: - Przy każdym odpięciu i zapięciu lokomotywy musimy sprawdzić hamulce. Wcześniej lokomotywa musi przejechać z jednej strony pociągu na drugą. To zabiera co najmniej 20 minut.
A przed nami jeszcze dwie zmiany kierunku jazdy - w Suchej Beskidzkiej i Chabówce - które zajmą kolejne 40 minut.
Wlecze się, wlecze, ale pociągiem taniej
Lokomotywa rusza, a my szukamy dobrych stron: w pociągu można pracować. Przez cztery godziny można przeczytać niezłą książkę. Poznać współpasażerów. Pod warunkiem, że nie śpią wykończeni wielogodzinną trasą. Właśnie takich mijamy w przedziałach najwięcej. Ręczniki zastępują im koce, a zmięte bluzy poduszki. Ci, którzy nie mogą wysiedzieć, spacerują w tę i z powrotem albo stoją wpatrzeni w okno.
Tak jak pan Ignacy. Emeryt z Gdyni. Do pociągu wsiadł o 21.20. Od jedenastu godzin jest w trasie. - Wlecze się, wlecze, ale pociągiem taniej - mówi. - I mniej męcząco niż samochodem. Co prawda z Gdańska jest autostrada i obwodnica Łodzi, ale co z tego, jak potem od Krakowa aż pod Tatry korki. Wolę kupić bilet i przesiedzieć te piętnaście godzin - mówi nam. I poleca na dalszą podróż film "Wino truskawkowe" na podstawie "Opowieści galicyjskich" Andrzeja Stasiuka. - Człowiek musi się czymś zająć, żeby wytrzymać tę podróż - tłumaczy.
Z sąsiedniego przedziału słyszymy głos starszej kobiety. - Jakoś to przeżyjemy - mówi, gdy o 8.25 pociąg znów się zatrzymuje. Tym razem na stacji Kraków-Bonarka, której nie ma nawet w rozkładzie. Po chwili znów rusza, a my zastanawiamy się, czy pociąg w ogóle zdąży się rozpędzić. Nie zdąża. W rejonie Łagiewnik obserwujemy mijające nas autobusy Szwagropolu, a pociąg znów hamuje. Tym razem w krakowskich Swoszowicach, których też w rozkładzie nie ma.
Przestajemy śledzić kolejne przystanki, które przywołują wspomnienia podróży koleją 20 lat temu.
Tych łuków pendolino nigdy nie pokona
Kolejna zmiana czoła pociągu o godz. 9.37 w Suchej Beskidzkiej. Ludzie wychodzą na peron na papierosa, rozprostowują nogi, łapią promienie słońca i wzdychają.
Tyle że to pozwoli zyskać pociągom ok. 60 minut. 2 godziny i 53 minuty koleją z Krakowa do Zakopanego - to nadal brzmi przerażająco...
W oczekiwaniu na piekielną linię
Co innego niecałe dwie godziny. Człowiek ledwo zdążyłby obejrzeć "Wino truskawkowe". Taki czas osiągałyby pociągi, gdyby udało się wybudować nową linię kolejową Podłęże - Piekiełko, zwaną "piekielną linią", o której na Podhalu i Sądecczyźnie marzą od 25 lat.
Bo nowa trasa do Zakopanego i Nowego Sącza nie biegłaby jak dziś naokoło - 144 km i pozwalałaby rozwijać dużo większe prędkości niż "Wenus". Nawet do 160 km na godz.
Przebieg jest już wytyczony: pociągi skręcałyby na południe w rejonie podkrakowskiego Podłęża (okolice Wieliczki) i jechały przez Gdów do Szczyrzyca, gdzie linia ma się rozgałęziać na dwie odnogi - przez Tymbark na Sądecczyznę i przez Mszaną Dolną i Rabkę na Podhale. Zamiast 144 km pociąg pokonywałby 120. Niewiele mniej, ale o wiele szybciej.
Koszt inwestycji szacuje się na około 7,2 miliarda złotych. Ta kwota spędzała sen z powiek kolejnym rządom i powodowała, że kolejne partie rządzące wycofywały się z obietnic jej realizacji. Nawet gdy pojawiły się środki z Unii Europejskiej, to kolejni ministrowie wydawali je na inne inwestycje kolejowe, odkładając projekt "piekielnej linii" na półkę.
Efekt? - Mamy najgorzej funkcjonującą komunikację w całej Polsce. W XXI wieku stolica polskich gór jest częściowo odcięta od świata, bo nie ma alternatywnych możliwości dojazdu - mówi zastępca burmistrza Zakopanego Wiktor Łukaszczyk, gdy wreszcie docieramy do punktu docelowego naszej podróży.
I porównuje: - Nad morze jest autostrada i szybkie pendolino. Można nim dojechać i do Gdańska, i do Kołobrzegu. Teraz powstała obwodnica Łodzi, która jeszcze skraca czas przejazdu przez centralną Polskę. A co ma Podhale? Wiecznie zakorkowaną, remontowaną zakopiankę, na której stają kierowcy, busiarze i autobusy. Droga nie jest w stanie pomieścić takiej liczby samochodów, jaką mamy dziś - mówi wiceburmistrz.
Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad podaje, że w 2015 roku zakopianką jechało średnio 40 806 pojazdów. W ciągu doby!
Według GPS czas przejazdu samochodem z Krakowa pod Tatry wynosi 2 godziny i 10 minut. Bez korków.
Nie dla samochodów
W długi sierpniowy weekend na Podhale zjechało ponad pół miliona ceprów. Czas przejazdu z Krakowa do Zakopanego wynosił co najmniej trzy godziny. Niedzielne powroty były koszmarem. W korku stało się jeszcze ponad godzinę dłużej. Podobnie było w ostatni weekend wakacji. W szczycie sezonu trasa między Zakopanem a Murzasichlem zajmowała dwie godziny. W roboczy dzień poza szczytem zajmuje 18 minut.
Jeszcze gorzej może być w sezonie zimowym. W ferie i okres między świętami a Nowym Rokiem kierowcy grzęzną w korkach na zakopiance nawet po pięć godzin.
Jak już dostaną się do miasta, to wcale nie jest lepiej.
Mijamy pobocza od Gubałówki do Krupówek. Wzdłuż nich ciągnie się sznur samochodów na obcych rejestracjach, szukających miejsc postojowych. Nieco dalej pod skocznią narciarską na turystów w samochodach polują górale z tablicami wskazującymi parkingi na ich prywatnych łąkach, tuż przy trasach turystycznych. Pod zabytkową strażnicą, obok pl. Niepodległości, parkingu strzeże dwóch parkingowych. Zaledwie kilka wolnych miejsc.
Jeszcze gorzej w drodze do Morskiego Oka. Choć jesteśmy tam w środku tygodnia, pobocze pełne jest samochodów. Coraz więcej aktywistów uważa, że droga do Morskiego Oka powinna być potraktowana jak droga do Kuźnic. I wjazd powinny mieć tylko busy. - Jeden bus zastępuje sześć, siedem samochodów. Oczywiście, że to są rozwiązania, które na początku budzą protesty, ale czy dziś ktoś wyobraża sobie podróż samochodem do Kuźnic? Nie - zaznacza Manowiecki.
I podkreśla, że dzięki szybkiemu połączeniu kolejowemu więcej turystów wybierałoby podróż w góry pociągiem. Zakopane mogłoby się uwolnić spod dyktatury samochodów.
Zresztą pierwsze sygnały, że mieszkańcy Zakopanego nie godzą się na terror samochodowy, już są. Gdy w tym roku przy ul. Bulwary Słowackiego, między TPN a obszarem objętym ochroną Natura 2000, obok jednej z najstarszych chat góralskich, willi Tea, powstał parking wielkości 2 tys. m kw., mieszkańcy się zbuntowali. Okazało się, że dojazd do parkingu został wytyczony na wąskiej dróżce wzdłuż potoku i samochody spychały turystów do wody. - Napisaliśmy wniosek o wprowadzenie na końcówce ulicy zakazu wjazdu, który nie obowiązuje jedynie mieszkańców i służby. Uniemożliwiliśmy w ten sposób dojazd do parkingu i pomysł umarł - mówi Bartek Bryjak, radny Zakopanego.
To nie jedyny przykład. Mieszkańcy buntują się też przeciwko parkingowi przy ul. Nowotarskiej, który jest samowolą budowlaną. Miasto już pozwało inwestora.
Kulejąca komunikacja w Zakopanem
Ale turyści odbijają piłeczkę: - To jak mamy poruszać się po mieście?
Manowiecki przyznaje: - W Zakopanem kuleje nie tylko kolej dalekobieżna. Transport lokalny dopiero zaczyna się pojawiać.
Po Zakopanem i okolicznych wioskach wożą turystów jedynie przestarzałe busy. Przez lata miasto rękami i nogami broniło się przed uruchomieniem komunikacji miejskiej. Dopiero od niedawna coś drgnęło. Działają dwie linie autobusowe. Jedną uruchomiono na początku września. I nie zawsze jest gdzie wysiąść.
Stoimy na ul. Kościuszki, pod urzędem miasta. Z jednej strony widzimy duże osiedle mieszkaniowe, obok szkołę. Do tego sądy, ZUS, pensjonaty. A przystanku nie ma.
Kolej na rozwój Podhala
Oczyszczenia miast ze spalin i trujących pyłów dzięki rozwojowi kolei domagają się też mieszkańcy Zakopanego.
Najbardziej zagrożone są osoby, które mieszkają ok. 300 m od ruchliwych ulic. - Przy zakopiance i w samym mieście są ich tysiące - mówi Marek Józefiak.
Zakopane ma jeden z najwyższych poziomów zanieczyszczeń. Zimą stężenie pyłów sięga tu 300 mikrogramów na metr sześcienny. Przy normie 50 mikrogramów. - Komunikacja odpowiada za ok. 10 proc. zanieczyszczeń - mówi wiceburmistrz. I zaraz dodaje: - Ale wiemy, że żeby sobie poradzić ze smogiem, musimy działać ze wszystkich stron. Dlatego właśnie uruchamiamy nowe linie autobusowe. Zainwestowaliśmy w ekologiczne autobusy.
Manowiecki nie ma wątpliwości: - Obserwujemy, że mieszkańcy z tego korzystają. Coraz częściej też turyści. Teren wokół dworca kolejowego, gdzie powstały przystanki, nagle zaczął ożywać.
Jeszcze niedawno przy starym dworcu kolejowym w Zakopanem nie było żywej duszy, a plac pod nim służył za parking. Teraz jest tam terminal autobusowy i są plany remontu dworca kolejowego.
Odcięci od świata
Szansa na jej powstanie właśnie jest. I to jedyna. Linia Podłęże - Piekiełko po raz pierwszy znalazła się na liście podstawowej Krajowego Programu Kolejowego. Choć resort infrastruktury wpisał tam tylko dwa z trzech etapów inwestycji, na Podhalu i Sądecczyźnie wstrzymali oddechy. Bo to na razie tylko projekt. Bo, tak jak w poprzednich latach, nagle może się okazać, że "piekielna linia" znów trafi do szuflady. Wszystko wyjaśni się we wrześniu. - Spotykamy się z rządem. Wiemy, że projekt wspierają minister Andrzej Adamczyk i posłowie z Małopolski. Liczymy, że rząd, który w dużej części pochodzi z naszych rejonów, skorzysta z tej ostatniej szansy na uzyskanie unijnych pieniędzy i dopnie projekt. Bo we wcześniejszych latach najwięcej zyskiwała północna Polska. Kosztem nas - denerwuje się Łukaszczyk.
Szybka kolej na Podhale wpisuje się w wytyczne Unii Europejskiej, która zobowiązała Polskę do ograniczenia emisji dwutlenku węgla. - Nie tylko z przemysłu i energetyki, ale również z transportu. Propozycja Komisji Europejskiej zakłada siedmioprocentową redukcję emisji w naszym kraju do 2030 roku w porównaniu do 2005 roku. Stąd też promowanie kolei jako transportu czystego i niskoemisyjnego ma strategiczne znaczenie - precyzuje Marek Józefiak. Na inwestycje liczą też władze odciętych od kolei miejscowości na Sądecczyźnie. - Mamy tyle przepięknych miejscowości turystycznych - Krynica, Muszyna, Żegiestów - które mają wspólny problem: ludziom nie chce się tu dojeżdżać, bo pociąg wlecze się godzinami, a na drogach samochody się już nie mieszczą - tłumaczy Łukasz Bochniarz reprezentujący kampanię Pociąg - Autobus - Góry na Sądecczyźnie. - Na zakopiance kierowcy mają choć miejscami po dwa pasy ruchu, więc jadą na Podhale mimo korków. My jesteśmy komunikacyjnie odcięci od reszty świata, a turystyka nie ma szans się rozwijać w takich warunkach - porównuje.
Nasz region to kura znosząca złote jaja
Wiceburmistrz Nowego Sącza Wojciech Piech przytacza ostatni raport zlecony przez urząd marszałkowski, dotyczący dostępności komunikacyjnej poszczególnych rejonów Małopolski: - Wynika z niego, że jeżeli strategiczne inwestycje transportowe, w tym linia Podłęże - Piekiełko, nie zostaną zrealizowane, w 2020 roku Sądecczyzna stanie się najgorzej skomunikowanym ośrodkiem subregionalnym w całej Unii Europejskiej!
Dziw, że w takich warunkach w ogóle rozwija się przedsiębiorczość. - Nasz region to kura znosząca złote jaja. Nie wierzę, że przez lata rządy nie robiły niczego dla Małopolski południowej, w której mamy tak wysoki odsetek ludzi przedsiębiorczych, a nawet multimilionerów. Do tego nasze walory turystyczne, które zwyczajnie się marnują. Obawiamy się, że przedsiębiorcy już zastanawiają się, czy warto czekać na poprawę warunków dojazdu - przyznaje wiceburmistrz.
A oddanie do użytku linii Podłęże - Piekiełko dla Sądecczyzny byłoby dosłownie komunikacyjnym szokiem. O ile teraz z Krakowa do Nowego Sącza pociągiem jedzie się nawet ponad trzy godziny, o tyle dzięki tej inwestycji ten czas skróciłby się do 55 minut! - Kolej od lat była u nas w defensywie i szczerze mówiąc, nie wiem, jak przerwać ten wieloletni mentalny związek naszych mieszkańców z samochodami. Jedyną szansą jest szybkie połączenie z Krakowem, które jest szansą na przywrócenie również lokalnego ruchu kolejowego. A gęstej sieci kolejowej inne rejony kraju mogą nam pozazdrościć - szkoda z tego nie skorzystać - podkreśla Piech.
Łukasz Bochniarz zaznacza, że ważną rolę w zmianie przyzwyczajeń kierowców odegrają nie tylko wielkie inwestycje, ale także determinacja małych społeczności. - Potrzeba integracji kolei z innymi środkami transportu i odważnych decyzji samorządowców. Dziś nie ma żadnego uzasadnienia dla ograniczania ruchu samochodowego w centrach miejscowości turystycznych. Gdy będzie szybka kolej i dowożący do niej transport miejski, to nikogo nie trzeba będzie przekonywać do komunikacji zbiorowej - mówi Łukasz Bochniarz.
Wracamy do Krakowa autobusem
Na koniec wizyty w Zakopanem burmistrz jeszcze raz zapewnia: - Jeszcze nim zapadnie decyzja, czy Podłęże - Piekiełko zostają w planie, spotkamy się z rządem i będziemy prosić, przekonywać, naciskać.
My z Zakopanego do Krakowa wracamy zakopianką. Wieczorem nie mamy już sił na kolejną czterogodzinną podróż. Ostatni pociąg odchodzi z Zakopanego o 21.47. Do Krakowa dociera o 1.24 w nocy. Wybrałyśmy autobus. Po dwóch i pół godziny byłyśmy na dworcu w Krakowie.
źródło:http://krakow.wyborcza.pl/krakow/1,42699,20664248,pociagiem-z-krakowa-do-zakopanego-w-cztery-godziny-kiedy-to.html#TRwknd
submitted by ben13022 to Polska [link] [comments]


2016.05.05 13:09 ben13022 O co walczy Adam Bodnar? (Rzecznik Praw Obywatelskich)

Poczytam panu: "Zacznij bronić praw polskich obywateli, a nie innych, pseudorzeczniku" Lato 2015 roku. Płk Krzysztof Olkowicz dopiero co wyszedł spod pręgierza. Sąd uznał, że złamał prawo, bo jako szef Okręgowego Inspektoratu Służby Więziennej w Koszalinie zlitował się nad schizofrenikiem i zapłacił za niego 100 złotych grzywny, by mógł wyjść z aresztu, gdzie trafił za kradzież batonika. Olkowicz wie, że wyrok, choć publicznie uznany za farsę, kończy jego karierę w służbie publicznej.
Dzwoni do niego Adam Bodnar, którego Sejm głosami Platformy i SLD wybrał właśnie na rzecznika praw obywatelskich. - Przyjmie pan stanowisko mojego zastępcy?
Olkowicza zatkało. Zgodził się bez wahania. Siedzi przed telewizorem, ogląda przesłuchanie Bodnara w Senacie, które ma rozstrzygnąć jego losy. Jeden z senatorów PiS pyta Bodnara, czy jest osobą wierzącą.
To koniec, myśli wtedy Olkowicz, tego mu nie darują. Przeciwko głosuje klub PiS, atmosfera napięta, bo również senatorzy Platformy kręcą nosem, że Bodnar zbyt lewicowy, nie unika tematów aborcji, praw osób homoseksualnych, adopcji przez nich dzieci, in vitro. Jego kandydatura przechodzi dwoma głosami.
Olkowicz dostaje od Bodnara zadanie: sprawdzić jakość życia skazanych, w tym chorych psychicznie. Znajduje prawie sto przypadków jak ten: we Wronkach siedzi niepełnosprawny psychicznie, ojciec trójki niepełnosprawnych dzieci, mąż niepełnosprawnej żony. Groził sąsiadowi, kryminaliście, poszedł siedzieć na cztery miesiące. Olkowicz interweniuje, czeka na decyzję sądu.
Znajduje też kuriozalne sprawy. W więzieniu siedzi 82-latek. Jechał po pijanemu rowerem. Olkowicz odwiedza go za kratami, widzi dziadka, który płacze: wypił piwo, jechał rowerem, dostał grzywnę i zakaz poruszania się rowerem. Niedługo potem pojechał do sklepu, zapakował ziemniaki na rower i prowadził, by było lżej. Policja zawiozła go do aresztu, bo złamał "zakaz prowadzenia roweru". Olkowicz słucha staruszka, który żali się, że sam łapał złodziei na kolei, że żona mu wcześnie zmarła, dzieci wychował, chciał tylko sobie ziemniaków nagotować.
Olkowicz wychodzi od niego z mokrymi oczami, ale i wściekły. Wróciła mu wiara, że można zmienić system. Idzie zadowolony do Bodnara.
Bodnar z wyrzutem. - Dlaczego nie sprawdził pan reszty?
Olkowicz: - Pomyślałem: facet ma rację. Sprawdziłem wszystkie, okazało się, że większość podchodzi pod łamanie praw człowieka.
Ibisz mówi w telewizji
Rodzina Adama Bodnara ze strony ojca trafiła na Pomorze z Podkarpacia, w ramach akcji "Wisła". Matka pochodziła z rodziny chłopskiej, wielodzietnej, z Kieleckiego.
To matka dyscyplinowała go do nauki. Zdystansowana, zasadnicza. Ojciec ciepły, towarzyski. Ale to matka wszczepiła mu kult nauki i pracy. Bodnarowie mieli trochę ziemi - truskawki, ziemniaki, buraki. Pracowała przy tym cała rodzina. Gdy idzie do liceum, spiera się z mamą o PRL, krytykuje system bez wyjątku. Matka broni: awansu społecznego, obowiązkowej edukacji, mieszkań, pracy, opieki socjalnej. Bodnar tego nie rozumiał, słuchał Jacka Kaczmarskiego o więzieniach, strajkach, ZOMO, czytał Jacka Kuronia.
Podstawówkę i liceum kończy na piątkach i szóstkach. Gdy ma czwórkę, przeżywa to cała szkoła. Kujon? Nie, mówi, dyscyplina i ambicje. Dostaje się w liceum do Krajowego Funduszu na rzecz Dzieci, programu wspierającego młode talenty. Jeździ do Warszawy, poznaje profesorów, którzy dają mu do lektury Ajschylosa, Herodota. Jest pedantycznie zorganizowany, prowadzi kalendarz dnia, gdzie wpisuje nawet oglądanie "Teleexpressu". Słucha Depeche Mode, gra na komputerze, sportu raczej nie uprawia. Wybiera prawo, bo matka mówi, że musi być konkret, a Krzysztof Ibisz w telewizji, że dobra uczelnia to gwarancja sukcesu.
Studiuje na Uniwersytecie Warszawskim, mieszka w akademiku. Na pierwszym roku współpracuje ze stowarzyszeniem Nigdy Więcej, by walczyć o prawne zakazy działania faszystowskich grup. Zostaje asystentem posła Unii Wolności, ale widzi cwaniaka - to go od polityki odrzuca.
Panie Boże, czy jechać do Budapesztu?
Zanim Bodnar powiedział senatorom, że nie wierzy, chodził do kościoła w Gryficach, a na studiach do warszawskiej św. Anny. Wciąga go młoda żona, którą spotkał na początku studiów. Jest ze Śląska, z pobożnej rodziny. Jej ojciec służy do mszy, rozdaje komunię. W kościele św. Anny Bodnar słyszy głębokie, intelektualne kazania, szczerze się modli, chodzi do spowiedzi. Ale gdy dostaje się na roczne studia na uczelni George'a Sorosa w Budapeszcie, żona mówi mu: ja albo Budapeszt. Wsparcia nie ma także od jej rodziny. Pyta o radę księdza w konfesjonale i słyszy: jechać, wola Boża.
Adam Szafrański, prawnik, znajomy Bodnara ze studiów, spytał go wtedy, czy przystąpi do wydziałowego kółka różańcowego. Wierzący studenci codziennie odmawiali tajemnicę różańca. - Jeszcze niedawno bym się zgodził, teraz już nie - odpowiada mu Bodnar tuż przed rozwodem.
Jeszcze przed Budapesztem trafia na staż do Weil, Gotshal & Manges, kancelarii prawnej o światowej sławie. Student na garnuszku rodziców dostaje dwa razy większą niż oni pensję.
Siedziba kancelarii jest na 20. piętrze biurowca Warsaw Financial Center. Rozmawiam z Piotrem Tomaszewskim. 15 lat temu był szefem Bodnara. Pochodzi z rodziny prawniczej, doświadczenia zbierał m.in. w kancelarii w Chicago. Wysoki, koło pięćdziesiątki, w markowym garniturze. Uśmiech i spokój wojennego negocjatora.
Trzeba uważać, bo można ciężko pracować dziesięć lat, a po jednym błędzie zniszczyć sobie karierę, reputację firmy, dlatego nie ma tu zbyt dużo miejsca na słabość. Adam idealnie się w to wpasował, był totalnie dostępny, zorganizowany, precyzyjny, szybko się uczył naszych zasad, nie ulegał przesadnie emocjom.
Bodnar: - Nie mogę powiedzieć o Piotrze złego słowa. Pamiętam, robiłem ważne zlecenie, a miałem chorego ojca. Powiedział: jedź do ojca, bo do końca życia będziesz żałował, że tego nie zrobiłeś.
Wymienialny
Swoje powodzenie w tamtych latach Bodnar tłumaczy skromnie fartem: - Załapałem się na rozwój rynku, zachodnie firmy były głodne młodych i wykształconych.
W kancelarii Weil, Gotshal & Manges zostaje rzucony na głęboką wodę: program emerytalny dla PZU Życie, wejście na giełdę PKO BP. Jest cały dla firmy w zamian za pieniądze, rozwój i atmosferę "we are the best". Gdy dostaje się na studia do Budapesztu, firma płaci mu przez rok studiów, ale podpisuje z nią cyrograf - wróci i odpracuje co najmniej trzy lata.
Mam wtedy też poczucie, że zarabiam przesadnie dużo, wydaję na fanaberie, koncerty, płyty. Czuję, że coś mi ucieka. Podczas studiów poznałem prof. Mirosława Wyrzykowskiego, Wiktora Osiatyńskiego, którzy mieli w sobie szczerość i mówili o prawach człowieka - to mnie pasjonowało. I choć prowadziłem z tego zajęcia na uczelni, było to tak daleko od mojej pracy.
Przełomem jest moment, gdy Bodnar po przygotowaniu prospektu emisyjnego PKO BP dostaje kartkę świąteczną od pracownicy banku. Pomyślał, że na kartce mogłoby być nazwisko innego prawnika, że jest wymienialny.
Prof. Osiatyński mówi mu: jest taka fundacja. Bodnar coś tam słyszał, ale nie za bardzo. Rzuca kancelarię w 2004 roku, gdy zarabia 200 tysięcy złotych rocznie. Rzuca świat adrenaliny, drogich gadżetów, zachcianek i zamienia na dwa razy mniejszą pensję w Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, która jest organizacją pozarządową, finansowaną z dotacji.
Tomaszewski: - Byliśmy trochę źli, gdy odchodził. Ale drugiej takiej osoby, która odrzuciłaby nasz świat dla takiej jak on idei, już nigdy nie spotkałem.
Bodnar: - Czasami myślę, że byli źli, bo może sami chcieli to rzucić. Przecież nie są maszynami. Ale nie mogą, bo adrenalina, bo "pociąg już odjechał", bo wpadli w kredyty, żal gadżetów, wakacji na antypodach, dobrych szkół dla dzieci.
Obrona Starucha i CIA
Pytam Bodnara, co pchało go do świata pomocy innym, społecznikostwa. Długo się zastanawia. - Na początku, na studiach, byłem raczej technokratą. Bardziej zajmowały mnie procedury prawne niż los ekspedientek w Biedronce.
Ale gdy jeszcze przed fundacją odbywał staż rządowy w Strasburgu i bronił interesów Polski przed roszczeniami obywateli, wiedział, że stoi po złej stronie barykady. - Bo to obywatele mieli rację, im należała się pomoc. Źle się tam czułem.
W Helsińskiej Fundacji tworzy program spraw precedensowych. Zrobił tabelkę spraw do rozwiązania: zniesławienia z art. 212 kodeksu karnego, opresyjne tymczasowe aresztowania, przeludnienie w więzieniach. W kilka tygodni orientuje się, że to jego świat, bo tak wiele do zrobienia. - Czytam skargi, wnioski, spotykam się z ludźmi i widzę bagno jeśli chodzi prawa człowieka w Polsce.
Poznaje A.M., która straciła dziecko przy porodzie w więzieniu, bo nie przyszedł lekarz na czas, a i tak był nim dermatolog. Barbarę Wojnarowską, matkę dwójki niepełnosprawnych dzieci, której lekarze odmówili badań prenatalnych. Fundacja idzie do Sądu Najwyższego, ten przyznaje kobiecie odszkodowanie. Angażuje do tych spraw rzeszę prawników, którzy pracują pro bono.
Gdy policjant zostaje zwolniony z więzienia, ale ma siedzieć przez weekend, bo poczta nawala, Bodnar chwyta za słuchawkę, dzwoni do dyrektora aresztu - policjanta wypuszczają.
HFPC z Bodnarem wygrywają w Strasburgu sprawę Marszu Równości w Warszawie, którego zakazał Lech Kaczyński. Kilka miesięcy później zakazał go w Poznaniu Ryszard Grobelny. Też wygrywają. Efekt - dziesięć lat później nowe prawo o zgromadzeniach, które odpowiada standardom demokratycznym. Nikt od tamtego czasu nie odważył się zakazać marszu.
Gdy policjant z HIV zostaje odsunięty od służby, Bodnar idzie do Trybunału Konstytucyjnego, wygrywa.
Broni przywódcy kibiców Legii Warszawa "Starucha". Uznał, że zatrzymanie było "polityczno-prewencyjne". Ma rację, "Staruch" zostanie uniewinniony, a Bodnar zbierze punkty u prawicy, która ze "Staruchem" sympatyzuje.
Bodnar pracował w Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka dwa miesiące, gdy w 2004 roku na swoim biurku zobaczył CV Dominiki Bychawskiej, studentki prawa. Posadził ją w malutkim pokoju, wyjął komputer i pokazał prezentację programu spraw precedensowych, którymi miała się z nim zajmować.
Były ciężkie momenty, gdy płakałam, bo był bardzo wymagający, miał szybkie tempo pracy. Widać to teraz - śmieje się Bychawska - gdy został RPO. - W fundacji tempo zwolniło, jest mniej korpo. Skupiamy się na trzech zadaniach, nie dziesięciu, nie ma wyciskania z człowieka każdej kropelki, nie ma telefonów w nocy albo w święta. Bodnar przyniósł świat korpo - marynarki, krawaty, a w innych takich organizacjach są swetry, trampki. Ale to Adam nauczył mnie etyki pracy, dokładności. Nie wiem, skąd bierze paliwo, wolę zmieniania świata. Zobacz, mówił zawsze, gdy wątpiłam w sens jakiejś sprawy, każda taka mała wygrana sprawa to mała zmiana świata.
Bardzo się cieszy z tych małych spraw. Gdy dostał podziękowanie z przedszkola za pomoc w programie integracji z niepełnosprawnymi, powiesił je na ścianie.
Ale największa sprawa HFPC to więzienia CIA. Przeciwko fundacji występują wtedy politycy, nawet dziennikarze, a Bodnar domaga się ujawnienia informacji o więźniach trzymanych i torturowanych przez CIA w Kiejkutach. Wkroczył prokurator, ruszyło śledztwo, pojawili się pełnomocnicy torturowanych.
Bierze z biurka konstytucję, czyta na głos fragment preambuły. - "...Pomni gorzkich doświadczeń z czasów, gdy podstawowe wolności i prawa człowieka były w naszej Ojczyźnie łamane, pragnąc na zawsze zagwarantować prawa obywatelskie, a działaniu instytucji publicznych zapewnić rzetelność i sprawność...". Albo mówimy wszystko, albo ten zapis jest dla wybranych.
Prof. Maria Frankowska z Uniwersytetu w St. Louis, matka znajomej Bodnara z czasów kancelarii Weil, Gotshal & Manges, jest dla niego intelektualną matką. Opowiada o Bodnarze i patrzy w okno melancholijnie, jakby wspominała jego dzieciństwo.
Bodnar, jak mówi Frankowska, jest szalenie ambitny, przez to może rozbija swoje rodziny, ale: "Lepiej zrozumiemy świat, gdy przyznamy, że wszyscy wokół są szaleni" - Frankowska cytuje mi Marka Twaina.
Bodnar rozstaje się z drugą żoną, z którą ma dwójkę dzieci, ale pokojowo. Zauważa później, że łatwiej mu teraz zrozumieć ojców, którzy walczą o opiekę nad dziećmi.
Gdy jeden z mężczyzn nie mógł widywać się z córką, Bodnar poszedł ze sprawą do Strasburga. Wygrał, osobiście zawiózł ojcu list.
Rzecznik, Strasburg, prezydent
Karolina Bodnar ma własną praktykę prawniczą. Specjalizuje się m.in. w prawie rodzinnym, współpracuje pro bono z Centrum Praw Kobiet i Helsińską Fundacją Praw Człowieka.
Ktoś mi powiedział o Adamie: jest tak skuteczny, bo nie ma empatii. Nie wiem. Bo... chyba tak dobrze go nie poznałam, a może nie mogłam lub nie umiałam. Niewiele spędziliśmy razem czasu, nie potrafił. Głowę miał ciągle w pracy. Kiedyś pojechaliśmy na dwutygodniowe wakacje, wytrzymał z dziećmi tylko tydzień, wszystko go drażniło. Nie jest narcyzem zapatrzonym w siebie, ale potrafił się obrazić, złapać focha. Czasami lubiłam z niego pożartować, nie cierpiał tego. Nasze małżeństwo rozpadło się, choć próbowałam, dawałam wiele szans. Problemem nie były inne kobiety. Miałam wrażenie, że małżeństwo traktował jak projekt. Gdy już nie chciałam, namawiał: no daj spokój, przecież jest dobrze, nie rozumiem.
Związek rozpadł się z powodu jego całkowitego oddania pracy, idei. Byłam w dziewiątym miesiącu ciąży, nadzorowałam ekipę budowlaną, robiliśmy remont mieszkania. Jak w końcu przyszedł, robotnicy zapytali: a pan do kogo?
Kafelki? Wybierz, mnie wszystko jedno. Wakacje? Tam gdzie wybierzesz. Nie mieliśmy wspólnoty przeżyć.
Jako intelektualista odnalazł się w prawach człowieka, bo jest szlachetny, ale też uważał, że prędzej zrobi karierę w tym temacie. Już dziesięć lat temu mówił, że marzy mu się rzecznik praw obywatelskich, potem sędzia Trybunału w Strasburgu. Mama Adama marzyła, by został prezydentem, a jego brat generałem wojska. W przypadku obydwu jest już blisko. Czy bym na niego zagłosowała, gdyby kandydował na prezydenta? Bez wahania. Ma moralną busolę, szacunek do zasad, pasję. Wszystko totalne.
Bodnar zastanawia się, patrzy na mapę z kolorowymi szpilkami, która wisi w gabinecie RPO. Choć jest rzecznikiem, od sierpnia zjechał już całą Polskę, wysłuchuje ludzi, zbiera ich problemy, jak ostatnio w Białymstoku, gdy słuchał o mniejszościach wyznaniowych, jak w Świnoujściu, gdy mężczyzna opowiedział mu o problemach z orzecznictwem chorób zawodowych. Cały czas w drodze, w samochodzie, w pociągu albo w biurze.
5.47, SMS od rzecznika
Prof. Monika Płatek mówi mi z przymrużeniem oka, że były dwie kandydatury, które najlepiej nadawały się na stanowisko rzecznika praw obywatelskich: jej i Bodnara. Ale przyznaje, że Bodnar ma nad nią przewagę: nie czekał na poparcie, zgłosił się i poddał ocenie organizacji obywatelskich. - To nie człowiek, który leci na stanowisko. Znam go, pracuję z nim na uczelni. Ma ambicje, ale i dużo pokory. Prof. Ewa Łętowska zapoczątkowała okres, gdy rzecznik nie był lubiany przez władzę, Bodnar będzie to kontynuował.
Płatek jest pytaniem zdumiona: - Ależ Bodnar porzucił miraż!
Gdy Bodnar zostaje rzecznikiem, zaczyna od wielkiego spotkania z blisko 300 osobami w wynajętym kinie. Łączy się telekonferencyjnie z biurami terenowymi, na ścianie pokazuje prezentacje o reformach biura. Do RPO, podobnie jak wcześniej do HFPC, wjechało korpo.
Polecenia od Bodnara w biurze idą od rana Facebookiem, mailem, SMS-em. Pracownicy prowadzą codzienny ranking: kto otrzyma najwcześniej, tego sprawa jest najważniejsza.
Andrzej Stefański, dyrektor projektów regionalnych w biurze RPO, dostał o 5.47: "Jest sprawa hejtu Joanny Grabarczyk. Proszę spojrzeć na jej profil. Niefajnie się z tym czuję, trzeba coś zrobić". Jeśli SMS przychodzi dopiero o 7.00, sprawa ma niski priorytet. W sobotę o 6.00 rano pracownicy otrzymali maila, by zająć się sprawą mężczyzny, który żyje z synem w trudnych warunkach, pisze o tym sobotnia gazeta lokalna w Gdańsku. Stefański w głowę zachodził, skąd Bodnar o tym wiedział, bo przecież był na konferencji w Hiszpanii. O godzinie 23.50 w sobotę Bodnar dostał odpowiedź: odwiedziliśmy go, nawiązaliśmy kontakt z urzędem.
W ciągu kilku dni w styczniu twittował, esemesował o: uregulowaniu statusu mieszkań na gruntach spółdzielczych, zmianie prawa dotyczącego stwierdzenia zgonów, związkach zawodowych dla pracujących na śmieciówkach, odszkodowaniach dla osób represjonowanych za działalność po 1946 r., niepełnosprawnych w więzieniach, dzieciach chorych na dyskalkulię, które nie są w stanie uczyć się matematyki.
Ma dziesięć osób, które zajmują się skargami kasacyjnymi, przeglądają blisko 3 tys. spraw. Bodnar chciał więcej ludzi, ale PiS właśnie mu zabrało 3 mln zł z 38 rocznego budżetu.
Patrzy w sufit: - Miałem jednego profesora, miły człowiek, ale w Senacie mnie atakował.
Otwiera komputer. - Nie widziałem jeszcze za mojego życia takiej nienawiści. Poczytam panu: "Zacznij bronić praw polskich obywateli, a nie innych, pseudorzeczniku". Jest imię, nazwisko piszącego, widzę, że mieszka w Kielcach. "Nie chcę być obywatelem takiej Polski, w której taki jak pan działa, sram na nią, bo przez 50 lat takie bydlaki, świnie okradały naszą Polskę. Niech ta muzułmańska banda obetnie wam wasze łby i zgwałci wasze dzieci". Jest imię, nazwisko, zdjęcie, są znajomi.
Na portalu, który ma w nazwie "christiana", czytam, że Bodnar daje "posłuch lewackim podszeptom". Ale próbuje mediować także w Kościele. W Poznaniu jest na spotkaniu z anarchistami, następnego dnia idzie do arcybiskupa.
Szykujemy się do wyjścia z kancelarii przed 22.00, rozjedziemy się metrem. Bodnar, gdy może, zostawia służbowy samochód. Nie chce, jak mówi, zepsuć się przywilejami. Zgodził się poświęcić mi pół dnia, choć innego zwijał się wcześniej, by odebrać synów ze szkoły.
Przysiada na krawędzi fotela, przeprasza, bo jeszcze wysyła w nocy SMS-y do pracowników, zadania na następny dzień. Zaciska zęby: - Cholera, no, spokoju mi nie daje, że nie damy rady sprawdzić tych 3 tysięcy spraw z kasacjami. Przecież gdzieś mogą siedzieć ludzie niewinnie skazani.
CV Adam Bodnar
źródło: http://wyborcza.pl/duzyformat/1,151083,19706709,o-co-walczy-adam-bodnar.html
submitted by ben13022 to Polska [link] [comments]


2015.08.19 13:51 4pietrowydrapaczchmu Czy JOW w Polsce do dobry pomysł?

Czym są Jednomandatowe Okręgi Wyborcze? Jak działają? Zwykłemu Polakowi trudno odpowiedzieć na to pytanie bo w Polsce zamiast porządnej merytorycznej dyskusji mamy propagandę.
Na JOW składają się w zasadzie tylko 3 punkty: 1. Kraj zostaje podzielony na tyle okręgów, ile jest mandatów do obsadzenia przy czym okręgi te dzielone są po równo wg liczby uprawnionych do głosowania. 2. Każda z partii/komitetów wystawia tylko jednego kandydata. 3. W każdym okręgu kandydaci rywalizują o jeden tylko mandat – dostaje go kandydat, który dostanie najwięcej głosów wyborców.
Wszystko inne to dodatki. Dodatkami są np odwołanie polityka, odpowiedzialność majątkowa, brak immunitetu, referenda, limity na reklamę, brak finansowania partii z budżetu. Opcje te można dodać lub odjąć od każdego systemu wyborczego. Również do obecnego.
Zatem co gdyby do obecnego systemu wprowadzić np. zasady: - nie ma rozróżnienia na listy wyborcze i nie ma pozycji na liście (numerów) - zmniejszyć limity podpisów do zebrania, pozycji na liście do wypełnienia - znieść ustawę kwotowo-parytetową (która to naprawdę bardzo daje sie we znaki małym partiom) - osoba startująca z danego okręgu musi od dłuższego czasu w nim mieszkać (by znać potrzeby lokalnej ludności i problemy które trzeba rozwiązać) - możliwość odwołania polityka, odpowiedzialność majątkowa, brak immunitetu - politycy nie mogą zmieniać partii w trakcie kadencji - obligatoryjne i wiążące referenda - kategoryczna równość w mediach (gazetach, radiu i telewizji) - tyle samo reklam i czasu antenowego (bez promocji w mediach i pieniędzy na nią nawet w JOWach jest bardzo ciężko sie przebić)
Co wtedy? Czy obecny system nadal byłby taki zły i trzeba by wprowadzać JOWy?
Także potrzebna jest prawdziwa debata. Wg mnie najpierw trzeba ustalić punkt po punkcie wady obecnego systemu i zastanowić sie nad nimi. Co da sie zmienić i w jaki sposób a co nie. Potem zebrać wszystkie ciekawe ordynacje wyborcze i również ustalić ich wady oraz zalety. Dopiero wtedy będzie widać co dla nas jest najlepsze. Nie podoba mi się wciskanie na siłę jednego systemu jeśli nie znamy innych ciekawych. Tym bardziej w taki nachalny sposób w jaki to robią zwolennicy JOW w stylu angielskim.
Poza tym dwa najważniejsze (moim zdaniem) pytania dotyczące JOW: 1. Podobno JOW odrzuca skrajności i często wygrywają "ludzie środka". Zatem kandydat który proponuje konkretne zmiany np. reformę KRUS, emerytalną czy ograniczenie liczby urzędników nie ma szans bo zostanie przez te środowiska zablokowany (osoby z tych środowisk bedą głosować na oponenta tak jak dziś głosują za PO i PIS). Więc skoro w JOW wygrywają kandydaci populistyczni to jak Polska ma sie z nimi zmienić? 2. Wszyscy wiemy że Polska potrzebuje głębokich zmian. Tego nie zapełnia nam obecnie rządzący. Zatem czy w JOW małe partie/politycy niezrzeszeni summa summarum będą miały łatwiejszą czy trudniejszą drogę do objęcia władzy? Osobiście wydaje mi sie że znacznie trudniejszą. Nawet jeśli zmniejszy im sie obszar oddziaływania kampanii do małego okręgu.
Na podstawie argumentów zwolenników JOW:
- Obecnie obywatele nie mogą startować w wyborach (lub mają to znacznie utrudnione). To kłamstwo. Jest mnóstwo małych partii z postulatami których kandydat może się zgadzać a one chętnie go przyjmą bo muszą zapełnić listy wyborcze. Obecnie małym partiom jest tak ciężko że dają nawet ogłoszenia do gazet lub robią to z łapanki. Mają nap[rawdę olbrzymie problemy z zebraniem odpowiedniej ilości chętnych. Wcale nie jest tak wiele osób które faktycznie palą się do startowania. Nie jest im łatwo bo muszą zebrać aż 920 osób. Szczególnie kobiet (parytety są olbrzymim utrudnieniem dla małych partii). Znalezienie kobiety chcącej startować to skarb. A to wszystko w ramach tylko jednaj partii! Demokracja Bezpośrednia dla przykładu ma bardzo duże kłopoty aby zebrać odpowiednia grupę swoich przedstawicieli do jesiennych wyborów. A to przecież partia z którą prawie każdy może się utożsamiać. Poza tym często tworzą się listy bezpartyjnych. Poza tym w JOW byłby taki kandydat skazany na siebie a w partii, organizacji, zrzeszeniu czy innym tworze może liczyć na pomoc.
- Będzie mógł startować każdy obywatel... po wpłaceniu zaliczki (w propozycji Ruchu JOW jest to 10 podpisów + kaucja na poziomie pensji minimalnej zwrotna po wyborach jeśli przekroczy bodaj 2%) Już teraz może. Naprawdę trzeba „mieć zły dzień” by wierzyć że ktoś kto nie jest w stanie zebrać powiedzmy 5000 podpisów po zebraniu 10 nagle wystartuje w wyborach i zbierze tyle głosów by je wygrać (czyli 30 do 50% głosów z okręgu). Z czego? Bez środków na kampanie i bez wsparcia mediów. Dodam więcej. Ta kaucja zabierze mu cześć pieniędzy które mogły by mu się w tym czasie przydać. Uszczupli jego budżet na ten ważny w końcu czas.
-Ok Ale skoro może startować każdy zebrawszy tylko 10 głosów od rodziny to Kandydatów również może być wielu. I tu jest kolejny słaby punkt zwolenników JOW którzy twierdzą że ograniczają one ilość kandydatów i dzięki temu ta garstka jest wtedy bardziej znana. Przytłaczająca większość osób nie wie absolutnie nic o kandydacie na którego POSZLI ZAGŁOSOWAĆ! Większość osób głosuje na tego kogo zobaczy na plakatach, kto jest najbardziej rozpoznawalny, z ... właściwej partii i kompletnie nie czytają jego „CV” lecz polegają na tym kto coś tam im szepnie lub na tym co powiedzą w TV. Ale załóżmy że jakiś miejscowy Polityk wejdzie do sejmu. Co on tam jeden samiutki orzeszek zdziała? Chyba tyle co Korwin w europarlamencie – tyle jego że sobie przemówi z ambony. W innych krajach które wprowadziły JOW na początku faktycznie chętnych mogło być więcej jednak juz po pierwszych wyborach zapał ludzi się studził.
Także 1 postulat koronny jest co najmniej śmieszny bo co po tym zwykłemu obywatelowi? Zwykły obywatel nie będzie chciał startować a ten który chce już teraz ma sporo możliwości.
Im więcej antysystemowców tym większe rozproszenie głosów elektoratu na wiele podmiotów i mniej szans że uda im się wejść do rządu w obecnej postaci wyborów (czyli przy 5% poparcia) a co dopiero przy JOW Angielskim (w Australijskim trochę łatwiej). Przypominam że właśnie dlatego ostatnimi czasy podziemnaTV promowała połączenie sie wszystkich partii Antysystemowych w jedną i start z jednej listy do wyborów prezydenckich i parlamentarnych. Dlatego za nieporozumienie uważam promocję bezpośredniości i czynnego prawa wyborczego. To tylko rozdrobni jeszcze poparcie dla tych partii. Ci co głosują na PIS czy PO nadal będą a nie głosować natomiast poparcie dla mniejszych partii będzie jeszcze bardziej podzielone dla szkody na rzecz Polski i zmian jej potrzebnych.
Ok Ale powiedzmy że do sejmu jakimś cudem dostała sie spora grupa bezpartyjnych (np 20% składu). Nie było by łatwo stworzyć rząd który przetrwa kadencje. Ile lodów trzeba by ukręcić dla bezpartyjnych aby ci zgadzali się na nasze postulaty? Łapówka za łapówką. Rząd byłby niestabilny więc Polska była by politycznie niestabilna a mediach było by jeszcze mniej prawdziwych informacji a więcej tematów zastępczych i afer (jak to się nie mogą dogadać). Opozycji będzie jeszcze łatwiej kopać dołki i osłabiać w ten sposób Polskę. Wystarczy przypomnieć sobie czasy rządów PIS, Samoobrony i LPR z 2016 roku. W Anglii czy Australii może działa to dobrze jednak trzeba pamiętać że oni mają inna klasę polityczną i inne wpływy a Polska to poligon dla Niemiec, Rosji i USA i że tak naprawdę komuna sie u nas trzyma bardzo dobrze. To co w innych państwach działa dobrze na naszym podwórku może działać fatalnie.
Jednak oczywiście takiego rozdrobnienia nie będzie gdyż JOW doprowadza do dwupartyjności. Zresztą sam Kukiz przyznał że JOW prowadzą do systemu dwupartyjnego: https://www.youtube.com/watch?v=2NteZIQPDsk&feature=youtu.be&t=840 (ps. Zobaczcie jak Kukiz zgrabnie zmienił temat i z rozmowy na argumenty przeskoczył na gatkę o dzieciach i dobra kraju) Zresztą nie tylko on. To samo przyznają Korwin i Kaczyński. Zastanawiam się gdzie w tym są zmiany których tak w Polsce potrzebujemy. To zabetonowanie sceny politycznej. Doprowadzenie do systemu dwupartyjnego czyli https://pl.wikipedia.org/wiki/Prawo_Duvergera Bo co z tego że każdy będzie mógł startować jeśli bez zaplecza, bez pomocy, bez finansów i bez dostępu do mediów nie będzie miał szans na wygranie w swoim (niby małym) okręgu? Wygra tylko celebryta taki jak Kukiz lub jakiś lokalny "baron" bo nikt nie będzie chciał głosować na kandydata nieznanego którego widzi pierwszy raz na oczy.
- Aktualnie ¾ wszystkich osób zasiadających w sejmie pochodzi z 2 pierwszych miejsc z list wyborczych. Dzięki JOWom te wszystkie partyjne aparatczyki zostaną wymiecione. Ok A kto obecnie zabrania głosowania na niższe miejsca? Nawet w tym systemie wygrywa ten kto dostaje najwięcej głosów z listy. Równie dobrze może być z miejsca 10. Ale ludzie głosują i będą głosować na znane twarze. Chyba ze wreszcie się zreflektują ale do tego wcale nie trzeba zmieniać ordynacji lecz edukować ludzi. Przypominam. To od nas zależy kto wchodzi do sejmu. Wcale nie musimy głosować na klakierów politycznych z 1 czy 2 miejsc ale to robimy. Jeśli teraz to robimy to dokładnie to samo będzie przy JOW tyle że wybór klakierów będzie mniejszy. Przecież przy JOW będzie dwubiegunowość i kandydat na którego mamy głosować i tak będzie wybierany przez partie a duże partie i tak wygrają. Mali nie będą mieli szans. Niektórzy twierdzą że oddanie głosu na mła partię jest głosem straconym. Jeśli teraz jest to co dopiero mówić o JOWach.
- Posłowie będą zależni od nas a nie od szefów partii. To bujda. Jeśli polityk nie wywiązuje się ze swoich obowiązków to w Anglii podobno następnym razem nie jest wybierany. A jak jest teraz w PL? Jeśli ludzie są mu przeciwni to partia wystawia innego kandydata. I dokładnie to samo dzieje się w Anglii, Kanadzie czy USA i partie się nie zmieniają. Potrzeba by w Polsce duzo czasu aby jedna z tych 2 partii została zamieniona przez inną. Tym bardziej że JOWy bardzo mocno promują duże partie z wielkimi funduszami.
Jednak w JOW partia faktycznie musi dbać o kraj i postulaty społeczeństwa - i nawet jeżeli zostają dwie przeciwstawne partie - to one muszą prezentować program zgodny z jak największą częścią społeczeństwa i działać na jego rzecz - inaczej zaczynają tracić poparcie na rzecz konkurenta. Jednak czy chcemy mieć u siebie system dwupartyjny jak w USA? Oczywiście nas i USA nie powinniśmy porównywać gdyz są to zupełnie inne podłoża polityczne i historyczne i jak wspomniałem w każdym kraju JOW mogą mieć inny bieg jednak wiecie że w USA oprócz partii Demokratycznej i Republikańskiej istnieją tez inne? Jakoś trudno im sie przebić nieprawdaż? W Polsce mogło by sie zdarzyć rzecz podobna i duże partie (lub partia) mogły by panować naprawdę długo (wspomniany efekt głosowania na lepsze zło które ma większe szanse pokonać to gorsze zło zamiast na inne lepsze rozwiązania). Już teraz tak mamy a wyobraźmy sobie że małym partiom w JOW jeszcze trudniej się przebić. Nie mogą nawet wykorzystać efektu stopniowego zwiększenia popularności bo jest mniej widoczna niz teraz. Przykładowo jeśli teraz partia w jednych wyborach zdobędzie 2% drugich 4 potem 5 dalej 7 to w sondażach widać wzrost i ludzie zastanawiają sie nad zagłosowaniem jako realnej alternatywie (skorzystał na tym Kukiz) natomiast w JOW jest to mniej widoczne bo i tak do wygrania w okręgu sporo brakuje więc trudniej sie przebić.
*- W systemie proporcjonalnym większość posłów wchodzi na plecach lokomotyw. * W systemie większościowym też większość wchodzi na plecach lokomotyw bo zostają wybrani tylko dlatego, że reprezentują daną partię (która jest utożsamiana z liderem). Mali, niezależni kandydaci nie mają szans konkurować z dużymi partiami.
- JOW przenosi nacisk z lojalności wobec centrów partii na lojalnością wobec lokalnego okręgu , a partyjni wodzowie tracą podstawowy mechanizm czynienia wybrańców narodu uległymi ("uważaj, bo nie znajdziesz się na listach"). Nawet jeżeli JOW doprowadziłyby do powstania systemu dwupartyjnego, to byłyby to już inne, mniej wodzowskie partie niż obecnie." Tylko ze nikt nie wie jak to będzie wyglądało w Polsce a gdy już wprowadzimy te JOW i okażą sie klapą dla obywateli to już tak łatwo nie cofniemy tej ordynacji.
Jeśli zarządowi partii nie podobały by się działania polityka i próbowali by go usunąć lub zastraszyć mógłby powiedzieć im: „a całuj mnie tu i tam. Ja mam za sobą swój okręg wyborczy, to mnie tam wybrali”. Taki polityk musi wiedzieć że część jego elektoratu (zapewne bardzo duża część) głosowała na niego tylko dlatego gdyż wywodził sie z danej partii. Zresztą odwrotnie tez bywa lecz rzadziej. Pewnie zdarzy sie czasem że jakiś polityk zasłuży na swoje zaufanie i wyborcy pójdą za nim gdy ten wyjdzie z partii jednak zwolennicy JOW twierdzą że będzie tak zawsze i wszędzie oraz że pójdą za nim wszyscy (a przynajmniej to właśnie sugerują). Mogą oni oczywiście dawać przypadki pojedynczych polityków jak np. Churchill jednak to będą przypadki specjalnie wyselekcjonowane tylko po to by potwierdzić swoją tezę. Sugerował bym raczej zebranie wszystkich tego typu wydarzeń i wyciągnięcie konkretnych wniosków.
oraz… „Każdy człowiek ma inne poglądy polityczne. Partie to organizacje zrzeszające ludzi o podobnych poglądach (w teorii). Jest to pewien sposób kategoryzowania ludzi względem wartości jakie wyznają. W sytuacji gdy głosujesz na konkretnego człowieka jest trudniej. Raz, że musisz poznać jego poglądy a dwa, że w Twoim okręgu może nie być nikogo, kto by miał taki sam pomysł na państwo co Ty. Jeszcze jest inna opcja - ktoś taki może być, ale z racji tego, że głosi niepopularne hasła (np. koniec z zasiłkami) to zagłosuje na niego niewiele osób. Jeżeli będzie ich mniej niż 50% to głosy na tę osobę są zmarnowane. W rezultacie w sejmie będą zasiadali posłowie a ich poglądy nie będą odzwierciedlały poglądów społeczeństwa.”
Bardzo możliwe jest że nasz kraj podzieli się na okręgi PiSowskie, POwskie, oraz kilka okręgów przechodnich. Dokładnie to dzieje się w US czy UK. Istnieje tam dość duża liczba okręgów w których nie opłaca się nic robić bo i tak wygra dana partia. Bo w JOWach jest wszystko albo nic, nie ma znaczenia czy jako drugi miałeś 30%, czy 5%. I tak masz 0% bo byłeś drugi. To jeszcze bardziej zniechęci ludzi do polityki. "Teraz każdy głos się liczy - jeśli chociaż trochę więcej wyborców PiS pójdzie w Szczecinie zagłosować to mogą wywalczyć dodatkowy mandat. W JOWach nie mieliby szansy na nic więc jaki byłby sens ich wychodzenia z domu? PO tam nie przebiją ale w obecnym systemie mogą chociaż powalczyć o inne proporcje. W systemie proporcjonalnym każdy głos się liczy. Ma znaczenie to czy PO wygra mając 90% czy 60% czy 30%. W JOWach nie ma to absolutnie żadnego znaczenia więc jeśli jakiś okręg jest "safe" dla danej partii to jej przeciwnicy nie mają powodu, żeby w dniu wyborów ruszyć się z domu"
- Gdy dana partia wygrywa i rządzi samodzielnie (bez koalicjanta) to wszystkie niepowodzenia spadają na jej barki. Nie może się zasłonić brakiem zgody koalicjanta. To dobrze ale w ciągu ostatnich kilku lat mieliśmy bardzo dużo afer które Tusk jako szef rządu brał na klatę a PO? PO nadal ma spore poparcie. Tu chyba więc sprawdza się zasada że co dobre gdzie indziej wcale nie musi być dobre u nas. Mamy inne warunki, inna kulturę społeczną i innych wyborców i długo się jeszcze to nie zmieni.
- wyborcy na drugi dzień po wyborach wiedzą jak wygląda rząd który może normalnie pracować. Teraz po wyborach trwają targi z koalicjantem a w JOW targi trwają przed wyborami (juz wspominałem). To dobrze bo głosujący przynajmniej wie co dane partie ustaliły. Tylko czy po wyborach bedzie to przestrzegane? Mieszkamy przecież w Polsce a nie Anglii.
- W Polsce istnieją powiaty które nie mają w sejmie swojego posła natomiast taka Warszawa ma ich dużo za dużo. To okręgi JOW nie dzieli się czasem wg liczby mieszkańców? "Kraków będzie podzielony na 10 okręgów, Warszawa na 20 ale posłów i tak będą z tych miast dużo. Za to okręgi na prowincji to będą całe powiaty albo nawet ich grupy (najmniejsze powiaty mają po 20 tys. ludności). Czyli podział na JOWy kompletnie nie będzie odpowiadał realnym podziałom społeczno-geograficzym. A zwycięzca może być tylko jeden. Wielomandatowe duże okręgi są w stanie jakoś-tam oddać zróżnicowanie (także terytorialne) poglądów ich mieszkańców. Jednomandatowy okrąg złożony z kilku powiatów będzie trwale wykluczał niektóre z nich.
Poza tym symptomatyczne jest, że piewcy JOWów tak bardzo skupiają się na procedurze wyboru kandydata, że zapominają o prostym fakcie: wyborcy zależy na tym, by mieć możliwie realny wpływ na władzę. A ten realizuje się nie przez wybór posła ale przez to co ów poseł może zdziałać w sejmie. A w sejmie działają partie (ew. ich frakcje), a nie jednostki. Cóż z tego, że wybiorę sobie wybitnego posła, skoro w realnym działaniu nic nie będzie znaczył?
W sytuacji JOW wyborcy mogli by od takiego swojego posła czegoś oczekiwać a teraz nie mogą. Innymi słowy poseł mógłby przekupywać ludzi np. wybudowaniem drogi co dzieje się w Anglii czy USA i wcale nie jest takie złe bo co prawda ludzie dostają ochłapy za głos ale przynajmniej coś dostają dla swojego okręgu a obecnie nie mogą żądać niczego. To trzeba zmienić.
Tylko czy w sytuacji w której trzeba uzdrowić Polskę (prawo, gospodarkę, szkolnictwo i wiele innych rzeczy na poziomie kraju) warto jest się rozmieniać na drobne dostając coś w swoim okręgu podczas gdy w Polsce będzie działo się źle?
Poza tym.. Czy dobrym jest gdy partia która posiada kilkanaście % poparcia w Polsce jednak nie skupione w kilku okręgach lecz rozproszone po całym kraju nie dostaje się do sejmu? Bo taka sytuacja może się zdarzyć. W zasadzie zdarza się w Anglii. Dlatego duża część obywateli Wielkiej Brytanii jest przeciwna JOW. Czemu? Np. w ostatnich wyborach UKIP zebrał 13% głosów społeczeństwa (4mln głosów) i zamiast 80 mandatów (gdyby mieli nasz system proporcjonalny) zdobył 1 (tak jeden) mandat do izby gmin. To jest ta sprawiedliwość? Czy posiadanie własnego posła ze swojego okręgu jest bardziej sprawiedliwe niż anulowanie głosu kilkunastu procent społeczeństwa? A mówię tu tylko o jednej partii.
Dodatkowo ważną kwestią jest co wyborcze dostosowanie granic okręgów co w Polsce na pewno doprowadzi do wielkich sporów lub Gerrymanderingu. Nie będę sie tu rozpisywał i odeśle do filmiku z YT który opisuje tą wadę JOW (można włączyć polskie napisy): https://www.youtube.com/watch?v=YcUDBgYodIE Obrazek po polsku: http://i.imgur.com/av0xL3f.jpg
Podsumowując: "Wszystkie systemy wyborcze mają swoje wady, dziwactwa i anomalie. JOW-y są fajne ze względu na prostotę i mocny związek wyborcy z wybieranym ale tylko na pierwszy rzut oka. Gdy przyjrzeć się bliżej to już nie jest tak różowo. Rozproszone geograficznie głosy są nadreprezentowane. Lokalnie mocne ugrupowania są nad reprezentowane. Głosy lokalnych mniejszości są tracone. System jest też wrażliwy na manipulowanie granicami okręgów. Z praktyki (USA czy Anglia) widać, że preferowany jest duopol dużych partii.”
Na koniec link do najlepszej moim zdaniem strony tłumaczącej JOW (inne to sama propaganda) http://stv.org.pl/o-systemach-wyborczych/systemy-wiekszosciowe-jow/ A czemu jestem przeciwny STV i innym tego typu odmianom jak np. ordynacja ocenowa? https://pl.wikipedia.org/wiki/Ordynacja_ocenowa STV to bardzo dobra ordynacja jednak stwarza ogromne miejsce na machinacje wyborcze. PKW nie potrafi policzyć głosów z jednej tury a policzy z kilku na raz? Ufamy że PKW dobrze policzy głosy? Ja nie. To są za bardzo skomplikowane ordynacje by u nas je wprowadzić.
submitted by 4pietrowydrapaczchmu to Polska [link] [comments]


PROMOWANIE KANAŁÓW  Blefiq i csekoladka 2.Dawido.M- Wiem Jak To Jest! (Sentencje Miłosne ) Dwie Słowie: Tomasz Panfil - Duch polski Bladii - YouTube Kadrowanie ujęć - YouTube Astroneer po godzinach! Od 21:00 do 23:00 ZaWcześnieNasWypuścili #6 - Hordy słoni

Bardzo się kochają, ale nie mogą być razem. Co powinni ...

  1. PROMOWANIE KANAŁÓW Blefiq i csekoladka
  2. 2.Dawido.M- Wiem Jak To Jest! (Sentencje Miłosne )
  3. Dwie Słowie: Tomasz Panfil - Duch polski
  4. Bladii - YouTube
  5. Kadrowanie ujęć - YouTube
  6. Astroneer po godzinach! Od 21:00 do 23:00
  7. ZaWcześnieNasWypuścili #6 - Hordy słoni
  8. Języki miłości. Co zrobić, gdy mój partner mówi w obcym języku?
  9. SkRyty - Razem (prod. BenMaker) [ VIDEO ]

chcesz byĆ na bieŻĄco z nowoŚciami , subskrybuj kanaŁ, oraz zapraszam na facebooka- http://www.facebook.com/dawidom1988 tekst: 1. wiem jak to jest gdy rozsta... Aiden koniecznie chce się dostać na tą całą aukcje, na której będzie Iraq. Zamierza podać się za kogoś z listy gości. Problemem może być fakt, że gdy pojawią się dwie osoby ... to nie związek gdy początek, mają znowu smutne wersy REF Razem - jeśli chcesz to chodź, Razem - na ten nowy ląd Razem - teraz czas nas gna, Razem - tylko Ty i Ja Razem - bez tych trudnych ... Natomiast lenistwo, ociąganie się, złamane obietnice i sprawianie, że mają oni więcej pracy, są dla nich znakiem, że ich uczucia się nie liczą. 2) Jakość spędzanego razem czasu ... ZASADY CZYTANIA KOMENTARZY PRZEZ ANI, GDY JEST DUŻO WIDZÓW: 1. Pierwszeństwo mają: - komentarze dotyczące, gry która aktualnie pojawia się na streamie w tym porady, wskazówki dotyczące ... Normalna Kultura: DWIE SŁOWIE* Razem z historykiem prof. TOMASZEM PANFILEM rozważamy czym jest DUCH POLSKI. Na pewno jest to jakaś wartość, zbiorowa siła, st... Więc tym razem są dwie osoby: Blefiq oraz czekoladka. Uznałem, że nie będę nagrywał jakie mają filmy.Oglądajcie! @ Linki Profil w ROBLOX https://web.roblox.c... Małgosia i Maciej mierzą się z życiowymi problemami. Tym razem to TURYSTYKA. Obydwoje żyją w przekonaniu, że inne osoby - tak zwani wszyscy - nie mają problemów z niczym, podczas gdy ... Gdy przyjdzie co do czego, miej zawsze pod ręką zapasowe baterie i karty pamięci. Nie chcesz przecież, by zabrakło Ci zasilania lub pamięci w trakcie filmowania. Po zakończeniu nagrywania zdecydowanie zaleca się wykonanie kopii zapasowej materiału. Niektórzy twórcy sporządzają dwie kopie: na komputerze i na dysku zewnętrznym.